
Dziś będzie o tym, jak czekoladowy biszkopt z bitą śmietaną i owocami wpłynął na drastyczne zmiany w moim życiu.
Zawsze w okresie jesiennym dopada mnie melancholia oraz przeczucie, że starość dyszy mi za plecami. Urodziny w dniu Zadusznym też nie pomagają. Co roku, w wyniku przemyśleń, podejmuję mniej lub bardziej skretyniałe decyzje. Potem klnę na czym świat stoi, bo okazuje się, że jak się jest głodnym albo niespełna rozumu, to się żre popcorn i ogląda seriale, a nie bierze za naprawianie świata i swojego życia.
Myślicie, że przesadzam? Otóż nie! Kilka lat temu w dniu swoich urodzin, kiedy myślałam, że mój były partner to debil, mizogin, związkofob oraz wysłannik piekieł, ta gnida padła na kolana i wyciągnęła pierścionek! Myślicie, że byłam twarda, mądra i pognałam won? Buahahaha! Otóż nie! Wzruszyłam się, że może mimo wszystko jest inny, że dzwony kościelne i suknia typu beza są jednak dla mnie… Taki wał! Debilizm mu się pogłębił, a ja zmarnowałam kolejny rok swojego życia usiłując reanimować trupa. Moje drogie osobniki płci obojga! Silone pacierze do nieba nie idą, jak mawia moja babcia. Silone, w naszej gwarze, to takie o rzeczy niemożliwe. Trupa się nie reanimuje, tylko zakopuje i pali po nim ciuchy.

Pewnie się zastanawiacie, co ma czekoladowy biszkopt do zrywania zaręczyn? Otóż ten wysłannik piekieł, mój niedoszły na szczęście mąż, na odchodne oświadczył mi, że jestem beznadziejną gospodynią, bo umiem tylko 4 ciasta piec, a jego mamusia umie wszystkie. Oooooo! Nagle trafił mnie szlag, a furia zalała me lico z siłą wodospadu. Ostatkiem dobrego wychowania powstrzymałam się przez zrzuceniem tego szatana ze schodów. Jak zamknęły się za nim drzwi, stałam na środku kuchni i chciało mi się ryczeć, bo wiecie, skończyłam 30 lat, byłam sama i w perspektywie miałam samotną śmierć i zjedzenie przez bezpańskie psy. Byłam zła na siebie, że głupia, zaślepiona i dałam się podejść. Klasyczny wkurw nieutulony. Postanowiłam nauczyć się piec!
Poznajcie przepis, który powstał na fundamentach z gruzów mojego związku, żalu, poczuciu niesprawiedliwości i wścieklizny: „ja gnojkowi pokażę!” Coś, co jest okupione takim ładunkiem emocji, musi wyjść każdemu. Pewnie pomyślicie, że czekoladowy biszkopt to sikukupa a nie wyczyn, jednak pamiętajcie, że w dniu, w którym postanowiłam go zrobić, o biszkopcie wiedziałam tylko tyle, że jest puchaty.

Biszkopt – tortownica 24 cm:
- 7 jajek
- 5 łyżek mąki pszennej
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 7 łyżek drobnego cukru
- 3 łyżki kakao dobrej jakości
- łyżeczkę proszku do pieczenia, jeśli się boicie, że nie wyrośnie.
Wszystkie składniki muszą mieć temperaturę pokojową. Oddzielamy żółtka od białek. W czystej misce ubijamy białka na sztywno razem ze szczyptą soli. Pod koniec dodajemy powoli cukier, po jednej łyżce. Do ubitych białek dajemy po jednym żółtku i kakao. Do ubitej masy przesiewamy mąki i proszek, małymi partiami i delikatnie mieszamy szpatułką, żeby nie stracić powietrza.
Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia. Ja kładę na spód papier i zaciskam obręcz. Nie smarujemy niczym tortownicy, bo nam ciasto zjedzie, a nie wyrośnie. Wkładamy do nagrzanego do 160 stopni piekarnika i pieczemy 35-40 minut. Po tym czasie sprawdzamy patyczkiem. Jak po nakłuciu patyczkiem, patyczek jest suchy, to wyciągamy. Po wyciągnięciu, coś, co wprawiło Najcierpliwszego w osłupienie – ciastem trzeba rzucić. Całą tortownicę upuszczamy z impetem na podłogę. Odstawiamy do ostygnięcia na kratkę, do góry nogami. Po wystygnięciu odcinamy ostrym nożem od boków tortownicy. Ciasto da się przekroić nitką bawełnianą lub ostrym i długim nożem.
Syrop do nawilżenia biszkoptu:
- ½ szklanki ciepłej wody
- ¾ szklanki dobrej jakości syropy wiśniowego
Łączymy razem i studzimy.
Konfitura wiśniowa:
- opakowanie mrożonych wiśni
- ½ szklanki cukru.
Gotujemy razem, aż cukier się rozpuści, a konfitura zgęstnieje. Studzimy.
Bita śmietana:
- 0,5 litra dobrze chłodzonej śmietany 36%
- 4 łyżki cukru pudru
- 1 łyżka pasty waniliowej lub ziarenka z dwóch lasek wanilii
- 5 łyżek serka mascarpone
Śmietanę ubijamy, jak zacznie sztywnieć, dodajemy cukier i wanilię. Po ubiciu delikatnie wkręcamy serek mascarpone, małymi partiami. Wszystko dokładnie łączymy ze sobą. Odstawiamy do lodówki na godzinę.
Składamy ciasto 🙂
Z biszkoptu delikatnie odcinamy górę. Biszkopt nasączamy syropem, smarujemy konfiturą i na to dajemy bitą śmietanę z mascarpone. Konfitura z masą zrobią ładne esy-floresy. Na sam wierzch dajemy sporo owoców, u mnie to były gruszki i słodkie śliwki i pokruszony ten kawałek biszkoptu, który odcięliśmy. Można dodatkowo posypać orzechami i płatkami migdałów. To jak będzie wyglądało ciasto zależy od waszej inwencji twórczej. Tort jest prosty, rustykalny i fajnie wygląda.
Smacznego!

Wspaniałe ciasto 🙂
Wspaniałe intro! A szukałam tego kakaowca z jabłkami….idę szukać dalej w czeluściach internetów.:)))
Chciałam tylko nadmienić, że jak komu tak zajebiście z mamą, która czyni cuda, to niech z nią zostanie, albo się nauczy od niej gotować i gotuje sam. I liczy na to, że mu ta mama cud jaki uczyni i życie samodzielne poukłada 😈 Ciasto wypróbuję, przynajbliższej jesiennej czarnej dziurze, szacuję, że w następny poniedziałek, jakoś koło 09:00, jak tylko odbiorę w pracy telefon i mi żyła pęknie.
Właśnie z mężem stwierdziliśmy, że uwielbiamy Cię kobieto i Twoje wpisy. I choć pewnie piekło szybciej zamarznie niż ja cos upiekę co wyjdzie (przepisy typu – ciasto co wyjdzie każdemu traktuję jak okrutny żart) to czytać wszak mogę i oglądać. I tak jest w sumie lepiej dla mojej rzyci, więc przeznaczenie wiedziało co robi odbierając mi talent pieczenia. Pozdrawiamy serdecznie <3
Lady, jesteś piękna!!!!
Niedawno odkryłam twój blog. Najlepsze kulkturalne osiągnięcie ostatnich 3 lat. Zaczęłam od Przepisu na korzenny syrop. Baja w szerokim zakresie wykorzystywania.
Przeczytałam większość przepisów dla samej radości czytania.
Zawiesiłam się na ciastach, bo Wielkanoc za oknem, goście w drodze, praca na biurku i marzenie o świątecznym lenistwie odpływa sobie.
W końcu będzie pewnie ten biszkopt z owocami, może mały mazurek i twoja czekoladowa babka z polewą czekoladową i owocami.
Pozdrawiam
Bea