Pamiętacie ZPT znaczy zajęcia praktyczno – techniczne? Samodzielne robienie kanapek, jajecznicy i tortów? Jakoś wtedy nikt nie przejmował się tym, że wydłubiemy koledze oko albo urwie nam rękę jak będziemy odpalać prodiż. Co gorsza przeżyliśmy lekcję haftowania i przyszywania guzików i nikt nie wyszedł z tego z ranami szarpanymi. No może poza Karolkiem, ale Karolek był pierdołą z urodzenia i łamał sobie palce sznurując buty, więc on się w statystykach nie liczy.
Od momentu powstania Unii Europejskiej rzesze urzędasów postawiły sobie za cel wprowadzać dziennie 482 ustawy regulujące życie. Potraktowano Europejczyków jak bandę debili którym trzeba uregulować wszystko. Od szerokości papieru toaletowego po częstotliwość oddychania. Jak tak czasem patrzę na niektórych to może i słusznie. Statystyka to wredna suka i w takiej nawałnicy musi nastąpić moment, że wymyślą coś mądrego. Czekam. Najpierw zlikwidowano naukę gotowania w szkołach (poza technikami gastronomicznymi), w sumie nie wiem dlaczego. Potem urzędaski doszły do wniosku, że jeśli ktoś spożywa w restauracji i nie daj Boże zamawia na wynos, to o ile go nie zastrzelą lub nie zgnie w modnych ostatnio zamachach terrorystycznych to z pewnością umrze na cholesterol, zawał, miażdżycę lub wrzody. Można sobie wybrać. Zaczęto więc knuć jak nauczać młodzież o zdrowym jedzeniu, Sprawiedliwym Handlu i tradycjach kulinarnych. Brawo! Tego by nawet Monty Python nie wymyślił. Może to dobrze, że nauki kulinarne pozostawiono samopas? Bo jeśli według Unii zajęcia z wuefu ma prowadzić szaman ze specjalnością z medycyny sportowej i doktoratem z rehabilitacji, to analogicznie każde zajęcia z gotowania powinien prowadzić co najmniej Auguste Escoffier. Szkoła potrafi zniechęcić do wszystkiego. Ale oczami wyobraźni już widzę grupkę dzieci w cudownych fartuszkach, piekących szarlotkę i rozprawiających o kuchni i będących w przyszłości szefami kuchni. Widzę też w kącie grupkę, która doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ich CV ani wiedza nie będą weryfikowane i zawsze można coś ściemnić, ci w przyszłości być może zostaną blogerami i będą wam mówić jak żyć, gotować i w co się ubierać. Nie nauczą was jednego. Smaku. Tego musicie nauczyć się sami bo kubki smakowe każdemu dyktują coś innego. Więc dobrze, że macie możliwość smakowania, poznawania i szukania swoich smaków, bo jeszcze Unia by wam wmówiła że kubki smakowe macie nie wg norm i najlepiej amputować sobie język.
Dzięki temu, że macie możliwość cieszenia się swoimi kubkami smakowymi możecie spróbować sałatki z jogurtową piersią z kurczaka
Potrzebujemy:
- podwójny filet z piersi kurczaka lub kawałek piersi indyka
- duży kubek jogurtu naturalnego 0%
- 4 łyżki musztardy Dijon lub innej ostrej musztardy
- 3 łyżki miodu
- 2 ząbki czosnku, drobno posiekane
- ½ łyżeczki curry – jak ktoś nie lubi można pominąć
- łyżeczka startej skórki z cytryny
- sok z połowy cytryny
- sól, pieprz
Kurczaka czyścimy z błonek, kostek i tłuszczu, doprawiamy solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Wszystkie pozostałe składniki łączymy w jednolitą marynatę. Zanurzamy w niej kurczaka i odstawiamy do lodówki na 2h. Idealnie jest na całą noc. Po tym okresie kurczaka wyciągamy z marynaty i lekko otrzepujemy. Nie ściągamy marynaty widelcem, łyżką, nożem ani innym narzędziem tudzież ręką. Marynata utworzy fajną skorupkę na kurczaku, taką namiastkę chrupiącej skórki tylko, że mniej inwazyjnie pójdzie w tyłek 🙂 Filet kładziemy na mocno rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju. Smażymy z obu stron do zrumienienia. Nie wpadajcie w panikę jak na kurczaku pojawią się miejsca wyglądające jak przypalenie. To miód się karmelizuje. Jak już z dwóch stron kurczak będzie rumiany. To na patelnie wlewamy szklankę wody, redukujemy ogień pod patelnią i przykrywamy. Dajemy mu kilka minut. Para z wody spowoduje, że będzie soczysty.
Jak kurczak się dusi to na talerzu układamy: mieszankę sałat, u mnie była to rukola i liście botwiny. Kilka kawałków mozzarelli, pomidorki koktajlowe, kawałek świeżego ogórka i kilka oliwek. Całość skrapiamy olejem rydzowym lub oliwą, doprawiamy pieprzem i solą. Kurczaka ściągamy z patelni. Odkładamy na chwilkę, żeby odpoczął. 3 minuty mu starczą. Kroimy na plastry i podajemy.
PS. Co ważne, nie tylko przy kurczaku ale przy każdym mięsie jakie trafia na patelnię. ZAWSZE!! obracamy szczypcami. Nie widelcem, nożem, niczym co przebija włókna mięsa. Nie ważne czy to kurczak czy schabowy. Uszkodzicie tkankę to cały sok wam ucieknie a w miejsce soczystego kawałka będziecie mieli kawałek tektury. Jeśli nie macie szczypiec to mogą być dwie łopatki. Piszę o tym dlatego, bo ostatnio jedna z pań gotujących w TV zupy dziobała po steku widelcem a potem wygłosiła, że się soki w mięsie muszą ułożyć. Otóż się nie ułożą bo ich nie będzie 🙂
Smacznego



Jakim cudem ma wyjść chrupiąca skórka gdy jest marynata na bazie jogurtu naturalnego? Robiłam według przepisu i nie ma szans aby tak wyszło.