Makaron z kurkami

makaron s kurkami-2 - Kopia

Wyobraźcie sobie piękny las, lekkie mgły, szelest liści, zapach igliwia i uroczych grzybiarzy zbierających do wiklinowych koszy dary lasu. Fajnie, nie? Jest sielsko, anielsko, wręcz idyllicznie. Chcecie tak samo! Ba! Wręcz czujecie pod palcami zbierane grzyby i inne borówki. Szykujecie osobny koszyczek z prowiantem, namawiacie grono znajomych i wyprawa gotowa. Jeśli jednak w tym gronie macie mnie, to wyprawę szlag trafi i wszyscy skończymy na pogotowiu lub w Centrum Leczenia Kosmonautów pod Krakowem, popularnie zwanym Kobierzynem. Już wyjaśniam dlaczego. Po pierwsze – kalosze. Tradycja zbieracka nakazuje odpowiedni strój, coś jak na polowanie z nagonką tylko bez strzelby. Kalosze to moja zmora i przekleństwo. Nie mam zgrabnej łydki, więc wszystkie wyglądają na mnie jak źle założona prezerwatywa, a te, które pasują są różowe. Lubię różowe, ale nie polecę do lasu w różowym obuwiu, bo mi dupę odstrzelą myśląc, że to, co się świeci to zadek pawiana, który uciekł z zoo. Pasują za to doskonale walonki, no ale na litoooość! Gdzie w walonkach? Dama w końcu jestem, marna, bo marna, ale dama. Poza tym jak utopię się w bagnie to wolałabym, żeby mnie nie wyłowiono w obuwiu lekko żulowatym. Jak już skończyliśmy kwestię obuwniczą, to przejdźmy do odzieży. Jak wiadomo zalecane są spodnie. Tu mamy zgryz. Nienawidzę spodni. Wżynają mi się tam gdzie słońce nie dochodzi, mam wrażenie, że mi się podwijają i zjeżdżają jednocześnie. Z moim szczęściem, jak schylę się po grzyba to wyjdzie mi rów i będę wyglądała jak hydraulik przy pracy. Wyobraźcie sobie grube babsko przedzierające się przez knieje, w walonkach i kiecce. Buka na wczasach! Odzienie też nie pasuje. Może moje wybitne zdolności grzybiarskie się nadają? Może wyczuwam grzyby jak psy trufle? Muehehehe, taaa. Mogę się zabić na grzybie i tak go nie zauważę, ale za to koncertowo włażę w sarnie gówna. Podobno na grzybach jak na rybach. Należy milczeć lub przemieszczać się we względnej ciszy. To ja nigdzie nie idę! Jak mam siedzieć cicho? Muszę się podzielić ze światem obawami co do kleszczy, wściekłych lisów i ślepych myśliwych (lub odwrotnie).

Na moje szczęście grzyby można kupić. Więc korzystam ile wlezie. Dziś przed Państwem makaron z kurkami i orzechami laskowymi. Ma jakiś pierdyliard kalorii, ale jak mam zginąć zjedzona przez wściekłe lisy, to przynajmniej zginę nażarta!

Potrzebujemy:

  • makaron tagliatelle
  • 200 g kurek
  • dwie garście orzechów laskowych
  • pół małej, białe cebuli
  • 200 ml śmietanki 18% (użyłam łaciatej)
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • świeże oregano – konieczne!
  • łyżka masła

Stawiamy makaron i zabieramy się za sos. Orzechy drobno siekamy i prażymy je na suchej patelni aż zaczną pachnieć i łapać kolor. Tu przypominam, że kolor czarny nie jest kolorem pożądanym. Uprażone orzechy zsypujemy na talerz i na tę samą patelnię dajemy masło. Jak masło zacznie się lekko brązowić i pachnieć orzechami wrzucamy cebulę, szklimy, dorzucamy kurki i na dużym ogniu szybko smażymy. Dodajemy orzechy, mieszamy i zalewamy śmietanką. Doprawiamy solą, pieprzem i świeżym oregano. Dużo świeżego oregano. Suszone się nie nadaje. Mieszamy aż śmietanka nam zgęstnieje. Dodajemy ugotowany makaron i ¼ kubeczka wody z gotowania makaronu. Mieszamy i doprawiamy gałką.

Danie robi się szybko, jest pyszne i nie produkuje strasznego bajzlu w kuchni 🙂

Smacznego!

PS.: powiedzcie coś Najcierpliwszemu bo chce mnie na grzyby wyciągnąć 🙁 a nie mam kaloszy 😀

makaron s kurkami-4 - Kopiamakaron s kurkami

 

Kategorie: Główne i Zielone.

Konwersacja przy stole

  1. Margarytka

    Kalosze, moja zmora… mam wrażenie, że te sztuczności mi się do nóg przyklejają… ale za to mimo grubej dupy chodzę prawie zawsze w spodniach 🙂 Do lasu obuwam się w trapery i dają radę… Ale fakt, nie pamiętam kiedy ostatnio na grzybach byłam 😉 Wczoraj kupiłam przy drodze całkiem sporą miskę kurek za 25 zł.
    A makaron cudo… z kurkami biorę zawsze.

  2. Kalosze, albo kozaki, to zmora! Mam łydkę, od chodzenia, zgrabną, ale istniejącą, więc przy stopie w rozmiarze 36, albo pasują na stopę i nie na łydkę, albo na łydkę i na stopę nie. Szczęścia w temacie doznałam raz w życiu, naście lat temu, w Lidlu w UK, dział dziecięcy, 5 funtów, trochę za kostkę i z pianki jak do nurkowania. Niestety w tym roku zeszły z racji wieku. 😭 Pozostaje tylko alternatywa w postaci dobrze natluszczonych skórzanych butów „górskich” 🫂
    U mnie w lesie kurki w tym roku nie objawiły się, prawdziwków nazbierałem w zamian, ale trzeba wycinać lokatorów, więc idę grzebać w zamrażarce, może się coś ostało z ubiegłego roku – w sensie tak brzmi smakowicie, że muszę uczynić, bo mnie skręci 🙂

  3. Miri

    Łoooo panie. Mam kurki w lodówce (kupne). Już wiem, co będzie jutro na obiad.

  4. Miriam

    Mmm… Brzmi fajnie. Z orzechami dotąd nie robiłam. Ja dotąd kurki + pietruszka + śmietana / almette ziołowa. Jutro zrobię orzechowe. Pozdrawiam