„Marian! Tu jest jakby luksusowo!” – ten okrzyk rozbrzmiewa w mojej głowie za każdym razem jak widzę torty, ciasteczka i inne cuda cukiernicze tak ochoczo produkowane przez ludzkość. Oczami wyobraźni widzę siebie jako królową wypieków, której wszystko wychodzi, a konsumenci słodkości padają z zachwytu. Zaraz po tym przypominam sobie, że mam głęboko zakorzeniony wstręt do używania wagi i przepisów, a to zdecydowanie utrudnia zostanie królową wypieków. Tak więc, cytując klasyka: „penis, zad i kamieni skład”. To nie jest tak, że nigdy nie piekłam. Owszem podejmowałam próby. Ba! Nawet mam 4 ciasta, które mi wychodzą, ale tylko dlatego, że nie wymagają laboratorium, wagi, tańców przeciwko demonom i całej tej alchemii z odważaniem, mierzeniem i pilnowaniem czasu. Znajomy cukiernik nazwał mnie dziwadłem, bo taki np. suflet czekoladowy wychodzi mi idealnie, a potrafię spieprzyć koncertowo szarlotkę. I to w taki sposób, że proszę siadać i podziwiać. Jednak nie byłabym kobietą, gdyby mnie szlag z zazdrości nie trafiał. Inni umieją, a ja nie. Co jest do cholery?! Pomijam bajzel jaki potrafię wyprodukować, no ale bez jaj!! Też chcę piec!
Minął dzień i minęła noc. I żywi pozazdrościli umarłym. Czy jakoś tak. Wkroczyłam do kuchni z postanowieniem zrobienia ciasta. Poczytałam przepisy, szlag mnie trafił i entuzjazm mi oklapł. Wszędzie wagi, miary i alchemia. Po chwilowym spadku formy złośliwy głos w mojej głowie dał o sobie znać. Jak historia naucza, większość seryjnych morderców zwalała swoją radosną, zbrodniczą twórczość na głosy albo teściową. Ja tam swojej teściowej się nie czepiam, w końcu miła kobieta, zwłaszcza, że się rzadko widzimy (kochanie, to nieprawda, że nie lubię Twojej mamusi! :D).
Wracając do ciasta. Tak mnie naszło, że sobie nawrzucam wszystko do miski, wymieszam, dodam proszek do pieczenia, wsadzę do pieca i rozpocznę modły. I chyba musiałam się modlić intensywnie, bo wyszło całkiem fajne ciasto. Rodzina spożyła, a Najcierpliwszemu została prezentacja via Skype. Szczęście nowicjusza. Tak sobie pomyślałam, ale nadjechał Najcierpliwszy i postanowiłam numer powtórzyć. Wyszło znowu. Najcierpliwszy pożarł i domagał się jeszcze. Kolejne dwa upiekłam na zamówienie ciotek i matki własnej. Babcia chwaliła. Więc chyba dobre.
Jak nie boicie się szaleństwa, nie przeraża was ciasto, które nie jest puchate, a proces twórczy urąga wszelkim zasadom wypieku ciasta, to ten przepis jest dla was.
Potrzebujemy:
- 3 szklanki musu z dyni (dynia upieczona i miksowana)
- duży kubek (ok 350g) jogurtu naturalnego (użyłam bałkańskiego)
- 5 całych jajek
- jeden serek naturalny Arla
- pół szklanki maślanki lub 5 łyżek gęstej śmietany
- 4 łyżki miodu wielokwiatowego
- łyżeczka startego imbiru
- 2 łyżeczki przyprawy do szarlotki lub do piernika
- ½ łyżeczki soli
- ½ szklanki oleju
- ½ szklanki brązowego cukru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- od 300 do 600 gr mąki (ile zabierze)
jabłka pokrojone na połówki
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni. Blachę do pieczenia wykładamy papierem. Nie smarujemy. W dużej misce łączymy za pomocą miksera na wolnych obrotach, bądź rózgi jogurt, śmietanę lub maślankę z jajkami, olejem i cukrem. Na gładką i puszystą masę. Dodajemy mus z dyni, przyprawy i miód. Znowu łączymy na gładko. Wsypujemy na początek 2 szklanki mąk, dodajemy proszek do pieczenia i mieszamy. Tak, żeby było bez grudek. Ciasto ba spływać bardzo gęstą i powolną strugą, więc dodajemy mąkę dotąd aż uzyskamy taką konsystencję. Ważne, żeby masa była gładka i jedwabista. Gęste ciasto wlewamy do foremki. Wyrównujemy powierzchnię i układamy na niej obrane cząstki jabłek. Wierzch ciasta posypujemy cukrem brązowym, świeżo tartą gałką muszkatołową i cynamonem, a na cząstce jabłka układamy po jednym goździku. Wstawiamy do pieca na godzinę. Ciasto rośnie ale próba na patyczek nic nie daje bo jest wilgotne 🙂 Tu trzeba wyczuć. Ma się ładnie przyrumienić z góry. Po upieczeniu bezwzględnie zostawiamy do ostygnięcia. Ciasto ma konsystencję sernika i jest pyszne 🙂 Lekkie, mało słodkie, pachnące imbirem i przyprawami.




Takie bezkolizjne ciasta lubie… zrobie… choc tyleczek urosnie