
W życiu każdej kobiety nadchodzi taki moment, że męża/konkubenta/narzeczonego/partnera czy kogo tam posiadamy na wyżywieniu, trzeba przekonać do jedzenia warzyw. I tu zaczyna się orka na ugorze i to bez pługa. Tego nie, bo hrabiemu śmierdzi, tamto bleee, bo ma dziwny kolor, a tamto to proszę zabrać od razu, bo nie i koniec. Osobiście znam parę, która z powodu bakłażana smażonego z czosnkiem otarła się o rozwód.
Najcierpliwszy nie jest wybredny, ma swoje przyzwyczajenia i smaki, których nie zmienię, chętnie poznaje nowe, ale lekkie kręcenie noskiem, jak pojawia się kalafior – jest. Kalafior z bułką tartą i z masłem, proszę bardzo! Kalafior w zupie nope, bo Najcierpliwszy nie poważa zup. Kalafior kiszony? No chrupnie, pochwali, ale nie spożywa we wściekłej ekstazie. Ja kocham kalafior, lecz ile można żreć go z bułką tartą? Ponieważ Najcierpliwszego nawet lubię, dobrze się z nim mieszka, nie jest upierdliwy, nie rozrzuca skarpetek i z godnością znosi moje niezdrowe uzależnienie od książek i Netflixa, to pomyślałam, że nie zrobię awantury o kalafior. Niech ma chłopak spokój i morduje te wróżki czy tam inne utopce w grach rpg. Taka miła jestem!
Jednak nadeszła wiosna i wraz z nią pojawił się młody kalafior! Znacie to uczucie, gdy stoicie przy stoisku warzywnym i warzywa krzyczą: „weź mnie do domu!”? Znacie z pewnością. Ten kalafior tak właśnie na mnie krzyczał i mrugał do mnie zalotnie. Ponieważ mam słabą silną wolę, to wzięłam drania do domu, godząc się powoli z myślą, że zasmrodzę kuchnie i zeżre z bułką tartą. Po drodze zadzwonił mój ulubiony Palestyńczyk, który zapałał miłością do moskoli i marudzi, że te moskole by zjadł. Ja mu marudzę z kolei, że mam kalafior i nie wiem co robić, na co ten miły człowiek wyrzuca z siebie trzy słowa – mshaat m’a dagga, że niby placki z kalafiora. Dorwałam sposób jak to zrobić, wprowadziłam kilka ulepszeń, bo taka ilość chilli jak w oryginale zabiłaby mi chłopa, a jak mówiłam, nawet go lubię i byłoby mi smutno.
No powiem wam, że wyszło przepysznie! Przy okazji dostaniecie przepis na najlepszy sos czosnkowy, który zapewni wam mistrza wszystkich grilli, od Bugu po Odrę. Placki z kalafiora są aromatyczne, pikantne i pachną obłędnie. Na końcu podam wam przepis na sos czosnkowy i sposoby podania placków.

Potrzebujemy:
- 1 mały kalafior podzielony na jak najmniejsze różyczki
- 1 łyżeczkę mielonej kurkumy + 1 łyżeczkę dodatkowo do gotowania kalafiora
- 1 nieduży pęczek pietruszki – same listki, posiekane
- 1 czerwoną cebulę drobno pokrojoną
- 3 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
- 1 małe chilli drobno posiekane – ostrość zależy od upodobań, możecie dodać lub pominąć
- ½ łyżeczki mielonego kminku
- ½ łyżeczki mielonego kuminu
- ½ łyżeczki proszku do pieczenia
- sól, pieprz do smaku
- 6 jajek dokładnie roztrzepanych i lekko ubitych
- mąkę pszenną – około 300 g (może trochę zostać lub trzeba będzie dosypać)
- olej lub masło klarowane do smażenia.
Przygotowanie:
- Kalafior dzielimy na różyczki i zanurzamy w zimnej wodzie z dodatkiem odrobiny octu, to pozwoli nam się pozbyć ewentualnych lokatorów. Kalafior płuczemy po 15 minutach pod zimną wodą.
- W dużym garnku gotujemy wodę z dodatkiem łyżeczki soli, łyżeczki cukru i łyżeczki kurkumy. Doprowadzamy do wrzenia. Wrzucamy kalafior i blanszujemy około 4-5 minut. Różyczki nie mogą być rozgotowane.
- Zblanszowany kalafior przelewamy zimną wodą, żeby przerwać gotowanie i odstawiamy do kompletnego wystudzenia.
W dużej misce dokładnie ubijamy jajka, dodajemy pozostałe składniki – przyprawy, czosnek, pietruszkę, cebulę, chilli, proszek do pieczenia i dokładnie mieszamy. - Do masy jajecznej wsypujemy kalafior i szpatułką dokładnie mieszamy.
- Zaczynamy dodawać mąkę – najlepiej dodawać po jednej łyżce i mieszać. Ma wyjść gęste ciasto, które z trudem będzie spływać z kalafiora. Gotowe ciasto traktujemy odrobiną soli i pieprzu.
- Rozgrzewamy patelnię i smażymy dowolnej wielkości placuszki. Smażymy na średnim ogniu, przewracając kilka razy. Usmażone przekładamy na papierowy ręcznik.
Najlepszy sos czosnkowy!
Ten sos czosnkowy nie bierze jeńców, nie jest dietetyczny, nie zrobicie go na wegańskim majonezie z wody po ciecierzycy. Ilość czosnku wystarczyłaby do wykończenia obsady serialu „True Blood” oraz zakończenia sagi Zmierzch już po pierwszej części. Jednak jest cholernie dobry i żodyn wampir tego nie zmieni. Żodyn!
Składniki i przygotowanie:
- 7 ząbków czosnku przeciśniętego przez praskę – jak używacie młodego, to 5 wystarczy
- 250 ml kwaśnej gęstej śmietany
- 250 ml majonezu #teamkielecki
- 250 ml gęstego zsiadłego mleka
- 1 łyżeczka cukru
- sól i pieprz do smaku
- pęczek koperku – opcjonalnie.
Wszystko razem mieszamy i odstawiamy, żeby zaszedł magiczny proces, zwany w każdej kuchni przegryzaniem.
Jeśli nie potrzebujecie tyle sosu czosnkowego, to zróbcie z połowy składników, pamiętajcie, że majonezu, śmietany i zsiadłego mleka musi być po równo.
Z czym podać placki z kalafiora?
- Sos czosnkowy
- harrisa
- lutenica
- hummus
- pita
- sałatka z pomidorów i cebuli
- lub to wszystko naraz wpakowane w pitę! A co!
Możecie dodać do placków brokuła, zastąpić kalafior innymi warzywami, bawić się przyprawami. Próbujcie! Wiosna sprzyja eksperymentowaniu z warzywami.

Co do orki i ugoru zgadzam się w zupełności. Pomysł na placki też wygląda rozsądnie – muszę wypróbować przepis 🙂