Gdy poziom alkoholu we krwi wciąż nie pozwala na rozsądne myślenie, a kapeć w ustach przywodzi na myśl jedzenie kurzu zagryzanego smutkiem i klęską, gotowanie to nie najlepszy pomysł. Wtedy warto mieć pod ręką słoiczek ze śledziami. Nie, żebyśmy sugerowali, że macie kaca, bo dzień wcześniej zasłużyliście się na polu konsumpcji wyrobów monopolowych. Może inaczej – śledziki to zakąska uniwersalna, tolerująca wszystkie dodatki, wszystkie imprezy i każdy humor i wszystkie wymysły kucharskie. No może poza nutellą, ale tu kobiety w ciąży i w połowie cyklu mogą się nie zgodzić. W Polsce pokutują trzy rodzaje śledzia: z cebulą, rolmopsy i w śmietanie. Wszelkich innych wynalazków z litości nie wymienię. Najbardziej wzruszający jest jednak śledź po góralsku, bo nie od dziś wiadomo, że śledź to typowa ryba z górskich potoków 😛 zgroza! Przed Państwem – śledź marynowany w oleju, ale trochę inaczej. Żeby było fajnie, pysznie i śledziowo potrzebujemy:
- duży słoik z weką ( taką gumką) lub gliniane naczynie z pokrywką, od biedy zwykły słoik
- matiasy, wymoczone wcześniej w zimnej wodzie lub mleku
- pół marchewki pokrojonej na cienkie plasterki
- pół pietruszki potraktowanej tak samo jak marchewka
- ćwiartkę selera skrojoną w cienkie paseczki
- 4 duże cebule, pokrojoną w cienkie piórka
- kilka ziaren ziela angielskiego
- dwie łyżki gorczycy
- opakowanie pieprzu kolorowego
- dwa plasterki cytryny
- kilka liści laurowych
- olej, ja użyłam kujawskiego
- łyżeczka octy
- małe, suszone chilli (opcjonalnie)
Śledzie moczymy w mleku lub w wodzie około 4h. Gdy moczymy w mleku, pamiętajmy, żeby opłukać je pod zimną wodą. Odcedzamy dokładnie. Kroimy na kawałki 2-3 c, w słoiku układamy warstwami cebule, warzywa, śledzie, przyprawy, cytrynę staramy się „przykleić” do wewnętrznej ścianki słoika, żeby fajnie wyglądało. Dodajemy przyprawy. Ułożone ciasno składniki zalewamy olejem i octem. W trakcie wlewania oleju, warto poruszać nożem zawartość, żeby olej dotarł wszędzie. Zamykamy słoik i zapominamy o nim na 2 – 3 tygodnie. Niech sobie odpoczywa w lodówce albo innych chłodnym miejscu. Jak ktoś się boi, że to za długo lub jest niecierpliwy, to śledzie po czterech dniach wyciągamy miękkie, pachnące śledzie z cebulka i warzywami. Pycha!
UWAGA!! śledzi nie solimy! są słone same w sobie
Smacznego

