
10 książek pod choinkę prawie się nie napisało. Biłam się z myślami, czy w tak kretyńskim roku sugerować jakieś zakupy, bo przecież ludzie tracą pracę i jest pewnie milion ważniejszych rzeczy niż książki. Jednak doszłam do wniosku, że kupowanie książek ma dużo plusów. Po pierwsze – właściwości terapeutyczne i uspokajające, czytasz i nie masz ochoty lecieć i podpalać Sejmu lub polować na krasnoludki na Żoliborzu. Po drugie – Pan Nierząd sugerował przebranżowienie się, więc dzięki książkom można nabyć nowych umiejętności i z fizyka jądrowego stać się np. mistrzem wypieków. Po trzecie – kupowanie książek nawet w małych ilościach pomaga wydawnictwom, pisarzom i księgarniom. Zarabiają, jakoś się utrzymują i dzięki temu będą mogli kupować te wasze pierogi i bigosy, czy co tam będziecie robić, jak już się przebranżowicie.
W tym roku miała wyjść nasza pierwsza książka. Gromadząc do niej materiały, okazało się, że wyjdzie kilka tomów, że będę Sienkiewiczem książek kulinarnych i najprawdopodobniej książka będzie nosiła tytuł „Nawdupcajnizm”. Po drodze dostaliśmy w twarz lockdownem. Pozbawiono nas możliwości pracy, rok zaczął się mega źle w sferze osobistej, bo straciliśmy bliską osobę. Potem nas otworzyli i rzuciliśmy się w wir pracy, książkę szturchając raz na jakiś czas kijkiem. Powstała część tekstów, zdjęć i są przepisy. Przepisy są na milionach kartek, pomysły na skrawkach papieru i mój geniusz błędnie założył, że nazwy i tytuły nie są mi potrzebne, bo jestem tak zajebista, że zapamiętam. Otóż nie zapamiętałam, więc niektóre rzeczy robiliśmy trzy razy. Wiem, że jak się już ukaże, to wszystkie moje polecajki książkowe będą się zaczynały od moich dzieł. Nieskromnie napiszę, że to będzie fajny cykl, będzie dużo czytania, przepisów nieoczywistych, porad, trików i rozwiązań. Warto poczekać, gdyż jak wiemy wielkie dzieła rodzą się w bólach 😀
Tegoroczna lista jest ciut inna. Są książki, w których jest dużo czytania, dwie są napisane po angielsku, ale jedna ma szanse zostać przetłumaczona na polski, jest jeden wyjątkowy e-book z masakryczną ilością wiedzy, jest kiszenie, torty, Włochy, kuchnia żydowska, arabska i Nigel Slater. Teraz jest fajny okres na kupowanie książek, bo jest dużo promocji i warto na nie polować.

10 książek kucharskich pod choinkę. Kolejność przypadkowa, to nie ranking 🙂
1 i 2. Nigel Slater „Zielona uczta” (Greenfeast) wiosna/lato i jesień/zima
Mam wersję angielską, ale po polsku kupicie bez problemu, wydało Wydawnictwo Filo. Nigel jest kopalnią przepisów sezonowych. Znajdziecie tu produkty sezonowe połączone w sposób niebanalny i pyszny. To, co dla mnie ważne to fakt, że Nigel konstruuje tak przepisy, że na ich bazie można tworzyć swoje kompozycje i poznawać nowe smaki. Ja jestem ciężko w Nigelu zakochana i uwielbiam jego programy oraz sposób w jaki opowiada o jedzeniu.
3. Martin Nordin „Ogniem i Dymem”
Poszukajcie Martina na instagramie i zobaczycie, jakie zdjęcia kocham. „Ogniem i Dymem” to książka dla wielbicieli gotowania na otwartym ogniu, wyrazistych i ciężkich smaków, czasem dziwnych połączeń, które mimo specyficznego brzmienia smakują genialnie.
4. Fania Lewando „Dietojarska kuchnia żydowska”
Fania to była swoistego rodzaju gwiazda międzywojennej sceny kulinarnej. Kobieta, która z diety jarskiej uczyniła sztukę. Kilka lat temu weszłam w posiadanie tłumaczenia jej książki i zachwycił mnie sposób podejścia do diety jarskiej i ilość pomysłów. W tym roku ukazało się polskie tłumaczenie i przepisy dostosowano do kuchni współczesnej. Książka przekona nawet największego mięsożercę.
5. Inesa Kim „Koreański Ferment”
Ja mam obsesję kiszonkową. Usiłuję, z różnym skutkiem, kisić różne rzeczy. W książce Inesy znajdziecie przepis na popularne kimchi i mnóstwo innych inspiracji, które dadzą kopa waszej kuchni.
6. Elena Kostioukovitch „Sekrety włoskiej kuchni”
Gdybym chciała opisać te wszystkie miłe i puchate uczucia, które towarzyszą mi przy czytaniu tej książki, musiałabym poświęcić jej osobny artykuł. W tej książce dowiecie się, dlaczego jedzenie to podstawa cywilizacji, poznacie kulturę, zwyczaje, tradycje, znajdziecie wplecione w tekst przepisy, które nie są zapisane w formie klasycznych przepisów, ale są częścią smakowitej opowieści. Tę książkę czyta się mając pod ręką notatnik i notując pomysły, planując gotowanie i podróże.

7. Emiko Davies „Tortellini at Midnight” (wydanie po angielsku)
Chcecie poznać kulinarne klasyki każdego regionu Włoch? Chcecie wiedzieć, gdzie dają najlepsze oliwki a gdzie idealną szynkę? Chcecie znać powody sporów kulinarnych i jak godzono się przy stole, a przy okazji poznać przepisy proste, aromatyczne i pyszne? Ta książka jest dla was. Kupiłam ją na wyprzedaży na polskiej stronie bookoff.pl, ale jeśli macie konto na Amazon.uk, to tam można trafić dużo taniej.
8. Zuzia Nowakowska-Sikora „Instrukcja obsługi tortu” (e-book)
Ja, matoł cukierniczy, oświadczam wam, że jak Zuzia tłumaczy pieczenie, to wychodzi nawet najbardziej skomplikowany tort. W e-booku znajdziecie tort rozłożony na czynniki pierwsze. Od potrzebnego sprzętu, przez nadzienia, masy, żelki, chrupki, tynkowanie i ozdabianie, po mnóstwo trików i ułatwień. Dla kogo ta wiedza? Dla każdego, kto chce nauczyć się piec tort idealny. Przedsprzedaż rusza w tym miesiącu, więc na stronie FB Cake Atelier polujcie na informację.
9. Sami Tamimi, Tara Wiglej – Palestyna (albo angielskie wydanie – Falastin)
Kilka dni po premierze odebrałam Falastin. Pierwsze kartkowanie i szybciej zabiło mi serduszko, drugie kartkowanie i zaznaczonych 27 przepisów do wypróbowania. Potem już było gorzej. Wlepek z notatkami przybywało, pomysły na bazie tego, co wyczytałam pączkowały jak drożdże w cieście, amok kulinarny w najczystszym wydaniu. Myślałam, że na polskie tłumaczenie będziemy długo czekać, tymczasem Wydawnictwo Filo zrobiło niespodziankę i szybko ukazała się „Palestyna”.
10. Yotam Ottolenghi „Falavour” (wydanie po angielsku)
Do Yotama mam słabość porównywalną ze słabością do Nigela Slatera. Jego książki to dla mnie źródło inspiracji i podpatrywania pomysłów, a potem przerabiania ich na swoją modłę, co sprawia mi mega frajdę. Na „Flavour” czekałam ponad cztery miesiące, tyle minęło od ogłoszenia na stronie Yotama, przedsprzedaży. W Polsce nie wiem, kiedy się ukaże, bo wydawcą książek Ottolenghiego jest Wydawnictwo Filo i na razie nie ma informacji. Przewaga oryginałów nad polskimi tłumaczeniami jest taka, że w oryginałach na końcu książki jest kod, którym można się zalogować do aplikacji lub strony Yotama i dostaje się dostęp do przepisów z książki, dodatkowych materiałów, pojawiają się bonusowe przepisy czy filmiki. Książkę możecie kupić na Amazonie, ale sprawdźcie najpierw stronę Yotama i jego sklepik, bo można trafić na fajne promocje i gratisy do kupionych książek.

Poprzednie polecane książki znajdziecie:
TUTAJ
TUTAJ
TUTAJ
TUTAJ
TUTAJ
TUTAJ

