Ptysie wytrawne

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERANowy rok rozpoczął się wściekłą awanturą dotyczącą pieluch dziecięcych. Konkretnie dywagowano na temat czy pampers z kupą przystoi przy stole. Moim zdaniem nie, ale ja ze wsi jestem i mogę się nie znać. Dziecka też nie posiadam, więc obce są mi przywileje matek. W ogóle bycie matką to chyba ciężka sprawa. Nie dość, że zostajesz w domu z człowiekiem, który nie mówi po polsku, nie wiadomo o co mu chodzi i domaga się uwagi, to jeszcze jesteś skazana na banicję towarzyską. Jak już się matka z domu wyrwie to nie wie w którą stronę pędzić. Ja to podziwiam. A z drugiej strony trudno nazwać relaksem wyjście do knajpy z dziećmi. Jeśli jest za cicho to pewnie kogoś duszą albo piją wodę z kibla, jak za głośno to inni goście mogą nie wykazać zrozumienia dla faktu, że „Antoś taki ruchliwy jest”. Wiecie – własne dzieci nie denerwują nas samych, za to denerwują innych. Jedna znajoma mi matka, bardzo mądra kobieta, wyraziła kiedyś pogląd, że matki karmiące to nie stan chorobowy i oprócz wjechania wózkiem i przewijaka w toalecie nie wymagają specjalnego traktowania. Tym naraziła się innym matkom, bo jakże to tak?! Tym jednym stwierdzeniem wyszła na antyspołeczną parówę, ale jak bloger kulinarny może pisać, że boeuf bourguignon jest sosem pieczeniowym, tak matka karmiąca może innym powiedzieć, że „som gupie”.

Jeśli jednak nie możecie przezwyciężyć chuci dotyczącej zmiany pampersa w talerzach zostańcie w domu. W domu też jest fajnie. Możecie coś zrobić do jedzenia i zaprosić koleżanki. Znaczy, żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie uważam mam z dziećmi za zło i niedobro, wręcz przeciwnie. Sama mam koleżanki z dziećmi, które nie wpadają na pomysł wsadzania kupy z pampersem w talerze oraz nie uznają zasady, że dziecko jest od tego, że ma ryczeć. Stanowią one przykład, że się da.

Ale serio, przyjęcia w domach nie są takie złe jakby się wydawało. Robicie kilka drobnych rzeczy do jedzenia. Macie pewność, że progenitura w swoim środowiska nie dostanie stresu i amoku i zajmie się swoimi zabawkami, jesteście Paniami u siebie a koleżanki zdechną z zazdrości, że wszystko ogarniacie. Co podać, żeby koleżanki z zazdrości zzieleniały? Paluszki, krakersy i kanapki już nie robią szału. Teraz naród domaga się fingerfoodów, comfortfoodów i innych foodów o których się naczytał. To może ptysie? Ptysie wytrawne. Mało roboty. Efektownie wglądają. Są w miarę zdrowe, bo zrobimy je nie na słodko a na słono. Są małe, więc można je wpakować naraz do ust unikając dylematów „jak zjeść, żeby się nie uwalić po czubek głowy?”. Wierzcie mi, jeśli taka piekarnicza łamaga jak ja dała radę z pieczeniem ptysi, to każdy sobie poradzi.

Potrzebujemy na ciasto:

  • szklanka mąki
  • szklanka wody
  • ½ kostki masła dobrej jakości (100 g)
  • 3-4 łyżki startego na drobnych oczkach ostrego sera (u mnie był oscypek, ale
  • dziugas, parmezan, ementaler też dadzą radę)
  • 4 jajka

Ciasto jest proste, ale trzeba pilnować i poświęcić mu trochę uwagi. Do rondla, najlepiej pokrytego teflonem (może być nawet głębsza patelnia) lub do czegoś, co nie przywiera wlewacie wodę i wrzucacie masło. Mieszacie do rozpuszczanie i zabulgotania wody. Wtedy szybkich ruchem wsypujecie szklankę mąki, zastawiacie z palnika i mieszacie energicznie, najlepiej drewnianą szpatułką. Utworzy się zwarta kula ciasta. Wtedy rondel wstawiacie na mały ogień i cały czas mieszając dajecie mu 2-3 minuty, żeby się mąka zaparzyła. Ciasto przekładacie do miski i studzicie. Jak już będzie ostudzone, wbijacie po jajku i mikserem wkręcacie je w ciasto. Robi się fajne, gęste ciasto. Do niego wrzucacie ser i mieszacie. I zaczynacie zabawę w formowanie ptysi. Jeśli macie rękaw cukierniczy to sprawa prosta, zakładacie końcówkę i wyciskacie dowolne kształty. Jak nie macie to też nic się nie dzieje. Małą łyżeczką nakładacie w miarę równe kulki. Ptysie rosną, więc zachowujcie spore odstępy. Ptysie potrzebują 20 minut w 200 stopniach. Ale każdy piekarnik ma swoje prawa, więc kontrolujcie czy są już złote. Mitem jest, że jak się otworzy to klapną. Otwierałam i nie klapnęły.
Ptysie studzicie i zabieracie się za mus.

Potrzebujemy na mus:

  • 2 ładne awokado
  • sok z połowy cytryny
  • ser feta kostka niebieska z Mlekowity (dbający o linię zamieniają na coś
  • odtłuszczonego typu kanapkowego)
  • pęczek szczypiorku
  • jedna cebula czerwona drobno pokrojona
  • dwie łyżki jogurtu naturalnego
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz

Ser oraz obrane, pokrojone i skropione sokiem z cytryny awokado traktujecie blenderem razem z jogurtem. Ma być gęsty mus. Jak będzie za mało jogurtu to ostrożnie dodajcie jedną łyżeczką. Do tego dajecie posiekany szczypior, wyciśnięty czosnek i drobno pokrojoną cebulę. Doprawcie do smaku.

Ptysie przekrojone na pół faszerujecie sporą ilością musu i nakrywacie. W mus wciskacie pół plasterka świeżego ogórka.

Proste, pyszne i robi wrażenie 🙂

Smacznego

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kategorie: Przystawki i Zielone.

Konwersacja przy stole

  1. Sama jestem mamą pięciolatka i moje dziecko ma jakiś system wewnetrzny nie robienia kup w restauracjach [ jak nosiło pieluchy bo teraz nie nosy ] i nie popieram zmieniania pieluchy w talerzach. od tego sa toalety. I to prawda ze kobieta kiedy staje sie mama ułomnieje a jej dziecko staje sie centrum jej zycia i jest naj. Ja wychodze z założenia ze naj musi byc mama zeby była zadowolona a przez to fajna :D. A ptysie boskie gdyby nie ta szklana szyba to dałabym radę sięgnąć i zjeść 😀

  2. Jak to pysznie wszystko wygląda. Chętnie bym takiego czegoś spróbował, ale nie wiem czy będę w stanie znaleźć wszystkie potrzebne do tego składniki. Spróbuje jednak coś wymyślić, ponieważ nie mogę koło takiego arcydzieła przejść z obojętnością.

  3. Super przekąska na leniwe popołudnie 😉 Gratuluje świetnego pomysłu i zdjęć na prawdę dobrze wykonanych. Aż chce się jeść 😉 Taka przekąska szczególnie jest dobra dla maluszków, takich niejadków 😉 Pozdrawiam serdecznie i czekam na nowe pomysły daniowe 😉 Polecę bloga znajomym zapalencą gotowania na pewno im się tu spodoba 🙂