Jak upiec ciasto drożdżowe

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podobno bloger ma być osobą, która wpływa na światopogląd ludzi i pisze teksty społecznie zaangażowane. Niby to modne jest. Jednak jak u licha napisać tekst społecznie zaangażowany, kiedy gotowanie powinno być wyzbyte negatywnej energii? Podobno się nie da. W sumie trudno dopasować do gówna tego świata jakieś miłe i kolorowe danie, ale od czego są programy kulinarne – moje źródło nieustającej rozrywki. Ostatnimi czasy położyła mnie grypa. To sprawiło, że zakopana pod kołdrą, otoczona chusteczkami i specyfikami przerobiłam wszystkie zaległości w programach traktujących o jedzeniu. Powiem wam, że moc jest. Chyba już dawno przestało chodzić o smaki, zapachy i odkrywanie nowych szlaków. Liczy się szoł, rozrywka i kontrowersja na poziomie baby z brodą w XIX wieku. Moim faworytem zdecydowanie został program „Ugotowani” ze swoim odcinkiem z uczestnikami „MasterChef”. Miało być łał i fajerwerki. Była żenada i wstyd i dziwne poczucie, że co to krwa miało być!? Program w cudowny sposób pokazał, że bawić się bez kija w dupie umieją tylko ludzie niemający ciśnienia na kasę i TV, że gotowanie można sobie w zadek wsadzić, bo i tak nikt tego nie doceni, a na końcu i tak wygra ktoś, kto absolutnie nie powinien być nawet wpuszczany do kuchni.

Ugotowani” zmusili mnie do obejrzenia odcinków „MasterChef” z uczestnikami i ja się pytam – co u licha robi tam Monisia?? Już się raz zdziwiłam, jak TVN poniosła fantazja i wsadzili tą panią do programu o kultowych blogach kulinarnych. Szanowni czytelnicy, jeśli chcecie zostać gwiazdą telewizji śniadaniowych, albo w ogóle chcecie mieć program w TV nie musicie mieć absolutnie żadnego pojęcia. O niczym. O gotowaniu zwłaszcza. Napompujcie sobie cyc, zróbcie wargi jak ponton, przyjmijcie durny wyraz twarzy, słodko szczebioczcie i bądźcie słodką idiotką a z pewnością jakaś telewizja zrobi z Was gwiazdkę. Konieczny jest jeszcze tupet i takie poczucie własnej zajebistości, żeby przypadkiem do głowy nikomu nie przyszło, że przecież odpadliście na samym początku jakiegoś programu podając jajecznicę. Program pokazał jej najgorsze cechy. Do tej pory myślałam, że jest słodziutką i głupiutką blondyneczką ze sztucznym cycem. Wiecie – taka, która fajnie wygląda w TV, ale się nie odzywa, a jak już to ma scenariusz. Otóż nie. Dwulicowość, zazdrość, chamówa i tępota biły z niej jak złoto. Wzruszyłam się jak powiedziała, że nie będzie ryzykować zjazdu na linie, bo ma dzieci. Ciekawe co jest bardziej inwazyjne? Operacje plastyczne czy tyrolka. Przeglądnęłam tą jej modelową kuchnię. I na Facebooku i na jej stronie. Pani Monisia nerwowa taka wbijała zęby do każdego, kto jej napisał co myśli. Kasowała komentarze, wykłócała się z czytelnikami i ogólnie mało fajnie. Szukałam przepisów i wiecie co? Ani śladu własnej ścieżki autorki. Wszystko z Dzień Dobry TVN. Brawo. Nie przeglądałam dalej.

Zostawmy Monisię. Jeszcze ktoś pomyśli, że zazdrosna jestem, bo nie będę miała sesji w CKM-ie i nie dostanę kącika w DDTVN. Wiecie kto wygrał program? Gość, który podał surowego królika. Serio. Pan Wygrany jechał po wszystkich jak leci. Znał się na wszystkim. Ekspert światowy od kuchni i jedzenia wyskoczył z surowym mięskiem. Szkoda mi Charlesa i Diany. Pokazali coś fajnego i innego. Włożyli w to siebie i swoją kulturę a mimo to nasze przaśne buraki spieprzyły to koncertowo.

Długo zastanawiałam się, jaki przepis podpiąć pod moje rozmyślania. W sumie pasowałyby buraki albo flądry. Jednak stres łagodzi cukier, więc padło na ciasto. Zwykłe drożdżowe ciasto, ale robione po mojemu. Bez ważenia, mierzenia i szamańskich sztuczek. Jedyna zasada, jakiej się trzymam to ta, że składniki mają mieć temperaturę pokojową, więc wszystkie składniki wyciągam rano i zabieram się za ciasto po południu. Wiem, że przepis będzie brzmiał dla was dziwnie, ale jeśli mi zaufacie to będzie najłatwiejsze ciasto drożdżowe na świecie 🙂

Jak upiec ciasto drożdżowe.

Potrzebujemy:

  • 1 kg mąki pszennej
  • 1 kostka masła (200 g)
  • mleko – około 0,5l
  • 4 jajka
  • szklanka brązowego cukru
  • dwie łyżki esencji waniliowej lub kilka kropel aromatu
  • 2 łyżki cukru białego
  • szczypta soli
  • rodzynki – 4 duże garście
  • 1/3 kostki drożdży – mimo że dużo nie czuć ich wcale a ciasto nie wyłazi z pieca 🙂

Piekarnik nagrzewam do 30 stopni i wyłączam. Tym samym robię inkubator dla drożdży. Mleko podgrzewam do momentu „miłe ciepełko w palec”. W miseczce rozcieram drożdże z 2 łyżkami cukru. Jak zacznie się robić lejąca pasta, dolewam pół szklanki ciepłego mleka i mieszam. Do mleka z drożdżami dodaję łyżkę mąki i szczyptę soli. Mieszam i wsadzam na 30 minut do piekarnika. Do dużej miski przesiewam około 0,8 kg mąki, resztę zostawiam do podsypania. Do mąki dodaję rodzynki, szczyptę soli i mieszam. Każda rodzynka musi pokryć się mąką. Do tego dodaję 150g miękkiego masła pokrojonego w kawałki, wanilię, cukier brązowy i jajka. Wlewam zaczyn drożdżowy i wyrabiam. W trakcie wyrabiania dolewam mleka lub podsypuję mąką i dokładnie rozcieram masło. Ciasto ma wyjść jednolite i lekko twardawe. Zajmuje mi to jakieś 15 min. Wyrobione ciasto wsadzam do inkubatora w piekarniku. Wkładam razem z miską, w której wyrabiałam i zapominam o nim na 1,5h. Po tym czasie mamy fajne, lekkie i wyrośnięte ciasto. Przekładam do wyłożonych papierem keksówek. Ta ilość starczyła mi na 3 keksówki. Posypuję wierzch brązowym cukrem i zostawiam na blacie na 20 min przykryte ściereczką. Piekarnik nagrzewam do 180 stopni i piekę ciasto 30-35 min. Studzę i jem. Babcia pochwaliła i domagała się jeszcze, a ponieważ jest wymagająca co do ciasta drożdżowego więc chyba jest dobre 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kategorie: Desery.

Konwersacja przy stole

  1. diana

    Swietny komentarz i cudnie wygladający przepis na ciasto 🙂 Pozdrawiam cieplutko bardzo 🙂

  2. Ciasto wygląda apetycznie, ale no muszę, MUSZĘ – skomentować sprawę „Ugotowanych”. Widziałem te cztery odcinki i ja też byłem zażenowany. Większość „zwykłych” ludzi, których możemy tam oglądać, mają z tego niezły fun i prócz jedzenie, które jest ważne czerpią radość z samej możliwości poznania innych osób. A w tych odcinkach? Dno i kilometr mułu. Ja rozumiem- nikt idealny nie jest, potrawy czasem wychodzą, czasem nie. Ale mając porównanie do tego, co prezentowali i gotowali w MasterChefie – to widzę jak bardzo był on naciągany.

  3. O, drożdżowiec z ciepłym dżemikiem i do tego gorąca czekolada to jest to, o czym teraz marzę… Rozkłada mnie jakas okropna choroba, zupełnie na nic nie mam ochoty, ale ciasto to bym jednak wmusiła w siebie. Chociaż nie wiem, czy bym smak poczuła. Obawiam sie, że złapała mnie grypa. No ale ciacha i czekolady mimo wszystko bym sobie nie odmówiła

  4. Hej 🙂 Muszę Ci szczerze się do czegoś przyznac 🙂 Mianowicie do tego, ze jestem wielkim fanem Twoich tekstow, nie do konca zawsze wszystko w nich rozumiem, czy nie zawsze się zgadzam w pelni z Twoim zdaniem, jednak szczerze Ci muszę powiedziec, ze masz ogromny talent do pisania, a to obok szczerosci w tekstach, jest najwazniejsze 😉

  5. Facet i i gotowaie

    Ten inkubator to ciekawy patent, ale… sól podobno zabija drożdże więc nie wiem czy koniecznie powinno się ją dodawać na tym etapie 🙂 a czy gdy już ciasto przełożysz do keksówek to zamiast do inkubatora to tradycyjnie muszą wyrastać pod ścierką? Hę?
    Przepis wypróbuję – coś mi podpowiada, że będzie dobrze.