risotto z grzybami

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Każda kobieta w swoim życiu doświadcza związku z mężczyzną. Ale wiecie, takiego z mieszkaniem, praniem skarpetek i podawaniem rosołu jak hrabia osiąga zabójczą gorączkę na poziomie 36,6. Po pierwszej panice wynikającej ze wspólnego mieszkania, po licznych godzinach spędzonych na tłumaczeniu osobnikowi, że te tony kosmetyków w łazience są potrzebne i nie, nie wyrzucimy różowej ściereczki, nadchodzi czas spokoju. Bąki puszczone w swojej obecności nie przypominają już wybuchu w Hiroszimie, nie wstajecie w panice pół godziny wcześniej, żeby się nie zniechęcił widząc was bez makijażu, a przecież wszystkie wiemy, że posiadanie osobnika męskiego przy dzisiejszej konkurencji to orka na ugorze. Nie dość, że musimy być szybsze niż reszta samic, to jeszcze musimy wybrać taką pulę genów, która zagwarantuje nam to, że zamieszkamy z FACETEM, a nie meduzowatą podróbką w sztruksowych rurkach. Bycie kobietą to cholernie ciężka praca.

Jednak ten czas spokoju, wypracowanych kompromisów i ustalania granic bezwzględnych niesie ze sobą pułapki. Zanim drodzy czytelnicy wpadniecie w przeświadczenie, że jestem niedowartościowanym babskiem, które samo nie wie czego chce i że powinnam zapuścić wąs i zostać feministką chciałam powiedzieć, że jestem wielką orędowniczką męskości. Najcierpliwszy nie bez kozery doświadcza mojej kuchni oraz jest doświadczany przez moją osobę. Dlatego, mając świadomość swojego charakteru pozwalam mu na dużo więcej. Taka mała nagroda za związek z kuchennym adhd. Niech chłopak ma coś z życia, bo się koledzy będą z niego śmiali. Kochanie!! Jak czytasz te słowa, to obiad w lodówce, a ja tęsknie muehehe. Ale jak historia naucza, każda cierpliwość ma swoje granice. Taka np. Kinga została świętą, bo Bolesław był wstydliwy, ileż można czekać. Zainteresowanych odsyłam do historii.

Wracając do mojej ulubionej „puli genów”, mojego krytyka kulinarnego i mojej męskiej opoki gardzącej rurkami. Gra. Co gorsza gra w Diablo. Znaczy morduje demony, smoki, rusałki i co tam jeszcze zwyrolska wyobraźnia twórcom gier podpowiedziała. Morduje, handluje magicznymi przedmiotami, mieczami, ziołami i zaklęciami. Taki krwa Druid z Salwatora. No dobra. On morduje, ja mogę w spokoju oglądać roboty kuchenne i realizować swoje zapędy grafomańskie. Ale dziś gra wkroczyła w nasze życie w sposób straszny. Nakryłam go jak szukał w googlach hasła „obrączka ślubna”, moja kobieca natura wzięła górę, wiecie marsze ślubne, wiązanki, białe suknie i ciocia Krysia śliniąca was w policzek. I jak mgła podniecenia opadła z mych oczu hasło ukazało się do końca „obrączka ślubna Bul-Kathosa”, no takiej firmy jubilerskiej to ja nie znam, a zaraz potem dowiedziałam się, że to cudo wysysa życie z wrogów. Zupełnie jak obrączka zakładana przez żonę mężowi, ale to już moja interpretacja. Życząc mu w myślach, żeby jego zbroję diabli wzięli poszłam do kuchni odreagować. Wiecie co jest dobre na uspokojenie nerwów? Risotto. Wymaga uwagi i cierpliwości. Skupiacie się na obtoczeniu każdego ziarenka w tłuszczu, a porzucacie myśl o przecięciu kabli. Tak więc moje drogie panie! Wkurzył was mąż? Doprowadził do amoku narzeczony? Zróbcie risotto. Odreagujecie mieszając, a że wam tyłek urośnie? Dobrze mu tak!
I taka mała dygresja, jeśli nie macie głośników w kuchni lub innego sprzętu grającego, to koniecznie zainstalujcie. Gotowanie przy głośnej muzyce jest przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. I nie puszczajcie jakiś smętów o nieszczęśliwej miłości, nie potrzebujemy soli z łez w potrawach.

Wracamy do risotto. Risotto z grzybami.  Risotto nie znosi kompromisów. Wymaga zainwestowania w dobre składniki. Zupełnie jak związek. Zainwestujecie w gnoja, mizogina i związkofoba to otrzymacie papkę, którą świnie być może spożyłyby z przyjemnością, a nie damy jakimi niewątpliwie jesteśmy. Więc kupujemy ryż arborio, parmezan, dobre masło, dobre białe wino i gotujemy bulion. Żadnych negocjacji i gdybania nad jakością. On kupuje miecz za 5726 punktów zajebistości, wy kupcie parmezan za 90 zł za kilo i zyskajcie +80 do lansu. A i jeszcze jedno. Mimo, że wszędzie straszą, że risotto to się robi po długich praktykach i jak nie wyjdzie to otwiera się włoskie piekło kuchenne i do końca życia jecie podłe klopsiki w towarzystwie zakochanego kundla. Otóż nie! Wystarczy odrobina cierpliwości, trochę organizacji i brak strachu, a wyjdzie. Mnie wyszło za pierwszym razem.

Potrzebujemy:

ryż arborio – żaden inny. Na jedną osobę liczymy pół szklanki ryżu lub jak ktoś głodny to całą szklankę
bulion – nie cudo z kostki czy kartonu. Gotujemy porządny bulion drobiowy bądź warzywny
mała szalotka
ząbek czosnku
kieliszek białego wina (ja nie używałam, nie lubię smaku wina w potrawie innej niż wołowina po burgundzku)
grzyby leśne, świeże – lub krewetki, groszek, suszone pomidory, kurczak, lub dowolny składnik, na który macie ochotę
masło
parmezan – ale prawdziwy, nie te trociny w torebkach, wystarczy wam 10 -15 dkg
świeża pietruszka drobno posiekana
sól i pieprz

Na początek musimy pamiętać, że bulion do risotto powinien być non stop gorący. Więc stawiamy go na palniku, na małym ogniu obok patelni na której będziemy tworzyć. Jeśli dodajemy wino, warto go podgrzać, żeby zimne wino nie zahartowało ryżu. Składniki dodatkowe do risotto takie jak grzyby czy kurczak warto wcześniej doprawić i usmażyć, tak przygotowane odkładamy na osobną miseczkę. Parmezan ścieramy na drobnych oczkach. Szalotkę i ząbek czosnku drobno siekamy. Przygotowujemy dwie łyżki zimnego masła. Możemy zaczynać.

Na patelni rozgrzewamy łyżkę masła z odrobiną oleju, żeby się masło nie spaliło. Używam oleju, bo nie zawsze odpowiada mi smak oliwy. Znajomy Włoch twierdzi, że najważniejsze jest masło. No niestety, przy risotto porzucamy myśli o dietach. Na rozgrzane masło wrzucamy drobno posiekane szalotkę i czosnek. Szklimy lekko. Wrzucamy ryż i chwilę go smażymy, dokładnie mieszając, tak, aby każde ziarenko było obtoczone w tłuszczu. Ziarenka mają się robić szkliste po bokach. Jak już osiągniemy taki stan ryżu zaczynamy dolewać bulion. I tu zaczyna się cała zabawa. Bulion dodajemy stopniowo. Po jednej chochelce. Wlewamy i mieszamy do momentu aż płyn się wchłonie. Mnie to zajęło jakieś 30 min. Nie oddalamy się od patelni. Dolewamy i mieszamy. Jak ryż będzie lekko twardawy, dodajemy składniki „towarzyszące”, w moim przypadku były to grzyby smażone z czosnkiem. Jak już ryż będzie miękki, a w środku ziarenka będzie maleńka biała perełka, stawiająca lekki opór pod zębami dodajemy parmezan i mieszamy. Zestawiamy z ognia i wrzucamy łyżkę zimnego masła. Mieszamy, risotto zrobi nam się jedwabiste i lejące. Na koniec dodajemy pietruszkę i odrobinę pieprzu. Uważamy z solą, bo bulion i parmezan są słone. Podajemy zaraz po przyrządzeniu. Odgrzewane nie jest fajne.

Spróbujcie, bo warto 🙂

PS
a gotowałam przy tym:


OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kategorie: Główne i Przystawki.

Konwersacja przy stole

  1. świetny, bardzo życiowy post z nutą cynizmu 😀 czytałam z ogromną przyjemnością, zwłaszcza, że mam ze swoim Połówkiem podobne perypetie 😀 pozdrawiam 🙂

    • eluchakruczkiewicz

      Ależ Ty Kobietko masz rozmach w grafomanii 🙂 Ubawiłam się czytając ten tekst, niczym moją ( nie dokończoną jeszcze póki co, a nawet nie zaczętą )…. AUTOBIOGRAFIĘ !!!!! Twój „cięty język” , mega trafione riposty i górnolotność myśli- jest rozkoszna 🙂 Aż boję się pomyśleć o smaku Twoich dań i…. miewam myśli mordercze o Tych, którzy smakują Twoją kuchnię 🙂 Dziękuję za świetną dawkę humoru- ubawiłam się po pachy 😀 Delektując się drugi raz Twoim tekstem ( bo raz to dla mnie – jest niczym gra wstępna 😀 ) …… ślę pozdrowienia i dodaję, że czekam na ” jeszcze ” 🙂
      I jak mi jutro nie wyjdzie risotto, to tylko przez …. nocne rozkojarzenia 😀