Podobno do czterdziestego roku życia znęcamy się nad swoim organizmem, a potem role się odwracają i to organizm znęca się nad nami. Zastanowiliście się czemu jest taką mściwą suką? Nie? To przypomnijcie sobie te wszystkie batoniki, maratony seriali, „od jutra biegam”, „do wakacji schudnę” i kolejne czekolady oraz nieudane związki. Dołóżcie do tego podłą teściową, głupiego psa, zazdrosną przyjaciółkę, kłótliwe dzieci, coś, co miało być księciem na koniu a jest starym wałachem… Wymieniać można by długo.
Podstawowym czynnikiem przyspieszającym datę imprezy, na której będziemy spoczywać w gustownym pudełku lub ręcznie zdobionym wazonie jest stres. Podobno ze stresem można walczyć skutecznie i walczyć należy. Pytanie tylko – jak? Uczone gazety i jeszcze mądrzejsze portale internetowe i blogi lifestylowe podają niezliczone sposoby na walkę ze stresem. Wyodrębnić możemy kilka podstawowych sposobów walki. Najpierw należy poznać źródło stresu. Muehehehe, no przecież jest nim większość ludzi, których znamy i znakomita część obcych. Niemal cała ludzkość. Potem wyeliminować stres. Znaczy co – utopić chłopa osobistego? Zamknąć na strychu teściową? Cudowne porady! Można też się naciąć na radę, że należy zaakceptować stres, którego nie da się wyeliminować. No tu autorkę poniosło! „Wk*rwiasz mnie, ale się nie zmieniaj! Lowiaskuję”. Następna oświecona radzi, aby użyć wyobraźni w walce ze stresem. To jest super! Można sobie wyobrazić osobnika doprowadzającego nas do szału, jak stoi w płomieniach albo topi się w oceanie. Można też uprawiać sport. To jest rada jak najbardziej ok. Lepiej iść pobiegać niż kogoś zabić. Uśmiechaj się – od uśmiechania się robią się zmarszczki, huehue. Znaczy u mnie tego problemu nie ma, bo mi tłuszcz zmarchy wypycha, ale wolę nie ryzykować. Powinno się też mieć kogoś bliskiego, bo podobno dbanie o innych pozwala zapomnieć o swoich troskach. Ewentualnie zawsze możecie kogoś zamęczyć lub zagłaskać na śmierć.
Pamiętajcie, że trzeba uruchomić około 48 mięśni, żeby zrobić wściekłą minę, a tylko dwa żeby wyciągnąć środkowy palec. Na stres najlepsze jest gotowanie. Stres redukują warzywa. Mam dla was antystresową zupę. Czystą, mocno aromatyczną i wegańską.
Potrzebujemy:
- 2 młode marchewki
- 1 młody seler
- 1 młodą pietruszkę
- 4 fioletowe ziemniaki truflowe lub ½ batata
- kilka młodych ziemniaków lub garść makaronu drobnego (mąka i woda, bez jajek)
- 1 cukinię
- kilka szparagów
- kilka różyczek kalafiora
- kilka różyczek brokuła
- 2 łyżki oliwy
- dwie gałązki świeżego tymianku
- ząbek czosnku
- sok z połowy cytryny
- 1 szalotkę
- sól, pieprz
- liść laurowy
- 2 ziarenka ziela angielskiego
Marchewkę, cebulę, czosnek, seler, pietruszkę i młode ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę (cebulę i czosnek drobniej). Jeśli macie fioletowe ziemniaki ugotujecie je osobno bez obierania, strasznie farbują wodę i ręce. Dodacie je na końcu do zupy. Szparagi pozbawiamy twardych końcówek i odcinamy główki. Główki odkładamy, a łodygę kroimy na grubsze plasterki. W ganku rozgrzewamy łyżkę oliwy i przesmażamy szybko warzywa, żeby się karmelizowały. Zalewamy wodą, dodajemy liść laurowy i ziele angielskie. Gotujemy aż warzywa będą al dente. Dodajemy kalafior, brokuła, główki szparagów i przesmażoną na łyżce oliwy, pokrojoną w kostkę cukinie. Gotujemy chwilę i dodajemy ugotowany wcześniej makaron. Nie gotujcie makaronu w zupie. Zrobi się breja, a jak będziecie chcieli zupę odgrzać to makaron będzie rozgotowaną szmatą. Zupę doprawiamy solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Posypujemy szczypiorkiem.
Jak ktoś lubi może warzywa zalać bulionem. Jednak nie polecam kostki rosołowej, bo po pierwsze zabije całą słodycz i smak warzyw, a po drugie szkoda katować chemią fajne produkty.
Smacznego



fioletowe ziemniaki, o rety! pierwszy raz na oczy widzę 😀
Kurczę pierwszy raz widzę, że jest coś takiego, jak fioletowe ziemniaki 😀 po prostu one są mega piękne! jak na początku zobaczyłem to zdjęcie tego przepisu, to myślałem, że to są fioletowe bratki, a cała ta zupa, oprócz tego, że jest po prostu bombą witaminową, to dodatkowo wygląda wręcz jak dzieło sztuki! coś cudownego! 🙂
Kocham Te Twoje wpisy, są najlepsze na jakie do tej pory trafilem 🙂 uwielbiam Twojego bloga, no i odwiedzam Cię niemal codziennie, zawsze gdy tylko mam czas, by choc na chwilkę usiasc przed komputerem, ostatnio pokazalem Twojego bloga nawet paru znajomym, wszyscy byli zdania, ze naprawdę ciekawe piszesz 🙂