
Jesień w internetach wygląda pięknie. Te wszystkie kolorowe zdjęcia, sesje z dyniami, pieczenie korzennych ciasteczek, rozgrzewające napoje, uśmiechnięte twarze, treściwe zapiekanki czy gulasze i podniosły, przytulny nastrój. W rzeczywistości dostajemy wiatrem i mokrymi liśćmi w twarz, w butach można zakładać akwarium, gil z kataru wisi nam do pasa, strach kichnąć, żeby na kwarantannę nie trafić, herbata z imbirem śmierdzi, a syrop z cebuli działa tak, że prędzej pozbędziemy się obiadu z Komunii niż kataru. Nastroju nie poprawia mgła, bo umówmy się, mgła jest romantyczna przez 34 sekundy, a jak jesteś kierowcą to przez 10 sekund. Dodajcie do tego spadek nastroju, krótsze dni, deszcze padające poziomo i ogólną spiczniałość i melanchujnie.
Jednak jeść coś trzeba, niekoniecznie zawsze i wszędzie ma się ochotę przygotowywać obiad z czterech dań z kompotem. Nie zawsze chce się stać przy garach. Ja po intensywnym sezonie karmienia innych osiągam taki stan, że myśl o gotowaniu powoduje lekkie mdłości. Pogoda zachęca bardziej do zakopania się w kocyk, zrobienia z siebie ludzkiego burito i czytania książek. Co robić, ah co robić, gdy wizja kanapek na obiad odstręcza tak samo, jak myśl o gotowaniu obiadu? Jak pogodzić chęć zjedzenia czegoś fajnego z jednoczesnym wstrętem do gotowania?
Już pędzę z odpowiedzią, będę waszą tłustą góralską wróżką, która ułatwi wam życie! Zaufajcie mi! Poświęcicie raz 2 godziny i będziecie mieli kilka obiadów z głowy. Przed Państwem – uniwersalny farsz mięsny. Intensywny, aromatyczny i pełen warzyw farsz mięsny. Pod koniec podpowiem wam, z czym można go podać. Napiszę wam zamienniki przypraw, gdzie kupić przyprawy i jak przechowywać i jak używać. Uwierzcie mi, rzadko jestem zadowolona tak do końca z tego, co robię, ale ten farsz mięsny wywołał uśmiech w moim czarnym serduszku i był tak dobry, że wyżerałam łyżką. W nawiasie obok składników będą zamienniki, jednak jeśli macie możliwość, użyjcie to samo co ja, a farsz mięsny odwdzięczy się wam miłością. Rzekłam!

UNIWERSALNY FARSZ MIĘSNY
Potrzebujemy:
- 1,5 kg mielonej wołowiny (możecie użyć wieprzowiny, jagnięciny lub indyka, kurczak jest za delikatny, ale oczywiście możecie użyć, jeśli macie ochotę)
- 2 cukinie pokrojone w małe kostki (cukinii nie obieram, tylko dokładnie myję)
- 2 średniej wielkości białe cebule
- 4 pomidory obrane i pozbawione pestek, pokrojone w kostkę (można użyć krojonych pomidorów z puszki)
- 1 czerwona papryka świeża (można użyć papryki grillowanej w zalewie olejowej)
- 1 mała papryczka chili (można pominąć, jeśli nie lubicie ostrego)
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego (1 łyżka jeśli używamy pomidorów z puszki)
- 5 ząbków czosnku (przeciśnięte lub starte na tarce)
- opakowanie (około 300 g) mrożonego szpinaku w liściach – woreczek świeżych liści szpinaku z Ryneczku tego sklepu co to rampampampam
- 2 łyżki czubrycy zielonej (możecie użyć cząbru, oregano, ulubionych ziół, jednak to czubryca nadaje ten ostatni szlif. Dobrej jakości czubrycę kupicie na badapak.pl. Zielona jest łagodniejsza,
- czerwona bardziej pikantna, obie bardzo podkręcają smak potraw)
- sól, pieprz do smaku
- 250 ml bulionu warzywnego lub wołowego, może być rosół z niedzieli (jeśli nie macie, woda też się nada)
- 2 łyżki sosu sojowego
- sok z połowy cytryny.
Przygotowanie:
- W garnku z grubym dnem rozgrzewamy 3 łyżki oleju lub innego ulubionego tłuszczu do smażenia, ja polecam masło klarowane. Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy posiekaną cebulę, paprykę, czosnek i chwilę smażymy, aż cebula się zeszkli.
- Na zeszkloną cebulę z czosnkiem i papryką wrzucamy mięso i smażymy, mieszając i rozbijając większe kawałki.
- Jak mięso zmieni kolor i będzie dokładnie podzielone na mniejsze „grudki”, dorzucamy cukinię i pomidory. Chwilę smażymy.
- Dolewamy bulion i dusimy na małym ogniu, żeby płyn odparował.
- Jak farsz zgęstnieje, dodajemy koncentrat, czubrycę (lub ulubione zioła), sos sojowy, szpinak (jeśli używamy mrożonego, to rozmrażamy wcześniej), dusimy to wszystko jeszcze 15 minut i dodajemy sok z cytryny, mieszamy.
- Dopiero teraz doprawiamy solą i pieprzem. Gotowe.

Do czego użyć farsz mięsny:
- można podać z makaronem
- faszerować nim warzywa (polecam podgotowane ziemniaki, wydrążone, wypełnione farszem i posypane serem)
- użyć jako farsz do naleśników wytrawnych (ja kocham zapiekane naleśniki)
- podać z chlebem lub ciepłą pitą, przepis na najlepszą pitę znajdziecie TUTAJ
- użyć jako farszu do tortilli (dobre tortille w fajnej cenie znajdziecie na develey.pl – warto mieć gotowca w domu, to ułatwia radzenie sobie z niemocą kulinarną)
- użyć jako „wypełniacz’ wszelkich szybkich zapiekanek
- można podgrzać na patelni i udusić w tym jajka metodą „na szakszukę”
- można podać z kładzionymi kluskami, ryżem lub kaszą
- można dodać ugotowane, pokrojone w kostkę ziemniaki, puszkę fasolki i mamy sycące danie jednogarnkowe.
Jak przechowywać farsz mięsny:
- Najprościej jest podzielić na potrzebne nam porcje, powkładać w woreczki, woreczki pozbawić powietrza i lekko rozpłaszczyć, żeby zajmowały mało miejsca i zamrozić. Na woreczku piszemy datę mrożenia. W zamrażarce trzymamy maksymalnie pół roku.
- W lodówce w zamkniętym szczelnie słoiku bądź pudełku możemy przechowywać 3-4 dni.
- Nie polecam pasteryzowania, jest sporo cebuli, a ta mimo pasteryzacji lubi sobie spleśnieć.

Dobry, dobry, bardzo dobry przepis. Z naleśnikami mega.
Pytanie z czego jest to żółte? Bo w przepisie nie bardzo widzę
Może to żółta cukinia 🙂