Dietetyczna kolacja romantyczna i rzecz o operacjach plastycznych

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAJak byłam mała chciałam być strażakiem, śmieciarzem i kominiarzem. Potem striptizerką, ale przypomniałam sobie, że jestem gruba i nie umiem tańczyć. Tak więc dupa. Zamiast wić się jak padalec z paraliżem i wzbudzać zachwyty u panów płci niewątpliwie brzydkiej, to siedzę i piszę. I mam nadzieję, że to czytacie.

Bycie dużą babą ma swoje zalety. Weźmy takie zmarszczki. Ilość tkanki podskórnej wypycha każdą zmarszczkę, więc jest szansa, że postać pomarszczonego rodzynka przyjmę dużo później. Zresztą – jak każda wychowana na Cosmopolitanie, „Seksie w wielkim mieście” oraz MTV kobieta – chciałam być piękna, zgrabna i wzbudzać pisk u raperów na Bronksie. Potem się okazało, że z moim zadkiem każdy raper mój, więc mi przeszło. Kiedyś nawet pojawiła się myśl, że może trzeba użyć skalpela. Coś wyciąć, odessać i przeszczepić. Jednak programy o ofiarach wściekłych chirurgów plastycznych ostudziły moje korekcyjne zapędy. Kiedyś wam opowiem o moich perypetiach dietowych i żywieniowych. W każdym razie na wahaniach mojej wagi można by postawić całkiem niezły rollercoaster.

Wróćmy do chirurgi plastycznej. Zastanawialiście się kiedyś co powoduje naturą kobiecą? Jakie głosy podszeptują „idź i podnieś cycki”? Pomijamy te kobiety, które robią to ze względów estetycznych, bo blizny, bo deformacja. Zostawiamy te, które z uporem maniaka dążą do perfekcji. Co prawda ta perfekcja z biegiem czasu zaczyna przypominać wyścig o nagrodę w kategorii: „komu bardziej oczy wypcha od naciągniętej skóry”, no ale liczy się efekt podobno. Z tymi efektami też jest różnie. Niejaka Jocelyn Wildenstein w młodości była piękną kobietą. Wyszła bogato za mąż i zapałała niespodziewaną miłością do drapieżnych kotów. Miłość była na tyle głęboka, że postanowiła sobie nadać lekko koci wygląd. Słowo lekko jest tu kluczowe, bo okazało się być słowem masakra. Pani została rozwódką. W sumie się nie dziwię. Dziwnie jest być w związku z kimś, kto pomyka non stop w bandażach. Jak nie ma bandaży to nie przestaje się uśmiechać, bo jej się kąciki ust nie schodzą. Się można wystraszyć, a w przypadku panów to grozi impotencją. Więc pan w trosce o swoje pożycie intymne oddalił się do mniej naruszonej skalpelem pani. Porzucona małżonka uroniła łzę spod skorygowanej powieki i operowała się dalej.

Mamunia Sylwestra Stallone z rozpaczy, że synuś zamiast w karierę naukową inwestować dawał sobie obijać twarz ku uciesze filmowej gawiedzi też poszła w operację. W pewnym momencie brwi miała prawie na czubku głowy. I teraz przykład dla wielbicieli filmów głębokich i z fabułą, czyli porno. Amanda Lepore. Posiadaczka gigantycznego biustu, który to biust matka natura nie zaszczyciła uwagą, jeszcze większych ust i sztucznie modelowanej talii. I o ile lekkie korekty mogę zrozumieć, bo pani urodziła się jako pan, a zmiana płci wymaga interwencji chirurgicznej, tak już później panią poniosło. I na koniec Lolo Ferrari – pani padła ofiarą własnego biustu. Posiadaczka onegdaj największego biustu na świecie, co w praktyce wyglądało jak dwie, wielkie piłki lekarskie na klatce piersiowej, została przez ten biust zaduszona. I ja się pytam po co?? Po to, żeby gatunek męski, który jak wiemy z wcześniejszego posta, spędza rok na kiblu, mógł się kumplom pochwalić?! A takiego wała! Czy my każemy im powiększać berła, czy inne klejnoty koronne lub wszczepiać sobie implanty sześciopaka w brzuch? Oczywiście, że nie! Wiemy, że nas jest więcej niż ich i trzeba już raz upolowane zanęcać. Koło się zamyka. Szczęściarami są te, które nie wstydzą się przy swoim faceci łazić bez stanika, makijażu i z nieogolonymi nogami oraz na dodatek w dresie. To wtedy moje panie nazywa się miłość i należy go nakarmić czym dobrym!

Dobre może być lekkie i zawierać mięso jednocześnie. Takie kombo i dowód na to, że się da! Więc dziś sałatka. Nie byle jaka sałatka. Mamy w niej rozkosznie różową i soczystą polędwiczkę, aromatyczne sery, warzywa i sałaty i olej rydzowy. Brzmi jak wstęp do food porno. Z doświadczenia wam powiem, że taka sałatka z facetem działa cuda, jeśli wiecie co mam na myśli 😀

Żeby zanęcić pana, którego posiadamy na stanie potrzebujemy:

  • 1 polędwiczkę wieprzową
  • po łyżeczce czerwonej papryki słodkiej, mielonego kuminu, majeranku, lubczyku, pieprzu młotkowanego i jeśli macie pół łyżeczki mielonego kopru włoskiego (niekoniecznie)
  • sól
  • dwie łyżki oleju rzepakowego
  • łyżkę masła
  • łyżeczka octu balsamicznego
  • kawałek sera pleśniowego lazur niebieski
  • kilka płatków parmezanu
  • kilka pomidorków koktajlowych
  • kilka pieczarek portobello – takie duże i brązowe 🙂
  • garść rukoli i garść listków botwiny (w Tesco można kupić gotową mieszankę)
  • olej rydzowy

Z oleju rzepakowego, octu i przypraw robimy pastę. Polędwiczkę dzielimy na cztery równe kawałki, solimy delikatnie i obtaczamy w paście. Odstawiamy na godzinę. Nie wkładamy do lodówki, mięso przed pieczeniem ma mieć temperaturę pokojową. Pieczarki delikatnie czyścimy wilgotną ściereczką, nie obieramy, kroimy na plastry i wrzucamy na rozgrzane masło i rumienimy. Polędwiczkę układamy na patelni grillowej. Bez tłuszczu, bo olej już jest w marynacie. Smażymy na mocnym ogniu z każdej strony pamiętając o bokach. Jak już się polędwiczka zrumieni podlewamy wodą i dusimy. Polędwiczka ma być w środku różowa, ale nie surowa. Taka jak na zdjęciach. Można jeden kawałek wykroić do „testów” lub sprawdzić palcem. Polędwiczka jest dobra jeśli stawia opór przy naciśnięciu, ale nie jest twarda jak kamień. Wtedy ściągamy z patelni i odstawiamy, żeby odpoczęła. Na talerzu układamy sałaty, ostudzone pieczarki (żeby sałaty nie zwiędły), pomidorki, kawałki pleśniowego sera i płatki parmezanu. Do tego plastry polędwiczki i skrapiamy olejem rydzowym.

Smacznego

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kategorie: Główne i Zielone.