I oto nadszedł dzień, kiedy w sklepie stanęłam oko w oko z hipsterem. Znaczy, wiecie, nie żebym ich wcześniej nie widziała, ba, nawet zdarzyło mi się nawiązać dialog. Dialog krótki, bo nie lubię jak coś, co ma męski chromosom zachowuje się jak baba i sprawia wrażenie, ze za chwilę osunie się w omdleniu. Ale wróćmy do mrożącego krew w żyłach spotkania. Czemu do diaska oni wszyscy mają przykrótkie spodenki? Nad kostkę takie. Do tego ciżemki. Oczywiście wszystko w uj drogie, ale wyglądające jak świeżo wyciągnięte z kontenerów PCK. Głupio tak wpatrywać się w męskie kostki, zwłaszcza jeśli te kostki odziane są w skarpetki w motyle! Brodę pan hipster miał imponującą i fantazyjnie wywinięty wąs oraz piękny warkocz, którego mu szczerze zazdrościłam. Wyglądał ogólnie jak Indianin, który uciekł z tipi i miał totem z ludzkich zębów i jarmużu.
I dobrze, mógł sobie wyglądać jak chciał, ale pan hipster raczył informować kogoś przez telefon, że oto właśnie podjął męską decyzje i będzie kupował marchew i mięso. Zamarłam i nastawiłam się na nasłuch, bo pan miał wybitnie udręczony ton głosu. Przy stoisku mięsnym utwierdził mnie w tym, że jednak miałam rację. Oni nie są normalni. Podążając ślepo za tym co modne są jak lemingi. Wiedzą, że coś gra, ale nie wiedzą gdzie i czy na tę imprezę zostali zaproszeni. Wszyscy jedzą bio, eko i wege? Oni też. Wszyscy słuchają gościa, który gra na banjo i spożywa kiszone śledzie? Hipstery kupują jedno i drugie i latają z tym po mieście, żeby wszyscy widzieli, że nie obce są im trendy światowej muzyki i kulinariów. W międzyczasie wrzucają zdjęcia na FB, żeby przypadkiem nie wypaść z obiegu towarzyskiego. Wróćmy jednak do mojego pana.
Pan słabym głosem zapytał czy są policzki wołowe, jednocześnie wskazywał na ozór wołowy. W sumie geograficznie umieścił dobrze. I tak pomyślałam, czy jeśli taki hipster dopuści się pożycia płciowego to też tak ma? Znaczy geograficznie dobrze, ale nie w punkt? Taki Vasco da Gama erotyzmu hipsterskiego. Wie, że buja, wie, że płynie, ale nie wie gdzie. Potem pomyślałam, że kobiety hipstery też lepsze nie są, może poza posiadaniem sweterka z Myszką Miki.
Ale zostawmy porno z Macbookiem w tle i wróćmy do mięcha. Pani sprzedająca widać wprawiona w dziwolągach, ponieważ jej nawet brew nie pykała. Głosem zawierającym wszystkie negatywne uczucia plus temperaturę, w której zamiera ruch cząsteczek, oświadczyła, że – cytuję: „to język jest, krowa to ma w środku”. Pokochałam ją z miejsca. Gdyby strzyknęła ślina spomiędzy zębów i roztarła to butem, leciałabym po pierścionek. Przez twarz sierotki w rurkach przemknęła panika. No tak, modne policzki poszły się huśtać. Pozycja towarzyska zaczęła się chwiać na cieniutkich nóżkach w skarpetkach w motyle. Co robić? Pan odszukał pozostałości po gonadach i śmiało rzekł: „to co najdroższe jest?”. Jeden ze snajperów twierdził, że do wszystkiego trzeba mieć odpowiedni dystans, pani sprzedającej widocznie obca była ta sentencja. Ciężkim westchnieniem oznajmiła, że cała krowa jest droga, a jak nie ma miejsca na całą krowę, to polędwica. Pan hipster upewniwszy się, że będzie wyglądała drogo i modnie, wziął kawałek i poszedł knuć do działu nabiałowego. Ja już nie miałam siły uczestniczyć w dramacie szopingowym. Polazłam na ryby. Konkretnie wędzone.
Dziś sałatka z wędzonego pstrąga i warzyw. W sumie powinnam jakieś wypasione nazwy trzaskać, żeby moje gotowanie wyglądało profesjonalnie, modnie oraz nosiło znamiona cholernie skomplikowanego i wymagającego lat doświadczeń oraz laboratorium godnego NASA. Ano spróbujmy:
Przed Państwem zestaw aromatycznie doprawionych warzyw julienne, w towarzystwie wędzonego w zimnym dymie pstrąga z hodowli ekologicznej, podany z olejem z nutą gorczycy i musztardy, otoczony płatkami wędzonej śliwki. Sałatka z wędzoną rybą.
Dobrze? Bo jeśli tak, to moją następną potrawą będzie aromatyczna wieprzowina, podana na chmurce z warzyw okopowych, w towarzystwie emulsji z długo pieczonego buraka z nutą chrzanu i karmelizowanym boczkiem. Znaczy mielony z ziemniakami i buraczkami zasmażanymi.
Sałatka jest banalnie prosta, ale robiąca wrażenie.
Potrzebujemy
- wędzonego pstrąga – lub dowolną wędzoną rybę, byleby poszarpaną na ładne kawałki
- ugotowane w mundurkach ziemniaki
- cebulę czerwoną
- kilka kiszonych ogórków
- kilka gałązek selera naciowego – nie każdy lubi więc można pominąć
- paprykę dowolnego koloru
- cebulka dumka – jej zielona część
- olej rydzowy – jeśli ktoś nie ma to olej z musztardą francuską z ziarnami gorczycy
- pół łyżki ostrej musztardy
- sól pieprz
- paseczki kwaskowatego jabłka do dekoracji
Ziemniaki gotujemy, warzywa kroimy w zgrabne kawałki, rybę dzielimy na kawałeczki i uważamy na ości. Umieszczamy wszystkie składniki w misce. Doprawiamy solą, pieprzem i olejem z musztardą. Wszystko. Prosto, smacznie i inaczej.


Jednak Cię to stanie za hipsterem w motylastych skarpetach natchnęło artyzmem. Piękną wieżę pierdyknęłaś (czy ja tam widzę jeszcze pomidora suszonego?) 🙂
to artystycznie obrana papryka, część obrałam, część nie. To głupi pomysł 😀
Uśmiałam się wieczorowo. Tez uwielbiam aromatycznego wieprza na chmurce 🙂 Pozdrawiam
Potrawa wygląda świetnie, a smakuje pewnie jeszcze lepiej! Czytanie twoich postów to sama przyjemność a uśmiech sam maluje się na twarzy. Znalazłem tutaj wiele inspiracji kuchennych i pewnie jeszcze nie raz znajdę. Rób to co robisz, bo Ci to wychodzi! Pozdrawiam serdecznie! 🙂
Świetna potrawa, którą chętnie bym zjadła! Uwielbiam ryby w każdej postaci. Zastanawiają mnie natomiast ludzie, którzy nie chcą jeść ryb bo rzucają hasła typu „ryby śmierdzą mułem”. Przecież ryba to bardzo zdrowe pożywienie, które powinno być wpisane w naszą dietę!
Sałatka robi wrażenie – wypróbuję! A za tekst o hipsterze, masz u mnie medal!!! Nie znoszę tych małych, chudych Pinokio, w rurkach, pastelowych koszulkach w serek tudzież bluzach w motylki z koralikami na szyi… 😉