Czekoladowe brownie

Pamiętacie, jak przyjęłam zakład, że w ciągu niespełna dwóch miesięcy przeczytam ponad 140 Harlekinów? Teraz pewnie się zastanawiacie, co do diabła ma wspólnego Harlekin z czekoladowym brownie? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Lektura tych budujących powieści boleśnie uświadomiła mi, że świat składa się z milionerów – mrocznych, tajemniczych i wyzutych z uczuć oraz z panien, które są dobre, wrażliwe i naiwnie wierzą w miłość. I taka panna spotyka na swojej drodze cynika, który forsy ma jak lodu i to pomaga mu uwieść pannę, bo nic tak nie wzmaga uczucia, jak lot prywatnym odrzutowcem, prywatna wyspa, stadnina koni oraz nieziemska uroda cynika. Cynik zawsze, ale to zawsze ma boskie ciało, co autorki z lubością podkreślają, tudzież narząd męski prawie do kolan, co też jest zaakcentowane. Brzmi znajomo? Idźmy dalej. Taka panna spotyka tego romantycznego cynika wtedy, kiedy musi podjąć ważną decyzję lub jest na zakręcie i cierpi, bo np. zdechł jej chomik (serio, w jednym dziele chomiczy corpus delicti występował), albo nie wie, co ma ze sobą zrobić.

Tu żremy czekoladowe brownie, bo inaczej będziemy bluzgać, że laska taka rozmemłana i nie ogarnięta, bo przecież my w życiu nie polecimy na żadnego milionera i jesteśmy zorganizowane i już! Terefere. Jak już zeżarłyśmy czekoladowe brownie, to czytamy dalej. Ona daje się mu uwieść, on wykorzystuje ją tylko w celach erotycznych, ale z biegiem czasu zaczyna za nią tęsknić, ale jest już za późno i ona idzie precz. Pieczemy kolejne czekoladowe brownie. On o nią walczy, wsiada w prywatny odrzutowiec, pędzi na koniec świata, zastaje ją zapłakaną i z gilem do pasa i uczucie mu wybucha jeszcze bardziej. Happy end.

Jeśli coś wam świtało w trakcie tego chaotycznego opisu dzieł typu Harlekin, to dobrze wam świtało. Harlekiny to nic innego jak takie „50 twarzy Greya” streszczone do 90 stron! Zakład wygrałam, ubawiłam się przednie czytając. Złapałam się na tym, że przy okazji lektury „Wakacje w Portofino” syczałam do głównej bohaterki: „wyjdź za tego księcia idiotko!”. To nie jest lektura najwyższych lotów, to nie jest popis stylistyki, słowotwórstwa. Nic z tych rzeczy. Ba! Czytacie i wiecie, co będzie dalej, jednak to jest fajna odskocznia, relaks dla mózgu i przyjemna, prosta rozrywka. Ja wiem, w niektórych kręgach wstyd się przyznać, że się to czyta. Wiem, że teraz wszyscy czytają ambitnie albo wcale, jeśli jednak lubicie romansidła proste, lekkie i przyjemne to miejcie w dupie opinie innych. To wasz czas i wasza książka a reszta niech się goni albo wraca do czytania książek, których i tak nie rozumie ale czyta, bo wypada.

Tu musimy wrócić do czekoladowego brownie. Wszystkie bohaterki pocieszały się czekoladą. Ja w trakcie lektury, żeby nie zwariować, nauczyłam się robić czekoladowe brownie idealne. Powód był prozaiczny – starczało na dłużej 😀 Lojalnie uprzedzam, to nie jest dietetyczne i przyjazne dla obwodu tyłka. Przepis pochodzi od Iny Gartner znanej jako Bosonoga Contessa.

Składniki:

  • 1 kostka masła
  • 3 duże jajka
  • 1 szklanka* groszków czekoladowych do rozpuszczenia (można kupić w necie lub dobrych sklepach)
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • 1,5 łyżeczki kawy instant
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 szklanka cukru
  • ¾ szklanki mąki
  • ½ łyżeczki soli
  • 1 szklanka posiekanych orzechów (pecan, nerkowce lub włoskie)
  • ½ szklanki * groszków czekoladowych do pieczenia (zamówicie tak jak groszki do rozpuszczenia).

Przygotowanie:

Roztapiamy masło razem z czekoladą i szklanką groszków czekoladowych do rozpuszczenia. W dużej misce łączymy jajka, proszek kawowy, wanilię i cukier. Dodajemy ostudzoną mieszankę masła i czekolady oraz przesianą mąkę i sól. Dokładnie mieszamy. Dokładamy orzechy i groszki do pieczenia. Łączymy. Wlewamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia.
Władamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika, pieczemy 25 min i kroimy po całkowitym wystudzeniu.

Sposób dla posiadaczy Tefal Companion:

Roztapiamy w rondelku masło razem z czekoladą i szklanką groszków czekoladowych do rozpuszczenia. Do misy urządzenia zakładamy ostrze do wyrabiania i dodajemy jajka, proszek kawowy, wanilię i cukier. Ucieramy przez 2 minuty na obrotach 7. Zmniejszamy obroty do 5, czas wydłużamy o 2 minuty i dodajemy ostudzoną mieszankę masła i czekolady, przesianą mąkę i sól. Ściągamy pokrywę i łopatką łączymy ciasto z orzechami i groszkami czekoladowymi do pieczenia. Wlewamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia.
Władamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika, pieczemy 25 min i kroimy po całkowitym wystudzeniu.

* użyłam szklanki 250 ml i gorzkich groszków czekoladowych, zarówno tych do pieczenia, jak i do rozpuszczenia.

Kategorie: Desery.

Konwersacja przy stole

  1. Jystyna

    O boze trafilam przez przypadek bo na fejsie polecaja cie jako speca od kiszonek ale weszlam no i padlam 140 harlekinow łooo matko! Masz mnie od pierwszego wersu. Napewno bede zagladac no i tych kiszonek poszukam. Pozdrawiam speca od harlekinow !!!!

  2. Klaudia

    Ło matko jak to dobrze wygląda :O to mi teraz cieknie ślina do ziemi, jak na to patrzę, jak bohaterce z harlekina glut do kolan :O a ja dzisiaj nawet śniadania jeszcze nie jadłam, to tortury ;'(