Makaron z kasztanami i kurczakiem

z kasztahuf-2

Hans Kloss twierdził, że najlepsze są na placu Pigalle i że Zuzanna lubi je tylko jesienią. Nauczycielki techniki uważały natomiast, że doskonale nadają się do obrzydzenia życia uczniom, każąc im robić ludziki, koniki i co tam jeszcze zwyrolska wyobraźnia nauczyciela była wstanie podsunąć. Nikt jednak, no może oprócz Klossa, nie pokazał, że można je jeść.

Co to takiego? Kasztany! Muszę przyznać, że podchodziłam do nich sceptycznie. No bo co ja? Wiewiórka czy inny dzik? Kasztana mam spożywać? Ale Najcierpliwszy, nie zważając na moje protesty w jednym z supermarketów, zaordynował kasztany. Co gorsza, nie pozwolił mi wypowiedzieć swojego zdania w kwestii czy umiem jej przyrządzić. Ba! Zignorował moje dość ożywione protesty i stwierdził, że sobie poszukam jak się robi. Woreczek z kasztanami spoczął w kuchni, ja spoczęłam przed laptopem. I tak patrzyliśmy na siebie dość długo. Niezbadane czeluście netu kusiły, gotowaniem, pieczeniem, ciastem i zupą. Niczym innym. No ale jak to tak? Co w tych kasztanach jest takiego, że się do niczego innego nie nadają? Odpowiedź miała nadejść niebawem… Mimo niezgodności w przepisach, wszystkie blogi oraz mistrzowie kuchni byli zgodni co do jednego. Kasztana należy przed spożyciem obrać. Nie, żeby mnie ten fakt jakoś specjalnie przeraził lub wstrząsnął mym jestestwem, ale jak twierdził jeden mąż stanu, o oczywistych oczywistościach się nie dyskutuje. I tu okazałam się godną nagrody im. Ignoranta Wieku. Moja wewnętrzna bogini kuchenna popatrzyła na mnie z niesmakiem, zasiadła na blacie i wymownie machając nóżką zadała pytanie: „a jak kretynko chcesz obrać twarde kasztany??”. Mój spokój został zburzony. Fakt,twarde kasztany nie chcą współpracować. W panice rzuciłam się w czeluście internetu jak Jarosław K. w protestujących w Kijowie. Jako wielki transparent rewolucyjny, objawił się napis „ugotuj”. No dobra – ugotuje… Mądrości kulinarne zawarte w sieci mówią, aby kasztany ponacinać na krzyż, albo ogólnie je ponacinać, bo same z siebie raczej nie pękną. A zanim je ponacinamy, należy je umyć i dokonać oględzin. Czy aby nie spleśniałe? Czy nie mają dziurek, świadczących o tym, że kasztan ma lokatora, robaka znaczy? Czy nie śmierdzą pleśnią? Ogólnie kasztan ma być piękny, brązowy, jędrny i gładki. W tym miejscu proszę, aby panie się przestały oblizywać bo nie o latynoskim kochanku mowa tylko o kasztanie. Wracamy do kasztana. Musimy go naciąć, potrzebny nam ostry nóż. Mówiąc ostry, mam na myśli bardzo ostry, służący do przecinania tapet, kości i wyrębu drzew na Alasce. Robimy krzyżyk. Kasztany wsadzamy do garnka, zalewamy wrzątkiem, lekko solimy i gotujemy 35 minut. Można je tez piec, ale jakoś przekonało mnie gotowanie. W ciągu 35 minut można wszystko, ja postanowiłam zamęczyć Najcierpliwszego, dokonać przeglądu szafek kuchennych, wyrazić wątpliwości co do kasztanów oraz złamać sobie paznokieć. Wam pozostawiam dowolność działania w tym czasie. Po 35 minutach odcedzamy kasztany i przelewamy je zimną wodą. Bierzemy dwie miseczki, mały nożyk i zaczynamy zabawę..

Brązowa łupinka schodzi łatwo, ale się nie cieszmy przedwcześnie, tam pod spodem czai się jeszcze jedna warstwa do usunięcia. W ręku ma nam zostać mały, biały orzeszek. O strukturze lekko twardego ziemniaka, podobnym zapachu i słodkim smaku. Słodycz, którą kasztan nas uraczył, dała mi pewność dlaczego jest on bohaterem tylko słodkich potraw, że tylko ciasta, musy i deserki, no ale od czego ma się ułańską, kuchenną fantazję. Wewnętrzna bogini kuchenna, zeskoczyła z blatu, przywdziała fartuch i podsunęła dwa szatańskie pomysły. Zanim podam wam przepisy uprzedzę, że smak kasztanów jest specyficzny, ale dobry, że w połączeniu z czymś ostrym, kwaśnym i słonym daje fajne doświadczenia smakowe. No i najważniejsze – Najcierpliwszy przeżył i domaga się jeszcze.
Proszę Państwa! Oto moje pierwsza wariacja z kasztanami.

Makaron z kasztanami i kurczakiem

Potrzebować będziemy:

  • podwójną pierś z kurczaka
  • zioła prowansalskie
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 2 ząbki czosnku
  • garść ugotowanych i obranych kasztanów
  • sól, pieprz
  • makaron penne
  • natka pietruszki
  • starty parmezan
  • garść prażonych orzeszków ziemnych

Kurczaka kroimy w dowolna kostkę, obsypujemy solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Smażymy na dość mocnym ogniu przez kilka minut, kurczak ma być miękki. Dorzucamy do smażącego się kurczaka pokrojony czosnek, kasztany i wlewamy ocet. Makaron gotujemy. Zaglądamy na kurczaka, ocet ma się zrobić gęsty. Wtedy zestawiamy z ognia. Makaron odcedzamy, łączymy z kurczakiem, dodajemy natkę pietruszki i parmezan.
Posypujemy orzeszkami. Pycha!

kasztany-4

Kategorie: Główne.