

Z chlebem jest tak, że jedni nie wyobrażają sobie śniadania bez „kromeczki”, inni dostają drgawek na samą myśl o glutenie, a jeszcze inni boją się dietetyczki. Każdemu nie dogodzisz. Zgodzę się z jednym – sklepowe chleby to nic innego jak pompowane buły, bez smaku, polotu i niczego, co usprawiedliwiałoby zakup. Owszem, czasem zdarzy się cud. Pojawi się piekarnia, która w nazwie odwołuje się do tradycji, starych receptur i rodziny. Ba! Nawet czasem uda się kupić genialny chleb. Odkąd oswoiłam zakwas i piekę sama, te sklepowe wynalazki mi nie smakują. Kombinuję, eksperymentuję i czasem wychodzi coś genialnie dobrego, a czasem coś, co powoduje, że drób sąsiada wpada w ekstazę na widok takiej ilości jedzenia. Cały czas się upieram, że wielkie dzieła rodzą się w bólach.
Chleb z czarnuszką i czarną herbatą powstał przez przypadek, zresztą jak wszystkie cuda świata huehhehue. No dobra, przyznam się, zgubiło mnie gadulstwo. Do miseczki z przygotowaną mąką i zakwasem wlałam herbatę, bo gadałam przez telefon i zamiast dzbanuszka z wodą, wzięłam kubek z herbatą. Brawo ja! Żal mi było wywalać ciasta, więc postanowiłam zamieszać i zobaczyć co wyjdzie. I wyszedł smaczny bochen godny powtórzenia. Jeśli nie boicie się eksperymentów, to po pierwsze świat stoi przed wami otworem, a po drugie – będziecie jeść pyszny chleb!
Chleb z czarnuszką i herbatą:
- 550 g mąki żytniej razowej typ 720
- 150 g zakwasu żytniego (tutaj link do jak zrobić zakwas)
- 200 ml ciepłej wody
- 200 ml naparu z czarnej herbaty (bez cukru i cytryny 😛 )
- łyżeczka soli
- 3 łyżki czarnuszki podprażonej na suchej patelni.
Ja wszystkie składniki wyrabiam w robocie kuchennym, ale jeśli nie macie, to pozostaje wyrabianie ręczne. Ciasto jest mokre, ciężkie i się klei, więc na początek zgarnijcie wszystko drewnianą łyżką. Do misy, w której będziemy wyrabiać, wkładamy wszystko oprócz jednej łyżki czarnuszki. Ciasto wyrabiamy, aż będzie jednolite i przekładamy go do wyłożonej papierem formy do pieczenia. Wierzch posypujemy pozostałą czarnuszką. Chleb odstawiamy na 10 godzin do wyrośnięcia. Wszystkim tym, którzy jęczą, że długo i że pfeee, przypominam, że pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł! Po 10h mamy chleb pięknie wyrośnięty i możemy piec. Rozgrzewamy piekarnik do 230 stopni, wierzch chleba spryskujemy wodą i ładujemy do pieca. W 230 stopniach pieczemy 20 minut, potem zmniejszamy do 200 i pieczemy jeszcze 40 minut. Chleb wyciągamy, studzimy na kratce i nie dotykamy. Czekamy aż całkowicie wystygnie. Wiem, że to trudne, ale się opanujcie.
Smacznego!


jaki piękny