Panettone

Ponoć nic w życiu nie przychodzi łatwo. Pierwsze razy zwłaszcza. Pierwszą miłość trzeba okupić złamanym sercem, pierwszy milion należy ponoć ukraść, pierwszy naleśnik do wywalenia, niektórzy twierdzą, że pierwszy mąż też nie bardzo. To wszystko jest niczym fiołkowy bąk motyla, zwiewne i nic nie znaczące, wobec pierwszego pieczenia Panettone.

Nie wiem, jaka cholera mnie podkusiła, nie wiem, co za złe duchy postanowiły mi podsunąć kretyński pomysł i utwierdzały w przekonaniu, że to tylko ciasto drożdżowe i nic złego się nie stanie?! Przysięgam, że następnym razem, jak wpadnę na taki „genialny” pomysł, to możecie dzwonić po egzorcystę.
Napatrzyłam się na zdjęcia puchatych bab, pełnych bakalii, obżarłam się tego będąc we Włoszech i na samą myśl mam ślinotok. W tym roku postanowiłam upiec. Ja! Sama! Przeczytałam milion przepisów w necie, przewertowałam dostępne książki i notatki, wszędzie brzmiało złowieszczo i długo i zapowiadało orkę na ugorze – bez pługa. Potem mnie olśniło, że moja była miłość postanowił sobie ułożyć życie z Włoszką, więc siłą rzeczy pewnie ma teściową, która ma przepis. Teściowa owszem miała i chętnie się podzieliła. Myślałam, że źle czytam te wszystkie książki i przepisy, że coś źle tłumaczę albo mi się kilka przepisów skleiło w jeden. Otóż nie! To diabelstwo się robi długo, wyrabia, zawija, podwija, wywala i na końcu wiesza do góry nogami. Tu nie ma drogi na skróty, to jest Runmagedon w wersji dla „upiekę sobie drożdżówkę”.


Zacznijmy od tego, że Panettone to tradycyjna, włoska baba drożdżowa z okolic Mediolanu. Ludzkość dostaje amoku na jej punkcie w okresie przedświątecznym, ale kto wam zabroni jeść ją w lutym? W sklepach można dostać różne wielkości – od miniaturek, po kilkukilogramowe potwory. Panettone wymaga specjalnych foremek z usztywnianego papieru, tu pozdrawiam znajomego cukiernika, któremu zachachmęciłam foremki. Takie foremki można kupić w necie lub sklepach dla cukierników, jeśli wam się nie uda, to można zrobić w tortownicy, której ścianki można „podwyższyć” papierem do pieczenia. Ciasto wymaga wyrabiana i jest dość kleiste, nie wiem, czy robiłabym to ręcznie. Ja swoje ciasto mieszałam w Tefal Companion, bo ma dużą misę i weszło wszystko od razu. Da radę również mikser z hakami. TM niestety poległ (robiłyśmy z koleżanką) – ciężkość ciasta i ilość go przerosła. W mikserach planetarnych też da radę. Posiadanie jakiegokolwiek urządzenia do wyrabiania nie jest warunkiem koniecznym. Można wyrabiać ręcznie i tak to się robi tradycyjnie.

Robienie ciasta podzieliłam na etapy. Gotowi? To zaczynamy najdłuższe wyrabianie ciasta drożdżowego ever!

Składniki (na dwie 13 cm formy do Panettone lub jedną tortownicę 26 cm)

Starter:

  • 80 g mąki Manitoba lub mąka 00 (taka do pizzy)
  • 7 g suchych drożdży
  • 40 g letniej wody (ważenie wody jest bardziej precyzyjne).

Drożdże rozpuścić w wodzie, dodać połowę mąki i zmiksować. Dosypywać partiami resztę mąki i dokładnie połączyć. Przełożyć do miseczki.

Użytkownicy Tefal Companion: w misie z założonym ostrzem do wyrabiania umieszczamy wszystkie składniki. Ustawiamy prędkość 7 i czas 2 minuty. Przekładamy do miski. Miskę nakrywamy folią spożywczą tak, żeby nie dotykała ciasta. Odstawimy w ciepłe miejsce na kilka godzin (4-8) żeby podwoiło swoją objętość. U mnie to zajęło około 3 h.

Ciasto 1:

  • cały starter
  • 260 g mąki: 60% mąki 00 lub Manitoba,40% mąki pszennej
  • 70 g masła w temperaturze pokojowej, pokrojonego w małe kostki
  • 70 g cukru
  • 2 żółtka
  • 170 g wody.

Cały starter miksujemy z wodą, woda powinna mieć temperaturę pokojową. Powoli wsypujemy mąkę. Gdy wmieszamy całą mąkę, dodajemy żółtka. Wyrabiamy do momentu, aż ciasto zacznie odchodzić od ścianek, wtedy dodajemy cukier. Wyrabiamy do całkowitego połączenia, dodajemy po kawałku masło. Wyrabiamy około 30 minut ręcznie lub 15 min mechanicznie. Gdy ciasto będzie gładkie i wręcz półprzezroczyste przy rozciąganiu, miskę przykrywamy folią i znowu ostawiamy do wyrośnięcia, musi potroić swoją objętość. U mnie zajęło to około 5 h.

Użytkownicy Tefal Companion: Wyrośnięty starter przekładamy do misy z założonym ostrzem do wyrabiania, ustawiamy prędkość 7 i czas 20 min. Dodajemy wszystko i wyrabiamy zgodnie z opisem. Po wyrobieniu ciasto przekładamy do miski i odstawiamy.

Ciasto 2

  • całe ciasto 1
  • 60 g mąki:  60% Manitoba lub 00, 40% mąka pszenna
  • 20 g rozpuszczonego masła
  • 20 g cukru
  • 10 g miodu
  • 2 żółtka
  • 3 g soli
  • 170 g rodzynek
  • 85 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 85 g kandyzowanej skórki cytrynowej
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego.

Składanie:

Pierwsze ciasto wyrabiamy razem z mąką i miodem. Dodajemy sól. Gdy ciasto będzie odchodzić od ścianek, wsypujemy cukier i dokładnie łączymy. Następnie dodajemy pojedynczo żółtka. Na końcu wlewamy ekstrakt waniliowy. Kiedy ciasto zacznie odchodzić od ścianek, wlewamy ostudzone masło. Wyrabiamy ręcznie około 20-30 minut lub 15 minut urządzeniem. Gotowe ciasto powinno być gładkie i półprzezroczyste przy rozciąganiu. Do ciasta dodajemy bakalie, mieszamy i przekładamy na stolnicę podsypaną mąką, wyrabiamy kilka razy i przykrywamy folią, odstawiamy na 60 min.

Użytkownicy Tefal Companion: Wyrośnięty starter przekładamy do misy z założonym ostrzem do wyrabiania, ustawiamy prędkość 7 i czas 20 min. Dodajemy wszystko i wyrabiamy zgodnie z opisem. Po wyrobieniu ciasto przekładamy do miski i odstawiamy.

Po godzinie ciasto zagniatamy kilka razy i dzielimy na ilość foremek, formujemy kule. Jeśli robimy w tortownicy, to robimy jedną kulę. Ciasto powinno sięgać około 1/3 blaszki. Przygotowane ciasto wstawiamy do piekarnika z włączonym światłem oraz naczyniem żaroodpornym z gorącą wodą, które stawiamy na dnie piekarnika. Pozostawiamy do wyrastania na 6-8 godzin, aż ciasto wyrośnie prawie po brzegi formy. U mnie to 5 h. Wyrośnięte ciasto delikatnie wyciągamy i smarujemy masłem.
Ciasto wstawiamy do nagrzanego do 190 stopni piekarnika. Uchylamy na moment drzwi piekarnika i zmniejszamy temperaturę do 180 stopni. Pieczemy około 25-40 minut (w zależności od wielkości). Jeśli zacznie za szybko ciemnieć – przykrywamy z góry folią aluminiową. Panettone powinno mieć intensywnie złoto-brązowy kolor.

Teraz najgorsze – studzenie Panettone.
Zaraz po wyjęciu ciasta przebijamy je u dołu dwoma lub trzema długimi patyczkami bambusowymi lub metalowymi do szaszłyków (jeśli pieczemy w metalowej formie, należy wyjąć ciasto z formy). Następnie umieszczamy między dwoma krzesłami lub garnkami, aby zwisało do góry nogami. Gdy całkowicie ostygnie babę zawijamy lub zamykamy w puszce na Panettone, aby nie wysychała. Jaka wiadomo pośpiech jest wskazany przy łapaniu kur i pcheł, dlatego jedna moja baba uroczo zapadła się w sobie, bo za szybko chciałam ją obrócić. Ma wystygnąć! Baby można polukrować i posypać bakaliami lub cukrem pudrem
Miłej zabawy!

PS.: to tylko tak kretyńsko brzmi, ale nie jest trudne 🙂

Kategorie: Desery.

Konwersacja przy stole

  1. Bożena

    Ja zrobiłam swoje panettone zgodnie z przepisem jakiejś nonny, przepis prawie taki, jak Twój, tylko trzeba było jeszcze zrobić aromę. Wszystko poszło gładko, nastawiałam sobie budzik, żeby czas się zgadzał. Aż nadszedł moment, kiedy trzeba było babę odwrócić. Wbiłam druty nr 4, odwróciłam, a że nie miałam oryginalnej formy, tylko wykonałam ją sama z papieru, to się wzięło i rozerwało. Ale i tak było pyszne. I rację masz, panettone nie jest trudne 🙂

  2. gourmet

    Zrobione przepisowo co do grama, wszystko się zgodziło oprócz czasów, znacznie krócej na szczęście. Trochę wykipiało na ostatnim etapie wyrastania, ale bez szkody. Teraz stygnie. Zrobiłem przezornie dwa razy więcej :-), wyszły cztery 13-centymetrowe foremki.

  3. Monika

    Bardzo dobry przepis ! Dziękuję Ci za niego z całego serca ! Tylko jedna uwaga: dwie foremki po 13cm średnicy to nie jest ta sama objętość co jedna 26cm. Objętość rośnie z kwadratem promienia. Czyli powinno być 2 x po 13 cm średnicy albo jedna foremka 18-19cm.