
Fizoły, kolejny comfort food rodem z gór, to połączenie fasoli, wędzonych śliwek i dodatków. Nie chwaląc się, ja pokazałam blogosferze kuchennej co to takiego i z czym się fizioły je. Pokazałam wersję z oscypkiem i jarmużem i musiało smakować, bo potem przepis trafił do książki. Moja babcia zawsze twierdziła, że najlepsze są proste rzeczy. Kocham kuchnię babci i prababci, nie jest to najzdrowsza kuchnia świata, ale proste i dobre składniki, odrobina magii i miłość gotujących robią cuda, jakich nie dostaniecie w żadnej restauracji. Opiszę wam wersję wypasioną, fizoły na wędzonce. Podam wam też opcję wegańską (prababka już wtedy była modna!) oraz wersję wegetariańską.
Fizoły potrzebują śliwek, wędzonych śliwek. Nie tych słodkich ulepków, tylko wytrawnych i dymnych. Ze wzruszeniem wspominam moment, kiedy jeden z blogów, mianujących się na kreatora smaków, dzięki mnie odkrył różnicę między śliwką wędzoną a suszoną… Koniec chwalenia się! Czas pochwalić prababcie, babcie i ich fizoły!
Na fizoły potrzebujemy:
- 3 szklanki ugotowanej fasoli Piękny Jaś
- kilka leśnych grzybów (około 200 g) u mnie były kurki
- około 40 dkg dobrej wędzonki (boczek, dobra szynka z tłuszczykiem, wiejska kiełbasa)
- 3 szklanki płynu (bulion warzywny lub zwykła woda)
- szklanka wędzonych śliwek, użyłam suski sechlońskiej – suszone się nie nadają
- 2 zgniecione ząbki czosnku
- 4 suszone grzyby
- ½ drobno posiekanej cebuli
- gałązka świeżego tymianku
- sól, pieprz, cząber.
Zacznijmy od tego, że suska sechlońska jest wilgotna, miękka i nie wymaga żadnego moczenia. Za to suszone grzyby tak, więc te 4 suszone grzybki w naczyniu do gotowania zalewamy połową szklanki wody i zostawiamy do namoczenia na około 30 minut, następnie doprowadzamy do wrzenia, nie odcedzamy. W garnku, w którym będziemy gotować fizoły, rozgrzewamy łyżkę oleju (nie smażcie na oliwie, margarynach co to się smaży jak szef kuchni i innych wynalazkach, ino zwykły olej). Na rozgrzany olej wrzucamy drobno pokrojoną wędzonkę i rumienimy. Do zrumienionej wędzonki dodajemy cebulę, którą szklimy. Dolewamy nasz płyn oraz z moczenia grzybów razem z grzybami, dodajemy gałązkę tymianku oraz wędzone śliwki i na wolnym ogniu gotujemy esencjonalny wywar, około 20 min wystarczy. Na osobnej patelni smażymy na maśle świeże grzyby. Do wywaru dodajemy ugotowaną fasolę i przesmażone grzyby. Doprawiamy sporą ilością pieprzu, cząbrem i delikatnie solą. Otrzymacie gęstą i pożywną zupę, która w paskudne, jesienne dni cudownie was rozgrzeje i przede wszystkim poznacie nowe smaki, nie zawsze oczywiste, ale jednak warte uwagi!
Wersji fizołów jest sporo. Zawsze jednak podstawą jest fasola i śliwki.
Wersja wegańska:
Fasolę, śliwki, przesmażoną cebulę i dwie ugotowane marchewki lub korpiele (czyli brukiew) i gryzule (czyli rzepę) smażymy na dużym ogniu szybko i podlewamy 1 szklanką płynu (np. bulionu warzywnego). Przyprawy i grzyby pozostają bez zmian.
Wersja wegetariańska:
Do fasoli, grzybów i śliwek dodajemy blanszowany i przesmażony jarmuż lub szpinak i do tego podajemy smażony oscypek lub kawałki dobrego, białego sera. Przypominam, że tofu na Podhalu naturalnie nie występuje.
Zostawcie podstawę – fasolę oraz śliwki i twórzcie własne wersje, może to będzie wasz ukochany comfort food.

Robię czasem, zostało mi z lat dawnych (mama czasem robiła tak fasolkę, pół jadłyśmy tak, a pół szło do fasolki po bretońsku. Inna sprawa, że gotowało się wtedy tej fasoli jak dla pułku piechoty.).
Jednak nie miałam pojęcia, że to się fizoły nazywa.
Dobrze mieć nazwę dla dania, które się jada jak jest człowiekowi źle. 🙂
Witam.. mam problem z pewnym trolem który upiera sie ze jestem głupią turystką która tylko małpuje potrawy, a Fizoły to nie jest żadna góralska potrawa i teraz zgłupiałam. Zamieściłam na blogu fizoły które przygotowałam z ksiązki kucharskiej regionalnej a mój trol mnie nachodzi i pisze kolejne komentarze ze takiej potrawy górale nie mają .