
Sos pomidorowy kochają wszyscy – do makaronów, pizzy, zapiekanek. Kupujemy ketchupy, kombinujemy, żeby chociaż na moment zatrzymać smak pomidorów. Składy gotowych sosów pozostawiają wiele do życzenia. Tony cukru i ulepszaczy smaku. Tymczasem kilka dobrej jakości składników i możemy zamknąć w słoiczkach sos pomidorowy, który uratuje nam tyłek w momencie kulinarnej niemocy.
Sos pomidorowy, jak sama nazwa wskazuje, wymaga pomidorów. Używam odmiany lima, ze względu na małą zawartość pestek. Nie obieram pomidorów, sos będziemy miksować. Mit o tym, że skórka pomidora przyklei nam się do żołądka i umrzemy, proszę wsadzić do słoika i wyrzucić. W żołądku mamy kwas, jeśli cokolwiek to przetrwa, zwłaszcza delikatna skórka, to powinno się to nazywać MacGyver. Pomidory przekrawam, pozbawiam ogonków i pestek. Nie używam do sosu cebuli. Sos pomidorowy z cebulą, mimo pasteryzacji, lubi sobie spleśnieć, więc wolę ją ominąć. Zrobienie sosu jest banalnie proste. Z podanej ilości wychodzi około 12 słoiczków 250 ml.

Potrzebujemy:
- 5 kg pomidorów lima, przekrojonych i pozbawionych pestek
- 4 główki czosnku
- 6 czerwonych papryk
- 2 pęczki bazylii (posiekane łodygi i liście)
- 3 papryczki chilli (te duże)
- 6 gałązek świeżego oregano (listki)
- 1 łyżeczkę cynamonu (płaska)
- ½ łyżeczki mielonych goździków (jak ktoś nie lubi, można pominąć)
- sól, pieprz i cukier do smaku
- ocet jabłkowy – 3 łyżki (dodatkowo zakonserwuje).
Przygotowanie:
Czosnek zawijamy w folię lub papier do pieczenia. Na blasze układamy papryki (oprócz chilli) oraz czosnek. Wsadzamy do nagrzanego do 250 piekarnika, pieczemy, aż papryki będą czarne a czosnek miękki.
Do garnka z grubym dnem wkładamy pomidory, nie dodajemy żadnej oliwy ani wody. Papryki obieramy, czosnek wyciskamy z łupinek i dodajemy do pomidorów, dokładamy zioła, papryczki chili pokrojone na większe kawałki. Dusimy, aż pomidory zmiękną i lekko się rozpadną – wtedy bierzemy blender i miksujemy na gładką masę. Dodajemy przyprawy i ocet. Dusimy dalej, odparowując maksymalnie. Gęsty sos będzie bulgotał, więc zaopatrzcie się w coś, co przykryje garnek, a nie będzie pokrywką, która nie przepuszcza pary. U mnie sprawdziła się gaza niejałowa z apteki. Pilnujemy, żeby się nie przypaliło. Przelewamy do słoików.
Pasteryzacja
Jestem leniwa, więc wizja gotowania słoików w garze napawa mnie głęboką niechęcią. Popularna ostatnio metoda pasteryzacji w zmywarce jest spoko, do momentu, aż któryś słoik nie strzeli i nie rozwali zmywarki. Pasteryzuję w piekarniku. Wymyte słoiki przelewam wrzątkiem z czajnika, bezpośrednio przed wlaniem sosu. Wlewam sos, zakręcam i wstawiam do nagrzanego do 110 stopni piekarnika na 30 min. Wyciągam i ustawiam do góry dnem. Zostawiam aż ostygną i wtedy przenoszę do spiżarki. Przez kilka lat robienia takiego sosu, zepsuł mi się jeden słoik, więc chyba działa.


Musi być znakomity. Zapraszam do dodania przepisu do mojej akcji Warzywa psiankowate 2018! Pozdrawiam