Moskole z masłem

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rok 2015 nabiera powoli rozpędu. Pojawiają się chińskie horoskopy, które rok obecny kreślą rokiem dobrobytu i ogólnej szczęśliwości. Pojawiają się wytwory astrofizyki typu Wróżbita Maciej, które wieszczą co tylko chcesz za jedyne 20 zł za minutę. Youtube wypluwa z siebie kolejne ofiary gotowania przed obiektywem kamery i kolejny raz udowadnia, że niektórzy powinny się oddać zajęciu innemu niż do tej pory. Mamy coraz więcej kucharzy. Doszło do tego, że blogerzy rozochoceni mianują siebie Chef’ami i wręcz urażeni się czują jak nie okazuje się im należytej atencji. Jednym słowem wszyscy gotują. I super!

Ja się cieszę, bo lubię nowe pomysły. I kreatywność i swój własny i niepowtarzalny styl. Coś oryginalnego. I tu nastaje dupa ciemna i czarna jak listopadowa noc gradowa na Kaukazie. Pojawia się magiczne słowo „trendy”. Trendy to takie cudo, które odbiera zdolność samodzielnego myślenia, wyłącza nam smak, ulubione składniki posyła won a nam montuje klapki na oczach. Dla tego słowa jesteśmy w stanie zrezygnować ze swojej ścieżki. Ślepo wierzymy, że gotowanie wg obowiązujących trendów przysporzy nam fanów, sponsorów i uwielbienie boskie, telewizje nas zaczną zapraszać a my będziemy mogli stawiać sobie lustra, żeby się nasza zajebistość równym blaskiem rozkładała.

Żeby być na bieżąco postanowiłam doczytać czym też naród się podnieca i wysypu jakich przepisów możemy się spodziewać w tym roku. Niestety nie pozbędziemy się szału na topinambur, wężymord, brukiew, pasternak. Dlaczego niestety? Ano dlatego, że warzywa, korzenie zostały zepchnięte do modnego dodatku. Tym nieogarniętym blogerom uprzejmie przypominam, żeby nie robili ludziom wody z mózgu i zakodowali sobie, że skorzonera to to samo co wężymord. Mam tylko cichą nadzieję, że z tych wdzięcznych warzyw powstanie coś więcej niż puree, zupy i chipsy. Podobno naród oszaleje na punkcie kalafiora. Fajnie! Ja się cieszę, bo uwielbiam. Liczę na kolorowe odmiany, szał sałatek i zup. Może się ktoś wreszcie opamięta i przestanie ze wszystkiego robić kremy i pianki. Doceńmy chrupkość i fakturę warzyw.

Prorokowana jest wielka kariera ramenu i bibimbap. O ramenie to chyba wszyscy słyszeli. Przynajmniej tak wynika z relacji blogerskich i różnych artykułów. Pozytyw z tego taki, że wreszcie doceniono kości wołowe. Przykre, że mamy coraz więcej specjalistów od ramenu a o swojski, wspaniały rosół coraz trudniej. Zapytacie co to jest bibimbap? To takie danie koreańskie oznaczające dosłownie „wymieszany ryż”. Ryż miesza się z wołowiną, warzywami, na wierzch jajko i doprawia mocno pastą z papryczek chilli. Coś jak nasze łazanki, tylko że inaczej i bez jajka 😀

Czeka nas świetlana kariera wytrawnych lodów. Jadłam chrzanowe i musztardowe i jestem ciekawa co jeszcze zaproponują, bo te dwie kompozycje wybitnie przypadły moim kubkom smakowym. Ma również wrócić do łaski smak gorzki i alternatywne sposoby parzenia kawy. Dla mnie świetnie, a Najcierpliwszy oczekuję na kawę, ponieważ jest fanatykiem takim samym jak w stosunku do czekolady. Na kulinarną scenę wkroczyć ma również sriracha, nie wiem jaki to trend, bo u mnie jest od dawna. To taki sos tajski z chilli. Czyli psiamać wyprzedzam trendy. Zaczyna się powoli szał na kiszonki połączony z fobią o nieszczelnych jelitach, ale o tym kiedy indziej.

Mnie najbardziej cieszy nadchodzący trend, którego od momentu jak poznałam kuchnię nordycką i ich sposoby gotowania, jestem fanką. Podejście nordyckie powinno być stosowane wszędzie. Czyli gotujemy sezonowo i tylko z tego, co jest dostępne lokalnie. To uczy szacunku do składników, wzmaga kreatywność i pokazuje, że najlepsze są najprostsze dania. Cieszy mnie również większe zainteresowanie kuchniami regionalnymi i produktami certyfikowanymi. Tak więc koleżanki i koledzy – macie pole do popisu dla waszej wyobraźni i kreatywności. A Was, czytelników zachęcam do odkrywania, próbowania, niezrażania się niepowodzeniami i szukania swoich dróg smaku. Niech nasze przepisy będą tylko szkieletem, na którym zbudujecie fajne danie 🙂

Na początek coś z kuchni regionalnej. Moskole. Moskole z masłem.

Moskole to rodzaj placka ziemniaczanego, smażonego na blachach pieca. Nie wymagam od was pieca z blachami, wystarczy dobra i mocno rozgrzana patelnia. Jednak jeśli ktoś takowy piec posiada to zdycham z zazdrości i proponuję upiec moskole właśnie na takich blachach.
Do moskoli potrzebujemy ziemniaki i mąkę pszenną oraz szczyptę soli. Tak robiła moja babcia, mama i wszystkie znane mi ciotki. Żadnych jajek, mąk ziemniaczanych i innych sztuczek ze smażeniem na oleju włącznie.
Dowolną ilość ugotowanych i zimnych ziemniaków przeróbcie na gładką masę jak na kluski śląskie, Może być na tarce, maszynce lub prasce. Przyklepcie, podzielcie na cztery części i wyciągnijcie jedną część. W to miejsce wsypcie mąkę pszenną i szczyptę soli. Wróbcie zwarte ciasto, z którego da się uformować zwarte placuszki. W procesie wyrabiania uwolni się gluten i skrobia i to się ładnie połączy. Zgrabne placuszki dajemy na suchą patelnie lub rozgrzane blachy pieca. Smażymy po 2 minuty z każdej ze stron. Wychodzą cudowne i miękkie placuszki.

Do takich placków pasuje masło czosnkowe, bryndza (ale na nią teraz nie ma sezonu), kwaśna śmietana, a nawet miód. Ja proponuję zrobić masło z ziołami i suszonymi pomidorami.

Kostkę dobrego, miękkiego masła mieszam z utartym ząbkiem czosnku, szczyptą soli, posiekanym drobno koperkiem i pietruszką (po garści), dodaję kilka krople soku z cytryny i 5-6 drobno posiekanych suszonych pomidorów w oleju. Mieszam. Formuję rulonik, zawijam w folię i do zamrażarki. Taki plasterek masła położony na ciepłym moskolu cudownie się rozpływa 🙂

Spróbujcie, bo warto.

Smacznego!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kategorie: Przystawki i Zielone.

Konwersacja przy stole

  1. Ja się bardzo cieszę, że tych blogów kulinarnych jest coraz więcej bo można naprawdę wieeeele ciekawych przepisów z nich wyłowić. Co do okrzykiwania się „chef’ami” to podchodzę do tego z przymrużeniem oka 😉
    Fajne te placuszki 😉 Przeczytałam zamiast masła czosnkowego – sos czosnkowy i już mi się ślinotok wzmógł 😛

  2. Aga

    sos czosnkowy też będzie dobry 🙂 ja lubię czytać przepisy i zmieniać je po swojemu, co kiedyś obraziło jedną z pań piszących 🙂 więc teraz ostrożnie 😀

  3. Jej jak to apetycznie wygląda ! Aż ślinka cieknie. Bardzo chciałbym tego spróbować, więc chyba sam wykonam coś takiego w swojej kuchni. Bardzo podoba mi się Twój blog. Jest bardzo czytelny i na pewno wygląda apetycznie :P. Pozdrawiam serdecznie i czekam na inne tak samo apetyczne dania do wykonania jak to 🙂

  4. pola

    Przeczytałam Wasz blog jednym tchem. Poczucie humoru – bardzo mi bliskie i coraz rzadsze. Przepisy świetne. Dzisiaj zrobię moskole z masełkiem, bo zdjęcia tego dania powalają. Proszę o jeszcze. Pozdrawiam

  5. Natalia

    Generalnie przeczytałam te horoskopy i popatrz ile się sprawdziło!
    A Moskole to dobry pomysł na weekend. Jadłam raz, w ich naturalnym środowisku i właśnie takie z blachy i śnią mi się do dzisiaj ❤️❤️