Cantuccini

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podobno najważniejsza w życiu jest równowaga i spokój wewnętrzny. Po obejrzeniu kilku reklam w TV możemy dojść do wniosku, że ważne jest również regularne wypróżnianie, wzmacniane odporności, brak nerwicy, higiena intymna, diagnoza plam na ubraniach i babcia Marrrrylka oraz to, żeby konar płonął.

To mi przypomniało, że będąc na studiach też zapragnęłam harmonii i równowagi. Moja koleżanka poczuła to samo więc udałyśmy się na jogę relaksacyjną. Nic mnie bardziej nie wkurw… znaczy zdenerwowało w całym moim życiu niż ta joga. Na początek uduchowiony typ kazał się rozciągnąć plackiem. Na plecach. Kazał zamknąć oczy i wyobrazić sobie górski strumień. Super. Jest dobrze, strumyk płynie, ja odpływam, a typ jak nie walnie w gong. Szlag trafił spokój i relaks. Jak serce wróciło na swoje miejsce a ciśnienie się unormowało, typ zaczął zakładać nogę za głowę i mówić, że to nam dobrze zrobi. Rozejrzałam się wkoło siebie i zobaczyłam w większości spore baby, którym nie wiedzieć czemu, ktoś wmówił, że zajebiście wyglądają w leginsach. Popatrzyłam na siebie odzianą w dres i na moją ultra zgrabną koleżankę odzianą w pumpy. Dziwnie jakoś tak. Przysięgam, że usiłowałam sobie założyć nogę! Wałek i biust mi przeszkadzał. Wyrwałam sobie prawie nogę ze stawu. Typ twierdził, że mamy przypominać medytującego węża. Ja przypominałam sparaliżowanego Buddę. Co jakiś czas typ ochoczo walił w gong, czym doprowadzał mnie do migotania przedsionków. W pewnym momencie miałam ochotę podejść i walnąć nim w ten talerz. Typ był mały, chudy, pewnie bym go uniosła. Sądząc po minach innych pań, typ odbierał taką ilość negatywnych myśli, że już powinien dawno płonąć. Tymczasem typ wpadał w ekstazę i pokrzykiwał. Ja się na technikach relaksacyjnych nie znam, ale wydaje mi się, że gromkie porykiwania nie są uspokajające. Czara goryczy się przelała, jak z tymi poplątanymi nogami, zesztywniałymi mięśniami i stawami, które dawały uczucie jakby były w osobnym pomieszczeniu, zaczęłam sobie wyobrażać znowu rzekę. Typ puścił szum morza i zachciało mi się sikać… Koniec! Nigdy więcej jogi i innych kwiatów lotosu.

Historia ta przypomniała mi się przy robieniu cantuccini. W obliczu trzykrotnego pieczenia, studzenia i oczekiwania wskazana jest cierpliwość. Cantuccini to takie ciasteczka do kawy. Proste do robienia. Zamieniłam zwykłą mąkę na kasztanową. Jedną część mąki zastąpiłam mielonymi migdałami. Jeśli nie macie mąki kasztanowej to możecie użyć pszennej i też będzie pysznie.

Potrzebujemy

  • 300 g migdałów
  • 400 g mąki kasztanowej (lub pszennej)
  • 200 g cukru brązowego
  • 4 jaja
  • 2 łyżki masła
  • szczypta soli
  • łyżeczka proszku do pieczenia (ja użyłam proszku bezglutenowego, można zwykłego)
  • starta skórka pomarańczowa, z jednej dużej pomarańczy

Masło musi być miękkie, żeby dało się łatwo zagnieść. Połowę migdałów (150g) mielimy w blenderze na kaszkę. Wszystkie składniki wrzucamy do miski i zagniatamy. Z początku może się wydawać że to się nie uda. Wierzcie mi, wasze cierpliwe wyrabianie da wam fajne błyszczące ciasto. Z powstałego ciasta formujemy wałeczki o grubości takiej jaka nam odpowiada. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia kładziemy wałki. Zachowajcie odstępy bo one trochę rosną. I zaczynamy zabawę z pieczeniem. Wałeczki wsadzamy do nagrzanego do 150 stopni piekarnika. Grzanie góra dół, bez termoobiegu. Na 25 min. Wyciągamy. Będą miękkie ale tym się nie przejmujcie. Zostawcie do ostygnięcia na jakieś 30 min. Po tym czasie pokrójcie wałki na odpowiadające wam kromeczki. Ja kroiłam pod skosem żeby migdały ładniej wyglądały. Ułóżcie kanapki na boku. W przepisach jest napisane aby smarować jajkiem. Ja nie smarowałam i też się ładnie zrumieniły. Kromeczki pieczemy 20 min. Wyciągamy. Przekładamy na drugi bok i znowu na 20 min. Studzimy.
Jeśli ktoś nie lubi migdałów, może zrobić z innymi bakaliami. Wtedy pamiętajcie, żeby mąki dodać 150g więcej.

Smacznego

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kategorie: Desery.

Konwersacja przy stole

  1. Aż ślinka cieknie na takie ciasteczka 🙂 Ja pewnie będę musiał użyć mąki pszennej bo tej kasztanowej nigdy nigdzie znaleźć nie mogę 🙁 Gdzie wy ją kupujecie? Zastanawiam się też, co to za metoda takiego trzykrotnego pieczenia? Nie spotkałem się nigdy z takim wykonaniem. Czyżby to jakiś tajny patent :P?

    • Aga

      Mąkę kasztanową można dostać czasem w Tesco albo w sklepach eko. Ale z pszennej wychodzi tak samo dobre. Zazwyczaj cantuccini piecze się dwa razy ale ja chciałam, żeby były równomiernie z każdej strony upieczone więc stąd trzykrotne pieczenie. Najpierw bagietka potem kromeczki 🙂 Mam pewność że jest chrupkie i dopieczone 🙂

  2. goniajasia

    A ja wyczytalam, że cantuccini to są koncoweczki i boczki ciasteczek, które naprawdę nazywają się biscotti di prato. Ponieważ te boczki były tańsze, to właśnie ich nazwa stała się popularna. Taka tam ciekawostka, bo wszyscy mówią cantuccini.

Trackbacks

  1. Ciasteczka Cantuccini - migdałowy przysmak - Prosteznatury.pl | Blog pisze:

    […] I tak szczęśliwie się zdarzyło, że przepis sam wpadł mi w ręce. A wszystko dzięki LadyKitchen, której poczynania śledzę od jakiegoś czasu. Z przepisem nic nie kombinowałam tym razem. Z […]