Ten post będzie dla hipsterów, yolo swagginsów i innych wynalazków z fellowship of the bling. Ktoś nie rozumie co owe skróty oznaczają? Proszę się nie przejmować, my też nie. Ale my jesteśmy ze wsi, nie mamy ajpla, mamy tylko rajbany i kubek ze starbunia, który się ostał po jednym narzeczonym. A to nie czyni nas pełnoprawnymi hipsterami.
Teraz cisza, bo musimy użyć odpowiednich hasztagów (w sumie też nie wiemy na co to, ale tak ma być): #uniwersum, #czasomierz #friendszip #love. Mamy wiosnę, liczne topienia marzann wprawiły w głęboka histerię Dżesiki i Rysie ubrane przez hipsterskie mamusie w coś, co przypomina skrzyżowanie worka na śmieci z Marylą Rodowicz. Jak zauważyliście, nie ruszyliśmy artystki Urbańskiej, bo ta jest zwyczajnym wycieruchem, a nie hipsterem. Ale taka Marylka była hipsterska, zanim któryś z wielbicieli stylizacji à la „Ludzie bezdomni” i „Nad Niemnem” wymyślił sobie, że to będzie modne.
Zanim przejdziemy do treści właściwej, kilka słów o tym, skąd Matka Natura wyciągnęła hipsterów? Pokrótce hipster to taki Biały Murzyn, przynajmniej tak naucza geneza. Określenie „hipster” po raz pierwszy pojawiło się w obiegu już w latach 40. ubiegłego wieku w środowisku słuchaczy czarnego jazzu. Hipster z tego okresu był białym Amerykaninem aktywnie uczestniczącym w kulturze jazzu praktykowanego przez czarnych muzyków. Łyso wam teraz wy słuchacze dubstepu w przykrótkich sweterkach? Hipster jest przeciwnikiem mainstreamu. Burzy funkcjonujące w przestrzeni społecznej podziały na to, co alternatywne i mainstreamowe, wysokie i niskie, kobiece i męskie, kiczowate i wyszukane, dobre i złe. Hipster jest jednocześnie przeciwnikiem kultury masowej jak i jej aktywnym uczestnikiem, dlatego zaciera granice między sztuką przeznaczoną dla elit a wytworami przemysłu kulturowego. Jednym słowem panowie, nie klepiemy laski w tyłek rechocząc obleśnie, bo może się ona okazać brodaczem w rurkach i wtedy nieporozumienie towarzyskie gotowe.
Nagle okazuje się, że w Polsce mamy strasznie dużo hipsterów, że wreszcie przekroczyliśmy horyzont i dogoniliśmy kraje wściekłego zachodu, ale równocześnie zacieranie granic płciowych stworzyło problem z cyklu „kto i komu kupuje kwiaty”. Więc Panowie Hipsterzy tak na szybko. Kobiety dzielimy na te prawdziwe, czyli Beata Tyszkiewicz i Monica Belluci oraz cała resztę, czyli Radosław Maidan i pan Woliński. Ale to nie może być tak, że my tylko piszemy, a wy od samego czytanie przestaniecie być Józiem z Wązidoła Górnego i zaczniecie być Marcelem z Marszałkowskiej oraz zamiast biegania za inwentarzem po zagrodzie zaczniecie uprawiać jogging po Polach Mokotowskich. Jednocześnie przypominamy, że jogging to nie to samo co petting, ale o tym w innym poście.
Dziś coś dla hipsterów i osób idących śmiało pod prąd. Zupa z gruszek i sera pleśniowego. Prosta jak myślenie hipstera i smaczna (nie, nie jak hipster) po prostu smaczna.
Potrzebujemy:
- 3 gruszki obrane, skropione sokiem z cytryny i pokrojone w kostkę
- ½ białej cebuli
- 3 łodygi selera naciowego
- łyżka masła
- 20 dkg sera pleśniowego Lazur z niebieską pleśnią
- 1 litr bulionu warzywnego lub drobiowego (robiłam na obu, na drobiowym lepsza)
- gęsta, kwaśna śmietana
- 3 kromeczki weki lub razowego chleba
- starty, ostry w smaku ser
- sól, pieprz
Na maśle podsmażamy gruszki, posiekaną cebulą i seler. Gdy zmiękną, zalewamy bulionem i na wolnym ogniu gotujemy do momentu, aż się rozpadną. Blendujemy, doprawiamy solą i pieprzem. Może się okazać, że jest za słodkie, wtedy dodajemy sok z cytryny. Dorzucamy ser pleśniowy i mieszamy, żeby się rozpuścił. Dodajemy śmietanę. Grzanki posypujemy startym, żółtym serem i zapiekamy. Zupa ma niespotykany smak, można z nią eksperymentować dodając mleko kokosowe, kolendrę, oprócz sera pleśniowego można dodać ser topiony. Doskonałym uzupełnieniem do tej zupy są grzanki z serem żółtym. Zupa wymaga solidnego doprawienia, bo gruszki mimo tego, że słodkie to jednak bywają mdłe. Spróbujcie 🙂
AAAAA i żeby nie było. Nie mamy nic przeciwko hipsterom. Zastanawiamy się jednak co będzie, jeśli hipsterstwo stanie się mainstreamowe ?


Jestem oczarowana tym połączeniem, składniki czekają już w lodówce! Będę testować! 😀