Każda kobieta będąca w związku się stara. Przynajmniej na początku. Obiad z czterech dań z kompotem, desery, kanapki do pracy i kolacja udekorowana jak na wystawę. Zastawy, porcelana i szał wyprasowanych serwetek. No jakoś trzeba drania zanęcić, bo jeszcze nie daj Boże poleci na inną parę pończoch a nam pozostanie zjedzenie tego wszystkiego. Wszystkie wiemy, że takie kulinarne dogadzanie osobnikowi męskiemu to stres. Bo może księciunio jest francuskim pieskiem? Bo może akurat ma zły nastrój i spożywał nie będzie? No nie trafisz. Mogłoby się wydawać, że wystarczy im podetkać kawał mięcha pod nos i będzie spokój. Otóż nie! Dostęp do internetu robi krzywdę kobietom, które za nic w świecie nie gotowały i gotować nie będą. Jeśli jesteś kobietą wybitnie niegotującą a posiadasz żartego osobnika to koniecznie odetnij go od internetu. Napatrzy się drań na te wszystkie blogi kulinarne i potem łazi za Tobą z tabletem podtykając go wymownie pod nos. Trudno mu wytłumaczyć, że akurat pieczenie wielkiej giczy cielęcej nie leży w Twoim kręgu zainteresowań i jesteś zajęta wynajdywaniem leku na głupotę a on zamiast żreć powinien się dla nauki poświęcić.
No nie da się mu wytłumaczyć i już, jak się uprze, że jeść będzie to koniec. Ja wiem, że teraz większość kobiet a w szczególności blogerów kulinarnych popadnie w głęboką zadumę, że jednak są na tym świecie kobiety, które nie gotują. No jakże tak nie gotować? No jak można? Przecież kobieta gotującą winna być i kuchnia nie powinna stanowić dla niej tajemnic! A takiego! Każdy ma prawo do spalenia w kuchni takiej ilości rzeczy, że na samą myśl, że będziemy wchodzić do kuchni rodzina truchleje. I tak moi drodzy czytelnicy – są kobiety, w których kuchnia wzbudza głęboką odrazę i nie ma w tym nic absolutnie złego czy dziwnego. Nie wiem skąd przekonanie, że jeśli ktoś gotuje to powinien być takim multicookerem. Umieć wszystko i na wszystkim się znać. Jak czasem sobie poczytam blogi czy artykuły to normalnie mamy kraj ekspertów kulinarnych. Dziwne, bo podobno kucharze jak lekarze całe życie się uczą. Wiem jedno – ja piec nie będę. No może jakieś proste ciasta z gatunku „zamieszać i wstawić”.
Najcierpliwszy pogodził się z faktem, że mój cukierniczy repertuar obejmuje 6 ciast i jeden suflet czekoladowy a po resztę niech się na miasto uda. Nie będę się popisywać, że cukiernictwo nie ma przede mną tajemnic, bo wiem, że skończy się to ogólną katastrofą i będę pół dnia leżała pod piekarnikiem wylewając hektolitry łez i pytając się dlaczego Bóg pokarał mnie beztalenciem piekarniczym i jednoczesną chęcią spożycia tortu z 45 warstw? Dla zobrazowania mojej abnegacji ciastowej opowiem wam o biszkopcie. W sumie wam nie opowiem albowiem wstyd, ale wiedzcie, że kury sąsiada miały orgię a ja bałam się, że im to coś, co mi wyszło zaklei kurze zadki. Kury przeżyły, lecz moja duma ucierpiała. Pewnie gdybym przysiadła fałd i skupiła się na przepisach może coś by wyszło, ale po co się mam denerwować? Co nie oznacza, że kiedyś się nie wezmę 🙂
Na szczęście moja mama przeżyła 37 lat szczęśliwego małżeństwa nie piekąc wymyślnych ciast i tortów. Już wiem po kim to mam. Odkąd pamiętam piekła ciasto, które zachwyca prostotą i smakuje każdemu. Najcierpliwszy pożera pół blachy, więc trzeba było przepis od mamy wziąć i zacząć tworzyć samemu. I okazało się, że wychodzi!! Więc drogi czytelniku, jeśli piekarnik i słowo ciasto wyciskają ci łzy z oczu, ten przepis jest dla Ciebie. Nawet jak wyjdzie zakalec to też jest pyszny a Ty wzorem blogerów kulinarnych wmawiaj, że tak ma być i naród niech się wyedukuje miast krytykować 😀
Do zrobienia Ciasta Mojej Mamy potrzebujemy:
- 6 dużych jabłek
- 5 łyżek oleju
- 2 łyżki dżemu wiśniowego z owocami
- 5 jajek
- 2 garstki suszonej żurawiny
- 3 łyżki posiekanych orzechów
- łyżka sody oczyszczonej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- szklanka cukru
- mąka pszenna oko 10 -15 łyżek – ciasto ma być bardzo gęsto, ilość mąki zależy od ilości soku z jabłek
Jabłka obieramy i kroimy w kostkę. Zasypujemy szklanką cukru i zostawiamy na noc, żeby puściły sok. Do jabłek z sokiem dodajemy jajka i mieszamy. Ja mieszam drewnianą łyżką. Jak jajka są rozmieszane to dodajemy resztę składników. Ciasto ma być gęste. Wlewamy na wysmarowaną i oprószoną mąką dużą blachę. Pieczemy w 180 stopniach przez mniej więcej godzinę. Sprawdzamy patyczkiem.
Można zrobić polewę czekoladową – ja rozpuszczam dwie tabliczki czekolady z łyżką masła i trzema łyżkami mleka. Można też dodać 2 łyżeczki przyprawy do piernika i wtedy mamy ciasto pachnące świętami. Wierzcie mi, to bardzo proste ciasto z jabłkami.
Smacznego!



No dobra. Jako gotujący facet nie wiem co powiedzieć 😉
Ale też daleko mi do cukiernika – za to moja żona uwielbia torty rzeźbić 🙂
A krem kręci w makutrze? 😀
No nie mogę przestać o tym żartować 😛
Hi hi hi – nie 😉 nowoczesne przybory elektryczne pomagają 🙂
Ciężko się przegląda twojego bloga na kom. Zdjęcia nie mieszczą się w kadrze. Przewidujesz wersję mobilną? :))
Prace trwają 🙂
^^ Fajnie. Będę wyczekiwać zmian :))
P.s.
Dzisiaj u podobne ciasto 🙂
U mnie już gotowe ! jest pyyyyszne 🙂 !!
Pomyślałam, że na górę można by dodać jeszcze galaretkę rozpuszczoną w mniejszej ilości wody niż na opakowaniu, ale to następnym razem 😉
Boże, a ja głupia myślałam, że tylko ja jestem taka ciastowa abnegatka. Dziękuję Ci Aga za pocieszenie i za to że nie jestem sama na tym łez padole. A ciasto zakręcę bo już widzę w wyobraźni, że będzie jadalne (dziwnie te na oleju jakoś mi wychodzą). Pozdrawiam :))
Sorki, na jaką blachę wlewasz ciasto (wymiary)?
na standardową tj bodajże 25×38