Brownie z sernikiem

braunis pana kota-5

 

Dziś krótka opowieść o tym, jak pewna bibliotekarka z Main (USA) zmieniła światowe cukiernictwo. Jak urban legend głosi, niejaka pani Brown zapragnęła podjąć gości ciastem czekoladowym. Zapomniała jednak dodać proszku do pieczenia. Zupełnie jak artystka Urbańska zapragnęła śpiewać. W jednym i drugim przypadku nie wyszło. Z tym, że pani Brown niezrażona podała ciasto gościom i to spotkało się z entuzjastyczną reakcją, natomiast reakcji na artystkę Urbańską tłumaczyć nie muszę.

Zarówno obok brownie jak i artystki Urbańskiej przejść obojętnie się nie da. Z tą różnicą, że po brownie nie ma się głupiego uczucia uprawiania seksu za pieniądze z tym, że klient zapomniał zapłacić. A przy dziele o tragejszyn i demolejszyn czujemy się lekko wyru… ekhm, wykorzystani.

Ale zostawmy artystkę Urbańską i jej lizanie umywalki i zajmijmy się czekoladą. Polacy to taki dziwny naród, który czekoladę kocha (pozdrawiam panie w połowie cyklu), ale już do ciasta czekoladowego bez mąki i proszku podchodzi jak do jeża. Ostrożnie. Jesteśmy narodem chowanym na sernikach z milionem jajek, szarlotkach z litrami śmietany i babach drożdżowych z taka ilością rodzynek, że winnice łkają bezgłośnie nad taką dewastacją winogron. Jak wiadomo, nie dogodzisz. Jak dasz ciastko czekoladowe to marzy się serniczek, jak dasz serniczek to ślina cieknie na czekoladę, jak dasz jedno i drugie to patrzą tęsknie na truskawki. Można oszaleć i trwale zniechęcić się do podejmowania gości. Ale od czego cecha narodowa, jaką jest kombinatorstwo? Połączymy sernik z ciastem czekoladowym i truskawkami! A co! W końcu na coś ta martyrologia się przydać musi? Nie tylko do możliwości objęcia przez kozę tudzież barana stanowiska posła. W kuchni też jest walka, cierpienie, krew i łzy. Oraz, my kucharki, żądamy dostępu do morza i dostępu do środków uspokajających!

No ale poważnie. Jesteś początkująca panią domu? Studentką? Kobietą na początku związku i należy drania zanęcić jak chorą antylopę? Chcesz podlizać się teściowej? A jednocześnie nie chcesz spędzić 45 godzin pod piekarnikiem, szlochając, że nie wyszło? To ciasto jest dla Ciebie. Względnie mało roboty, trochę czekania i efekt porównywalny do jamajskiej drużyny bobslejowej. Wielkie: „o co tu k*wa chodzi?” połączone z „ooooo jakie to cudowne!”. Są tacy co to jedli i chwalili, żeby nie było, że eksperymenty na was przeprowadzam 🙂 Przed Wami brownie z sernikiem

Ciasto składa się z 3 części. Podam wam osobno składniki do wszystkich części, a potem powiem jak poskładać. Ilość składników starcza na blaszkę o wymiarach 20×24 cm.

PUREE (czyt. pióre) TRUSKAWKOWE – 0,5kg truskawek i 2 łyżki cukru pudru. Pora roku odstrasza cenami truskawek świeżych, mrożone truskawki też się nadają. Truskawki rozmrażamy, miksujemy z cukrem i tyle. Mus gotowy.

CIASTO CZEKOLADOWE – dwie tabliczki gorzkiej czekolady (200g) łamiemy na kawałki i wrzucamy do rondelka razem z kostką masła (200g). Rozpuszczamy i studzimy. W osobnej miseczce ubijamy 3 jajka, kilka kropli aromatu waniliowego oraz pół szklanki cukru pudru na puszystą masę. Ubitą masę łączymy z przestudzoną czekoladą z masłem. Do powstałej masy wkręcamy mikserem, na małych obrotach, 6 łyżek mąki pszennej (ok. 120g).

MASA SEROWA – 500g mielonego serka na serniki ucieramy na gładką masę z ziarenkami jednej laski wanilii, po jednej łyżce dodajemy ¾ puszki mleka skondensowanego słodzonego i 2 całe jajka. Masa ma być gładka, bez grudek.

ETAPY DZIAŁANIA:

1. robimy puree
2. nagrzewamy piekarnik do 170 stopni, grzanie góra dół, bez termoobiegu
3. rozpuszczamy czekoladę z masłem, studzimy
4. ubijamy jajka z cukrem i wanilią
5. łączymy obie masy i wkręcamy mąkę
6. powstałą masę wlewamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia, pieczemy 15 minut
7. robimy masę serową
8. obniżamy temperaturę do 160 stopni
9. wyciągamy ciasto czekoladowe, „płaszczymy” powstałe wybrzuszenia na cieście
10. na ciepłe ciasto wylewamy masę serową
11. łyżką robimy „szlaczki” z puree truskawkowego
12. wsadzamy do pieca na 25 min.
13. studzimy przy uchylonym piekarniku
14. po ostudzeniu wsadzamy na 2-3 godz. do lodówki ( ja wsadziłam na noc)
15. jemy
16. z mściwą satysfakcją przyjmujemy wyrazy zachwytu

 

Kategorie: Desery.

Konwersacja przy stole

  1. Stay

    Zrobiłam! Myślałam,że będę urobiona po pachy a tu proszę, poszło jak po maśle.
    Jak zrobiłam to moja mama stwierdziła,że chyba coś jest nie halo bo wygląda jak ubity zakalec ale jak spróbowała to co chwilę chodziła i dokrawała sobie po kawałku i tym sposobem ciasto nie doczekało drugiego dnia 😀
    Niebo w gębie! Następnym razem zrobię składniki x3 😀

  2. Dżizas. Po samym opisie Cię polubiłam. Pewnie po wypróbowaniu przepisu pokocham, więc jak usłyszysz smętne zawodzenie pod balkonem… to mogę być ja.