
Marynowana wołowina to idealna opcja na obiad, który jest ultra szybki. Jest pyszna, aromatyczna i tak prosta do zrobienia, że poradzi sobie z tym każdy. Przepis podsunął mi znajomy Koreańczyk, który pewnie miał już dość mojego jęczenia, że zrobiłabym bulgogi, ale nie wiem, nie znam się i zarobiona jestem. Jak już wydarłam z niego przepis na kimchi, to głupio było mi odzierać go z kolejnych przepisów, jednak Koreańczycy to miły naród, chętnie dzielący się swoją wiedzą.
Marynowana wołowina najlepsza jest po nocy spędzonej w lodówce. Mięso ma nocować w lodówce, nie my. Więc jeśli wiecie, że czeka was ciężki dzień i nie będziecie mieli czasu na przygotowanie skomplikowanego obiadu, to dzień wcześniej, wieczorem, zamarynujcie wołowinę, ugotujcie trochę ryżu, a gwarantuje wam, że aromatyczny obiad będziecie mieli w 15 minut. Składniki marynaty mogą się wam wydać dalece dziwne, możecie mieć przeświadczenie, że prędzej z tego wyjdzie szarlotka z bezą niż dobry obiad. Ja się nie będę dziwić, bo jak mi dyktowano składniki, to kilka razy się upewniałam czy aby dobrze rozumiem.
Podane proporcje wystarczą na 3 osoby. Jeśli nie lubicie ryżu, to możecie wprowadzić elementy polskie i spożyć z surówką z kiszonej kapusty, ogórkiem lub z chlebem. Na zdjęciu widzicie samą wołowinę, bo nie zdążyłam ryżu ugotować, jak dobiegło mnie mlaskanie oznaczające, że jeszcze chwila i nie będzie co fotografować, chyba że postawię przy patelni strażników z psami. Znaczy, że dobre 🙂 Marynowana wołowina nie jest wymagająca, wybierzcie tylko chudy kawałek wołowiny, ja użyłam pieczeniowej. Będziecie krótko i na mocnym ogniu smażyć, więc unikajcie poprzerastanych twardym tłuszczem kawałków.

Potrzebujemy:
- 600 g wołowiny pokrojonej w cieniutkie paski
- 2 średnie cebule pokrojone w piórka
- ½ cebuli średniej wielkości
- 4 ząbki czosnku
- 1 małą gruszkę pozbawioną pestek
- pęczek dymki (bez cebulek)
- 4 łyżeczki brązowego cukru
- 1 łyżeczkę pieprzu
- 150 ml sosu sojowego dobrej jakości
- 3 łyżeczki oleju sezamowego.
Przygotowanie:
- Nie używamy soli, bo sos sojowy jest słony wystarczająco.
- W misce mieszamy pokrojoną wołowinę i cebulę posiekaną w piórka.
- Pozostałe składniki miksujemy w blenderze. To nasza marynata. Mieszamy z mięsem i cebulą.
- Miskę nakrywamy i wstawiamy do lodówki na noc, minimum na 4 h.
- Rozgrzewamy patelnię i smażymy mięso, nie używając tłuszczu. Smażymy około 4-5 minut.
- Podajemy z ryżem, ziarnami sezamu i kolendrą (kolendrę można pominąć, jak ktoś nienawidzi).
Prawda, że proste? Taką marynatę możecie wykorzystać również do kurczaka lub krewetek.
Fajnie sprawdzi się również makaron ryżowy lub sojowy jako dodatek. Możecie dodać również dowolne warzywa pokrojone w cieniutkie paseczki.


„Leju sezamowego”. Myślę sobie tahini mam. Ciekawe czy to podobne? Bo co to ten lej. Ale tu chyba chodziło o olej sezamowy? 😉
Faktycznie, zeżarło literkę 😱 już poprawione, dziękuje. Niestety tahina to nie to samo co olej sezamowy
Przepraszam ale niestety mi trzeba łopatą do głowy wkładać więc dopytam. Czy smażymy razem z marynatą? Czy trzeba mięso wcześniej trochę osuszyć? Wydaje mi się, że z marynatą bo tylko wtedy wytworzy się sos ale durna jestem i może się mylę. Pozdrawiam
Smażymy razem z marynatą 🙂
A jaka to ma być wołowina? Pieczeń np?