Nie wiemy jak wam, ale nam okres noworoczny upłynął pod znakiem wiosny, wiatru, wąchaniu cudzych pierdów w Szwagropolu i niekończącymi się eksperymentami z Ibupromem Max. Dzięki temu święta i nowy rok minął w atmosferze przypominającej miks „Trainspotting” i „Nad Niemnem”. Zaczął się karnawał. Wielu z was już wymyśla dowcipne statusy na fejsa, szykuje się na domówki i imprezy wszelkiej maści, na których będą czipsy z biedronki, ruski szampan, smętny dowcip, aromat przepoconych ciał wymieszany z rozczarowaniem. Niezależnie od tego czy jesteś premierem, studentem, Panią Krysią czy świnką morską na koniec i tak zarzygasz łazienkę gospodarza lub petarda urwie Ci dłonie.
Mimo mnogości rozrywek jakie niewątpliwie oferuje nam nowy rok i nowe perspektywy, jeść coś należy. Najlepiej coś zagranicznego i hipsterskiego. Coś co spożywają narciarze po upojnym dniu na stokach Aspen albo innej Szwajcarii. Śniegu nie mamy, z nartami niektórzy ostatni raz mieli styczność dziecięciem będąc na zawodach Koziołka Matołka w Zakopanem. Ale to nic nie szkodzi. Widoki na Krupówkach potwierdzają starą zasadę narciarskiego lansiarstwa – nie musisz jeździć na nartach, ważne że masz i że je nosisz wszędzie ze sobą. No cóż – jaki kraj, takie Aspen. Chcącym poczuć się przez chwilę jak Dejwid Hasselhof w Słonecznym Patrolu, tyle, że z nartami i bez piasku i silikonowych blondyn, chcącym chłonąc atmosferę innych kuchni i przez chwilę poczuć się jak Szwajcar na karnej zsyłce do krajów Dzikiego Wschodu, proponujemy raclette. Pod tym tajemniczym, jak ścieżka do Mordoru określeniem, kryje się coś, w czym nieśmiali z natury panowie oraz wstydliwe panny ujrzą wreszcie wizję związku z płcią przeciwną, a cała reszta zje coś wspaniałego i przy okazji związek pogłębi. Żeby podryw lub spęd znajomych wprawił w ekstazę nawet Tima Burtona potrzebujemy :
- -urządzenie do raclette – niestety każdy związek wymaga nakładów
- kilku rodzajów sera – mieliśmy pleśniowy, brie, camembert, żółty ostry i łagodny
- kurczaka pokrojonego w cieniutkie plastry i zamarynowanego w oliwie i czosnku
- warzyw – cukinia, bakłażan, pieczarki
- owoców – winogrona, gruszka
- boczek, szynka serano lub prosciutto
Odpalamy urządzenie, żeby się nagrzało. W koło układamy wszystkie pokrojone składniki. I zaczynamy komponować. Nasze ulubione połączenie to gruszka z serem pleśniowym i camembert zawinięty w prosciutto. Ograniczeniem przy „składaniu” jest tylko wasza wyobraźnia. Ale jedno wiemy z całą pewnością – warto spróbować. Bo proste, mało inwazyjne jeśli chodzi o bajzel w kuchni. Trzyma znajomych w jednym miejscu, więc nie łażą po domu i nie znajdują wstydliwych pisemek pod łóżkiem, ani nie grzebią w komputerze odkrywając, że jesteśmy fanami stron mocno męskich, a przecież mamy na imię Maciej. Tak więc w trosce o wasz komfort psychiczny, gdy już musicie urządzić imprezę w domu, raclette jest idealne.


