Powinno się mnie odcinać od środków masowego przekazu podczas PMS, pełni i halnego. A jak jest combo, czyli wszystko razem, powinno zamykać się mnie w szafie. Najlepiej zakneblowaną. Jak te wszystkie zjawiska pogodowo-hormonalne występują razem to spać nie mogę. Jak spać nie mogę to oglądam po nocach Kuchnię Plus, a tam powtórki. Dzięki temu mogłam obejrzeć „Be active” Chodakowskiej, oraz „Zupa” Kingi Paruzel. Nie wiem, które wzruszyło mnie bardziej. Od razu mówię, że absolutnie nie podważam wiedzy oraz zasług tych pań. Napiszę tylko o tym, co widziałam, bo może źle widziałam albo to wszystko to jakaś szeroka akcja marketingowa. Tak więc, hipsterskie bąbelki, dziś wam odpuszczę, macie wolne, ciocia idzie robić w telewizji.
Jako pierwszy – „Be activ”. Na początek wystąpiła bardzo miła pani dietetyk, która mówiła z sensem i której co chwilę przerywało monotonne buczenie prowadzącej. Pani prowadząca oświadczyła, że będzie walczyć oraz nie ma lipy i trzeba zapier**lać. Ujęła to bardziej literacko. Potem wystąpił kucharz z zacięciem na hipstera oraz Pan Kokos w postaci lodów. Mieliśmy wiórki z kokosa, mleczko kokosowe, miąższ z kokosa, wodę kokosową, skorupki z kokosa, mascarpone i nieustające kląskanie prowadzącej, która w pewnym momencie radośnie oświadczyła, że jest taką cudowną dynią, bo ma pomarańczową bluzeczkę. Serio? Prowadzącej podano lody, ta spróbowała i wydała z siebie „ŁAŁ”, a język polski jest taki bogaty w słownictwo. Rozumiem, że miało być cool i światowo? Pytam, bo się nie znam. Potem pokazano widzom ćwiczenia w wykonaniu prowadzącej i jej męża. Mąż na polecenie żony wykonał zestaw, który mnie osłabił. Już widziałam jak podczas wykonywania tych ćwiczeń biust wybija mi zęby, a na koniec mam złamaną żuchwę i oba nadgarstki. Jak już skończyłam się zastanawiać jak wezwę pogotowie mając unieruchomione ręce i czy ciężko umyć zęby bez rąk, prowadząca uspokoiła, że te ćwiczenia są dla zaawansowanych. Więc ja się pytam po kiego diabła takie układy akrobatyczne w pierwszych odcinkach? Jeżeli profesjonalista sapał jak lokomotywa podczas tych układów, to ja pulpet bez kondycji się niechybnie zabiję. Więc dziękuję bardzo, ćwiczta sobie sami. Ćwiczenia były przerywane okrzykami „do it!!”, „yes!” „great!”. Normalnie panie – zachód!! Następnie pan kucharz wspiął się na wyżyny i przygotował jabłka i śliwki oprószone cynamonem z sosem z gorzkiej czekolady. I znowu prowadząca jęczała „ŁAŁ”. Przestałam oglądać.
I przyszła kolej na panią Paruzel i jej zupy. Tych, którzy oglądali pierwszą serię pragnę uspokoić, szklane deski zniknęły, a Kinga ma ostre noże i dalej nie umie kroić. Dla mnie zupy przekombinowane. Zmasakrowana zupa gulaszowa. Masakra nastąpiła za pomocą konfitury z czerwonej porzeczki i strasznej ilości przyprawy na V. Wzruszyła mnie Kinga informując naród, że oto będzie doprawiać zupę przyprawami leśnymi i wwaliła w ramach tych przypraw proszek już wspomniany . Dziś idę do lasu szukać krzaczków tego cuda Cudowna zupa grzybowa została przerobiona na modny wszędzie krem. Ja się pytam po co?? Czemu blendować cudowne grzyby? Ustawili jej tak dziwnie kamery, że co sekundę obracała głowę, a ja się modliłam żeby jej nie odpadła. Niektóre pomysły fajne, szkoda, że takie kombinacje.
Takie stresy trzeba rozładować. Więc dziś kopytka. Kopyta dyniowe, do tego polskie pesto i polska salsa. Szybko, łatwo i pysznie.
Potrzebujemy:
- dwie szklanki musu z dyni
- 1 szalotka
- 3 ząbki czosnku
- ½ papryczki chilli bez pestek (żółta)
- 0,3 kg sera białego
- mąka orkiszowa
- jedno jajko
- sól i pieprz
- zielony ogórek
- dwa pomidory
- 0,2 kg bundzu, sera korycińskiego lub jaki lubicie
- 3 pęczki pietruszki
- garść orzechów włoskich i pestek dyni
- kilka zielonych liści salaty masłowej
- garść listków bazylii
- dwa pęczki natki pietruszki
- olej
- kawałek sera twardego żółtego
Na początek ciasto na kopytka:
Dynię i ser zmieliłam na gładką masę. Przepuściłam ser przez praskę, a dynię potraktowałam blenderem. Do tego dodałam startą cebulę i czosnek i bardzo drobno pokrojone żółte chilli. Do tego wbiłam jajko i wymieszałam łyżką. Potem zakasałam rękawy i dodając stopniowo mąkę wyrobiłam ciasto. Ciasto ma być lekkie i zwarte i ma się dać łatwo uformować wałek. Przykryłam ściereczką i zostawiłam na chwilę, jakieś 10 min. Po tym czasie zrobiłam wałeczki, lekko spłaszczyłam i pokroiłam ukośnie na kawałki. Gotowałam w osolonej wodzie, od momentu wypłynięcia przez 3 minuty.
Pesto z sałaty:
Na patelni prażymy orzechy włoskie i pestki dyni (odłóżcie trochę pestek dyni do posypania kopytek). Do misy blendera wkładamy poszarpane liście sałaty oraz 1,5 pęczka pietruszki i listki bazylii. Dolewamy trochę oleju i mielimy. Po zmieleniu dodajemy orzechy i pestki, ser starty na drobnych oczkach, sól, pieprz i dwa ząbki czosnku. Dolewamy znowu trochę oleju i mielimy. Pesto gotowe.
Salsa:
Ogórek i pomidory obieramy, usuwamy pestki i kroimy w drobną kostkę. Ser również drobniutko musi być pokrojony. Mieszamy składniki w misce, dodajemy drobno posiekaną pietruszkę (0,5 pęczka) i dodajemy starty ząbek czosnku. Doprawiamy solą i pieprzem .
Pesto mieszamy z kopytkami. Dodajemy salsę warzywną. Jemy 🙂
Smacznego.



Witam,
miło przeczytać opinię na temat swojego programu 🙂 Cieszę się że wzbudza emocje 🙂
Chciałam tylko przekazać, że programy niestety obecnie ciężko jest zrealizować bez współpracy ze sponsorami. Vegeta zdecydowanie nie rośnie w lesie 🙂 ale zachęcam do poczytania o linii Vegeta Natur, która jest używana do zup – nie zawierają sztucznych dodatków, wzmacniaczy smaku, ani konserwantów.
Program to spełnienie moich marzeń i każdemu życzę właśnie samorealizacji.
Ps. fajny przepis z wszechobecną na blogach Arla Apetina w tle 🙂
gorąco pozdrawiam i życzę samych smacznych chwil – bo to jest w tym wszystkim najważniejsze 🙂
Pani Kingo 🙂 wzbudza pozytywne uczucia 🙂 I bardzo się cieszę, bez żadnej złośliwości, że zrealizowała Pani jedno ze swoich marzeń. Zdaję sobie sprawę, że bez sponsora się nie da zrobić programu, ale produkt placement w programach i to nie tylko Pani, jest straszny i czasem sprawiający wrażenie umieszczanego „na siłę”. Zgodzę się co do Arli, biorę udział w konkursie, taki wymóg regulaminu, niestety nic mi nie płacą, ja im musiałam zapłacić za ser 😀 Odpisano mi, że nie kwalifikuje się przepis bo użyłam Pani nazwiska, więc ulokowałam produkt. Nie zmienię wpisu, tylko po to, żeby się zakwalifikować 🙂 Proszę nie traktować moich słów jak atak, bo często czytam Pani przepisy. Niestety tak mam, że nie trzymam się ślepo tylko robię po swojemu 🙂
Życzę dalszej realizacji marzeń i pozdrawiam
Lady Kitchen
Witam! Bardzo ciekawa propozycja kopytek, tak przeze mnie lubianych. Muszę wypróbować przy najbliższej okazji. Uwielbiam pichcić w wolnym czasie. Kolejna wspaniała inspiracja, aż postanowiłem za nią podziękować, co niniejszym czynię 🙂 A te programy w TV sam chętnie oglądam. Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne przepisy.
Dobrze, że mnie chociaż halny nie dotyczy, ale wiem, jak czasem bywa cieżko 😉