
Domowe kurito (mimo kretyńskiej nazwy) jest super rozwiązaniem jeśli nic wam się nie chce, zostało mięso z rosołu, poniedziałek zaatakował gwałtownie i zupełnie niespodziewanie, a jednak jeść się chce. Domowe kurito jest fajne, bo do środka można władować wszystko, co się wala w lodówce. Quesadillą tego nie nazwę, bo mi paluszki uschną, ale zamysł jest mniej więcej ten sam: dwa placki tortilli, dużo sera, kurczak lub inne składniki, a wszystko elegancko podpieczone na suchej patelni. Dobroć, którą robi się szybko.
Od razu wyjaśnimy sobie dwie rzeczy. Po pierwsze, fajnie jest mieć w domu gotowe placki tortilli, one serio ułatwiają życie, można zawinąć w nie wszystko, podgrzać lub zapiec i gotowe. Ja wiem, że niektórzy właśnie dostają palpitacji serca, bo jak to tak?! Gotowe?! A nie samemu?! No tak mili moi, gotowe nie oznacza, że po spożyciu umieramy natychmiast oraz w wielkich męczarniach. Jestem zwolennikiem robienia rzeczy samemu, od podstaw, we własnej kuchni. Jednak umówmy się, nie każdemu się chce, nie każdy ma możliwości oraz chęci, ale większość chętnie zjadłaby takie domowe kurito. Oczywiście pojawi się przepis na placki tortilli kukurydzianej i pszennej, na muszle do tacosów, kończę wymieniać właśnie płomienne maile z jedną miłą panią kucharką z Meksyku, która usiłowała mnie namówić na ręczne ucieranie ziaren kukurydzy. Więc umawiamy się, że kupujcie gotowce raz na jakiś czas, tylko wcześniej przeczytajcie skład.
Po drugie, pojawił się jakiś czas temu na instagramie kretyński sposób na składanie tortilli w trójkąt tak jak koperta z ciasta naleśnikowego. Ponieważ placek tortilli jest grubszy, to nacinało się tortille do połowy, na trzy ćwiartki nakładało się składniki – na jedną sos, na drugą ser, na trzecią dodatek dowolny, a czwarta zostawała pusta i od niej się składało, maksymalnie komplikując sobie życie. Już spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego to jest debilizm – mamy trzy różne warstwy nadzienia, plus dużo warstw suchej tortilli, składników nie nałożymy do końca, bo się przy składaniu wysypią lub tortilla pęknie, a jak nie nałożymy do końca, to mamy wysuszone brzegi. No dla mnie bardzo nie i wam też nie polecam, to tylko ładnie i sprawnie na filmikach wygląda. Takie domowe kurito nie wymaga kombinacji alpejskich.

Żeby to było najlepsze kurito potrzebujemy:
- 4 tortille pszenne (kupcie taki rozmiar, jaką macie patelnię, uniwersalne są te 20 cm)
- starty ser (ja użyłam cheddara i resztki pleśniowego)
- pozostałe mięso z rosołu (jak nie mam, to używam gotowanej piersi z kurczaka)
- sos – możecie użyć gotowych sosów w stylu meksykańskim (czytajcie składy) lub wymieszać ulubiony keczup z czubrycą zieloną, przeciśniętym ząbkiem czosnku lub swoimi ulubionymi przyprawami
- kilka plasterków marynowanego jalapeno – jeśli nie lubicie pikantnych rzeczy, to możecie użyć drobno posiekanej czerwonej cebuli.
Przygotowanie kurito:
- Gotowaną pierś z kurczaka lub mięso z rosołu szarpiemy na mniejsze kawałeczki i mieszamy z sosem, który kupiliśmy lub zrobiliśmy.
- Na średnim ogniu rozgrzewamy patelnię z grubym dnem. Nie używamy żadnego tłuszczu.
- Na patelni układamy placek tortilli, posypujemy odrobiną startego sera, tak żeby pokrył całą powierzchnię, łącznie z brzegami. Na tym układamy mięso, cebulę lub jalapeno i posypujemy serem, sporą ilością sera, bo wszyscy wiemy, że ciągnący ser jest super. Przykrywamy drugą tortillą. Dociskamy, szczególnie na brzegach.
- Smażymy 3-4 minuty z każdej strony, aż tortilla zacznie twardnieć lekko. Przewracamy pomagając sobie szeroką łopatką. Dzięki temu, że ser jest na obu tortillach, to kurito ładnie nam się sklei i nie powinno się rozpaść.
- Kurito zsuwamy na deskę i kroimy na krzyż, a powstałe cztery trójkąty dzielimy na pół. Mamy osiem pysznych kawałków.
Z czym podawać kurito?
Najlepsze jest z kwaśną śmietaną i GUACAMOLE. Dobre jest również na zimno, więc na wszystkie domówki czy wycieczki kurito nadaje się świetnie.

Uwielbiam, mąż czasem kurczaka podmienia na domowy boczuś. Przepyszota 🙂