Wkurza mnie to, że w Krakowie jak jest zimno to nawet w słoneczne dni nie ma czym oddychać, a powietrze ma kolor. Łososiowy. Wtedy tęsknie za tym moim powietrzem, górskim i mroźnym, które przy głębszym oddechu mrozi gile w nosie i mózg. Pewnie, że Zakopane też ma smog nie od parady, ale tam przynajmniej wieje raz na jakiś czas. A w Krakowie? Mam jakieś 400 metrów do przystanków. Pokonanie tego odcinka skutkuje drapaniem w gardle, nosie i swędzeniem oczu. Ale najbardziej wkurza mnie terroryzm kuchenny i straszenie we wszystkich przepisach. Jak nie będzie dokładnie takiego składnika to się piekło otworzy. Jak zupa będzie na bulionie z kostki, a nie prawdziwym to umrzecie w krótkich abcugach. Jak nie będzie składników wege oraz eko i bio to w ogóle do garów nie podchodźcie bo się nie nadajecie. No dżizas. Ja rozumiem, że stopień skretynienia osiąga potężne rozmiary u niektórych. Jestem w stanie zrozumieć misję dziejową oraz plan zmieniania świata. Wszystko zrozumiem, ale od moich garów proszę się wynieść 😀 Nie macie tak, że gotujecie bo lubicie, wszystkim smakuje i znajdujecie w tym radość, a nagle pojawia się ktoś, kto mówi, że wszystko źle i do dupy, a wam świnie pasać, a nie gotować? Szlag wtedy trafia prawda? Zapytacie co mną tak miota? Zupa z dyni. Na jednym z forów ta prosta zupa urosła do rangi misterium, a ja, nie używająca mleka kokosowego, bulionu warzywnego, mleka migdałowego, chipsa z parmezanu i karmelizowanej pianki z boczku (WTF?) zostałam czarną owcą. A takiego! Gotowanie ma być przyjemne, proste, na miarę naszych umiejętności i możliwości finansowych! Dlaczego mamy jeść to, co jest modne, a nie to co nam smakuje?? Dlaczego mamy używać 5 tysięcy składników, skoro cuda można zrobić za pomocą czterech? Swoją drogą ostatnie Najedzeni Fest uświadomiło mi jaka głupia jestem. Tak mi strasznie było głupio, że ja taka wsiowa, prosta, nie wstydząca się wrzucić kostki rosołowej do gara, a tu tyle smakoszy i znawców. Taaaa. Niektórzy nie rozpoznaliby w potrawie kopru włoskiego, nawet jak ten wyszedłby z gara i kopnął ich w dupę. Więc dlatego, z czystym sumieniem będę podawać przepisy na potrawy proste i nie wymagające ciekłego azotu i sproszkowanego kła tygrysa syberyjskiego. Będą smaki różne, czasem dziwne ale nie wywołujące womitowania. Kiedyś podałam na FB przepis na zupę dyniową. Dziś uprościłam ją jeszcze bardziej. Nie ujmując sobie smaku, można ją przygotować szybko i nie wymaga to układów choreograficznych rodem z kamasutry. Potrzebujemy gar w którym będziemy gotować zupę. Na dno garnka wlewamy cienką warstwę oleju (nie oliwy), na to wrzucamy pokrojone: cebulę, 3 ząbki czosnku, pół papryczki chilli bez pestek i spory kawał obranego i pokrojonego imbiru. Smażymy. Do tego dorzucamy pokrojoną w kostkę dynię, lub jeśli mamy upieczoną to takie większe kawałki. Na surowej też wychodzi cacy. Dyni ma być dużo. Dynie lekko przesmażamy i zalewamy albo bulionem jeśli mamy, albo rosołem z dnia poprzedniego, albo jak się nam spieszy to wodą i wrzucamy ze dwie kostki bulionu drobiowego. Przykrywamy i gotujemy, aż się dynia zacznie rozpadać. Miksujemy, Doprawiamy solą, pieprzem, gałką muszkatołową. Dodajemy śmietankę do zupy 18%. Mieszamy. Nalewamy. Posypujemy pestkami dyni lub groszkiem ptysiowym i jemy. Wszystko. Pyszne, aromatyczne, rozgrzewające i zajmujące niecałą godzinę.
Świetny wpis! Mam podobne odczucia co do tego terroryzmu kuchennego i niektórych mądrości ludowych 🙂 Można by dużo opowiadać, chociażby o niektórych komentarzach pod przepisami typu „czemu używasz suszonej bazylii skoro jest sezon na świeżą?” No jasne 🙂 W supermarketach cały rok jest sezon na świeżą 😉 Przede wszystkim pozostańmy przy zdrowym rozsądku 🙂 Pozdrawiam
Ktoś tu ogląda za dużo TopChef ;))) Lubię te kulinarne programy i podziwiam uczestników za ich wyobraźnię. Jednak te mizerne porcyjki na prawie pustym talerzu… Ja tam wolę pełny talerz, chociażby takiej pysznej zupy dyniowej! :)))
Kobieto, czego się miotasz, toż to wspaniała smakowita zupa z dyni!
Wreszcie normalna i osiągalna dla każdego, minimum składników a maksimum smaków 😀
Także mam już dość tego, że żarcie na większości blogów jest robione na pokaz i z tak wykwintnych składników, że człowiek z gustem by tego trzonkiem sztućca nie tknął.
Poza tym, te wspomniane przez Ciebie 'eko/bio, wegan’, czy inny 'raw’ śmietnik to propaganda jakich mało, w dodatku na zdrowie niestety nie wychodzi (fakt faktem).
Zaś już jeśli chodzi o ograniczenie 'kostek bulionowych’ i innych kupnych gotowców… cóż, tutaj już bym była ostrożna z podejmowanym wyborem, co natura jednak to natura, nie ukrzywdzi. Radość chwili i jedzenia jak najbardziej, ale nie okupiona późniejszą tragiczną wiadomością o nowotworze, bądź upośledzeniu czy alergiach własnych dzieci… :>