Dawno się nie czepiałam. Dziś się czepię zachowań ludzkich w środkach komunikacji publicznej. Pod tym względem Zakopane jest o niebo lepsze od Krakowa. Tu trzeba tylko poczekać aż Pan Bus uzbiera komplet pasażerów i jedziemy. Są wolne miejsca siedzące, jest miło i szybko. Czasem czujemy się jak na rajdzie Monte Carlo, bo Pan Bus musi się zmieścić w kolejce innych busów oczekujących na klienta, ale jest komfort jazdy? Jest!
Za to w Krakowie pełna szkoła przetrwania. Jak już uda się wbić się do autobusu pełnego studentów, którzy nie wiedzieć czemu uznają za stosowne informować cały świat o tym, jak to mają Weltschmerz i jaki to profesor od filozofii jest durny, to wiedz, że czeka cię coś gorszego od nich. Panie z wózkami zakupowymi. Te to mają krzepę. A jak nie daj Boże znajdziesz sobie miejsce siedzące, to masz zagwarantowane, że zaraz nad Tobą ktoś zawiśnie i będzie sapał. Jeśli wsiądziesz do pustego tramwaju to gwarantuję ci, że wszyscy czyhają na Twoje miejsce, mimo że wszystko wolne. Do niedawna wydawało mi się, że należy być uprzejmym wobec ludzi i pomagać w miarę swoich możliwości. Pewnego dnia, wisząc na kasowniku i modląc się, żeby to, co jakiś miły pasażer wbija mi w plecy okazało się jego kulą ortopedyczną, zapragnęłam pomóc starszemu panu, walczącemu o dostęp do kasownika. Wyciągnęłam po jego bilet rękę z uprzejmym: „proszę mi podać bilet to Panu skasuję”. W odpowiedzi usłyszałam, że chce mu zabrać, wręcz ukraść bilet i jestem niewychowaną dziewuchą. Bardzo żałowałam, że jakiś wysoce uprzejmy kontroler się nie napatoczył. Innym razem chciałam, żeby to mi bilet skasowano, albowiem moja ręka nie ma dwóch metrów długości. Naród koło kasownika najwyraźniej miał głęboki autyzm lub cierpiał na poważne schorzenie słuchu.
Na przystankach to samo. W Zakopanem ławek nie ma więc nie ma problemu. W Krakowie ławki są, ale przed ławkami stoją niezdecydowane osobniki, które nie wiedzą czy stać, czy siąść, czy się położyć. Ustąpiwszy miejsca starszej pani zostałam przez nią zmierzona dziwnym i czujnym spojrzeniem. Najwyraźniej pani była przekonana, że chcę jej wyrwać torebkę. Jest też możliwość, że mało przyjaźnie wyglądam, czy coś. Nie wiem. Kiedyś chyba było inaczej. Niedługo, żeby skorzystać z MPK trzeba będzie zażywać środki uspokajające.
Podobno nic tak nie koi stresów jak coś słodkiego. U mnie ze słodkim różnie. Raz mam dzikie ślinienie na widok czekolady a raz dostaje drgawek na samą myśl o niej. Miłość z kategorii trudnych. Żeby wypośrodkować uczucia powstały ciastka. Bardziej słone niż słodkie. Cudownie kruche. Pachnące wanilią, sezam, chałwą i migdałami. Do zrobienia ciastek użyłam tureckiej przyprawy mahlep, która daje lekką goryczkę i migdałowy aromat, ale nie musicie jej dawać, w przepisie podam wam zamiennik.
Potrzebujemy:
- 130 g drobnego cukru do wypieków
- 150 g masła (miękkie w temperaturze pokojowej)
- 7 dużych łyżek pasty tahini jasnej
- 50 ml śmietanki 30%
- ziarenka z jednej laski wanilii lub łyżeczkę esencji waniliowej
- sezam biały do posypania
- mąkę pszenną od 300 g do 400 g (zależy ile zabiorą składniki mokre)
- łyżeczkę przyprawy mahlep lub łyżeczkę zmielonych migdałów
W misce ucieramy masło z cukrem i ziarenkami wanilii. Ja to robię zwykłym mikserem. Ucieramy na gładką masę, ale nie za długo, żeby jej za bardzo nie napowietrzyć. Dodajemy tahini, mahlep lub migdały i śmietankę. Łączymy. Do powstałej masy dosypujemy mąkę, ma być jej tyle, żeby uformować w miarę zwartą kulę. To są kruche ciasteczka więc będzie się lekko kruszyć i pękać. Jednak jeśli bardzo nam się kruszy można dodać więcej tahini lub śmietanki i zagniatać do momentu uzyskania takiej konsystencji, z której można uformować zgrabny wałeczek. Jak mamy uformowany wałeczek to kroimy go na plasterki i grubości mniej więcej centymetra. Każdy plasterek bierzemy w dłonie, nadajemy mu kształt, gładkość, robimy odcisk widelca, posypujemy sezamem i układamy na blasze do pieczenia wyłożonej papierem. Wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni na 15 – 18 minut. Mają lekko zbrązowieć. Wykładamy na kratkę, żeby przestygły. Ciastka trochę rosną więc układamy je w odstępach. Jemy 🙂
Smacznego




Przepis fajny, a co do komunikacji miejskiej, zapraszam do Warszawy. 🙂 Kraków to sielanka, wierz mi. Porównanie mam jakieś, bo mieszkałam dość długo w jednym i drugim mieście . Powodzenia w konkursie! 😉
Ostatnio szukam jakiś ciekawych przepisów, na niekonwencjonalne słodkości. Wydaje mi się, że tu odnalazłem to, czego szukałem. Postaram się wypróbowac twój przepis i zobaczymy co, na samym końcu z tego wszystkiego wyjdzie. Pozdrawiam i gratuluję bloga.