Obiad świąteczny to nie pluszowy miś ani kwiaty. Ziemniaki inne niż wszystkie.

gratę-1 gratę-2

Miałam nic nie pisać, bo pewnie wszyscy zajęci, ale nie wytrzymałam. Zrobiłam sobie przerwę na kawę. Zasiadłam do komputera i czytam reklamę, a brzmi ona tak: „Wszystko dla uśmiechniętych kucharzy i uczuciowych kuchareczek”. Nie, nie jestem ani uśmiechnięta, ani uczuciowa. Jestem wściekła i zmęczona, pewnie jak 90% gospodyń domowych. Bajzel w kuchni mnie przeraża. Gotuję, piekę, kroję i mieszam a tego burdlu nie ubywa. Nie dam sobie pomoc, bo oczywiście wszystko zrobię lepiej. Poza tym będę mogła wypominać wszystkim na około i do końca życia, że ja sama i na dodatek wszystko. Gotowanie sprawia mi cholerna przyjemność i jest sposobem na życie, ale po cholerę sobie wmawiać, że to jest lekkie zajęcie? Pokażę wam kiedyś jak wygląda gastronomia od dupy strony, znaczy za kelnerem, ale to kiedyś, teraz są święta i po diabła się wściekać bardziej. A już do szału doprowadzają mnie dobre rady z cyklu: zaplanuj, opisz, pomaluj paznokcie i coś tam. No szlag! Tak to sobie możemy robić jak nie mamy pracy, dzieci, kota, męża i teściowej. Jak mamy do wyboru między pięcioma minutami dla siebie a planowaniem menu i na dodatek żadne dzieci nam nie ryczą i jest cisza, to jak myślicie, co kobieta wybierze? Wzruszam się jeszcze bardziej jak widzę na zdjęciach wymalowane paznokietki i mnóstwo pierścionków i włosy rozpuszczone. Ale się czepiam pewnie przez zazdrość, bo moje paluchy są pocięte, mają odcisk od noża i ślady po niezliczonym „pryśniętych” olejach.

Nie ukrywajmy, przygotowania do świąt to harówka. Fajnie i miło jak ktoś nam powie „dziękuję, było świetne”. Na końcu i tak zostaniemy ze stertą garów i przygotowaniami do obiadu na drugi dzień. Mogę się założyć, że niejeden czy niejedna z Was chciało ryczeć z bezsilności, zmęczenia i żalu. Ja to mogę mieć pretensję sama do siebie. Nie chce pomocy, a potem warczę na wszystkich, że się sama użeram. Jak baba.

Oprócz tego, że rodzina chce jeść, to chce jeść wykwintnie i inaczej. Pewnie przeszkolona na blogach kulinarnych i programach utwierdzających naród w przekonaniu, że gotować każdy może. Owszem może każdy, ale nie każdy powinien.

Co zrobić do tzw. „mięska”? Ziemniaki? Kaszę? Awanturę? Ja wam podpowiem. Ziemniaki, ale trochę inaczej. Ziemniaki gratin (czyt.gratę). Z ciekawości przeczytałam kilka blogowych przepisów na te ziemniaki i stwierdzam – „omatkobosko!” jak to sobie ludzie potrafią utrudnić życie. Spróbujcie z nimi jak ja, na oko i zobaczycie, że będzie dobrze, a rodzina was pokocha.

Potrzebujemy:

  • ziemniaki – ilość zależy od ilości osób i ich apetytu, średnio na osobę liczymy 4 ziemniaki
  • śmietankę Łaciata 18%
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • ser żółty ostry (u mnie był Dziugas, ale można zwykły ser żółty)
  • kawałek sera pleśniowego lub jak ktoś nie lubi, dwie kuli mozzarelli
  • masło
  • ząbek czosnku

Sposób jest prosty. Ziemniaki obieramy i myjemy. Do suchej miski (to ważne, bo potrzebujemy uratować jak najwięcej skrobi) skrawamy cieniutkie plasterki. Ja to robię mandoliną, ale jeśli nie macie to z pewnością macie tarkę, a tarka ma miejsce na cięcie w plasterki. Jeśli się zdarzy, że nie macie tarki, to bierzecie ostry nóż i kroicie na plasterki trochę grubsze niż chipsy. Tak pokrojonych ziemniaków nie opłukujemy tylko wrzucamy na patelnię, na której rozgrzewamy łyżkę masła i łyżkę oleju i jeden drobno posiekany ząbek czosnku. Lekko podsmażamy, dodajemy szczyptę soli i pieprzu. Podczas, gdy ziemniaki się smażą my smarujemy foremkę żaroodporną masłem, porządnie smarujemy. Do ziemniaków wlewamy śmietankę i dajemy im kilka minut (max. 5), śmietanka ma się zagotować, a skrobia, która jest w ziemniakach, dodatkowo ją zagęści. Próbujemy śmietankę, doprawiamy solą, pieprzem i gałką. Jak śmietanka zgęstnieje przekładamy ziemniaki do wysmarowanego naczynia. Tu mała dygresja – na jednym z blogów wyczytałam, że ziemniaki należy układać równymi rzędami! Kokardy mi zwiędły. No bój się Boga dziewczyno!! Nie masz innych zajęć tylko ziemniaki układać?! To nie konkurs na najładniej ułożone ziemniaki! Wracamy do naszej foremki z ziemniakami. Rozkładamy je w miarę równo łyżką, wierzch oprószamy gałką, serami i wsadzamy do piekarnika. 180 stopni i 20 min. Po wyjęciu dajemy im chwilę, żeby odpoczęły, wtedy się ładniej kroją. Możecie je też całkowicie wystudzić i kroić na dowolne kształty i odgrzać w piekarniku.

Post może chaotyczny, ale ziemniaki sooogood a ja wracam do garów. Zdjęcia robione znowu ziemniakiem. Najcierpliwszy będzie w drugi dzień świąt, więc i zdjęcia się poprawią 😀

Gdyby ktoś miał jakieś pytania to piszcie śmiało. Postaram się odpisać jak najszybciej, chyba że mnie trafi szlag już na amen jak znowu wyczytam jakąś mądrość.

Kategorie: Główne i Zielone.

Konwersacja przy stole

  1. Patrząc po dacie ostatniego wpisu pożarły Cię te gary po przygotowaniach, ugrzęzłaś pod ciężarem makowca bądź.. trafił Cię (nie daj Boże) szlag 😛
    Jak minęły Ci święta, no i Sylwester 🙂

    Przepis na ziemniaki bardzo ciekawy, u mnie też wiecznie jest problem z czym podać mięsko bo w kółko to samo się nudzi 🙂