Grecki filozof Epicharm twierdził, że powinien zwyciężyć rozum, a nie namiętność. Pewnie nigdy nie gotował. Dzisiaj Musaka!

musaka i tabule-3

Grecja – kraina fety, wysp, błękitnego morza, wiecznej sjesty i kryzysu ekonomicznego. Kraina ouzo, meze i pysznej kuchni. Kraina znienawidzona przez niektórych dzięki mitologi greckiej. Ale spokojnie – dzisiaj nie będzie nic mitycznego. Będzie moja wersja musaki. Oryginalna, grecka musaka to zapiekanka z bakłażanów i mięsa, zapieczona pod beszamelem. Jakoś nigdy nie byłam zwolenniczką beszamelu i wszelkie dania, które wymagały użycia tegoż, zmieniałam w sposób drastyczny. Gdyby ktoś chciał zaprotestować, że gwałcę kuchnie narodową, polecam serdecznie przelecenie się po przepisach naszej, polskiej kuchni i sprawdzenie ileż to dokonano gwałtów kulinarnych. Kuchnia ma być proszę Państwa zabawą, przyjemnością i poszukiwaniem własnych smaków. Ma wywoływać uśmiech, a nie grymas. Zakończywszy tyradę mentorską wróćmy do Grecji i Musaki.
Skomponowanie własnego zestawu przypraw do mięsa, było dla mnie wyzwaniem nie gorszym niż wyprawa Jazona po Złote Runo. Co nawet się komponuje, bo oryginalna musaka to baranie lub jagnięce mięso mielone, a Złote Runo to nic innego jak skóra z mitycznego, skrzydlatego barana. Ponieważ bardziej do mnie przemawia zwykła, polska krowa niż skrzydlaty baran, moja musaka zawiera wołowinę. Ale wróćmy do przypraw. Mieszając, wąchając, kichając, klnąc pod nosem, próbując, zalewając się łzami rozpaczy powstał zestaw, który powoduje, że mięso do musaki smakuje wybornie. Ten zestaw zresztą doskonale nadaje się do wszelkiego rodzaju „podkręcenia” mięsa  na kebaby, kofty i inne cevapcici. Żeby wasza kuchnia rozbrzmiała zapachami mitologi i całego basenu Morza Śródziemnego potrzebujemy:

  • łyżeczkę suszonego tymianku
  • łyżeczkę suszonego oregano
  • łyżeczkę słodkiej, mielonej papryki
  • ½ łyżeczki wędzonej papryki
  • ½ łyżeczki ostrej papryki mielonej (jak ktoś wrażliwy to nie daje)
  • rozgniecione w moździerzu lub na desce 3 ziarenka ziela angielskiego i 1 goździk
  • ½ łyżeczki białej gorczycy mielonej
  • ½ łyżeczki przyprawy do piernika (zaufajcie mi, będzie bosko )

Te wszystkie ingrediencje wsypuję na suchą patelnię i delikatnie podprażam, jak zacznie pachnieć, ściągam z ognia i przesypuje do miseczki. Na tę samą patelnie, wlewam odrobinę oleju i wrzucam 3, drobno pokrojone ząbki czosnku i jedna drobno posiekaną cebulę i pół łyżeczki startego imbiru. Lekko szklę. Pilnuję, żeby się czosnek nie przypalił bo będzie gorzki i pfe. Jak uznam, że cebula, czosnek i imbir mają dość, wrzucam do tego podprażone przyprawy. Mieszam i taką „papkę” wrzucam do zmielonego mięsa. Ale zanim przejdę do mięsa i jak to się robi, potrzebuję:

  • 3 bakłażany
  • 5 dużych ziemniaków
  • ok 1,5 kg mięsa mielonego (ja używam wołowiny, ale może być wieprzowina lub inne)
  • 2 jajka
  • opakowanie 400 ml śmietany kwaśnej, gęstej
  • puszka pomidorów krojonych (niekoniecznie, ale kwaskowatość pomidorów daje kopa)
  • starty, żółty ser lub mozarella

I zaczynamy zabawę. Składniki tutaj podane, wystarczą na standardową foremkę do pieczenia. Jak ktoś robi dla pułku wojska, to zwiększa ilość składników, jak dla dwóch anorektyczek i kota, to zmniejsza. Gotowi? To teraz najlepsze przed nami. W kuchni istnieje coś takiego, co nazywa się „mise en place” z francuskiego „ mizą plas”. Znaczy szykujemy składniki wcześniej, składamy potrawę i nie mamy wrażenia, że w kuchni nastąpił wybuch jądrowy lub było włamanie z przeszukaniem. Czyli obieramy, gotujemy, siekamy, układamy w miseczkach i organizujemy sobie wszystko wcześniej, a dopiero potem przystępujemy do szału twórczego. U mnie wygląda to tak:

1. Kroję bakłażany na plastry, solę i odstawiam na 10 – 15 min, żeby puściły wodę. Bakłażanów nie obieram, odkrawam li tylko zielony, za przeproszeniem koniec.
2. Obieram ziemniaki, kroję na grubsze plastry i gotuję, na półtwardo.
3. Smażę mięso i dodaje przyprawy. Usmażone odstawiam.
4. Odcedzam ziemniaki.
5. Bakłażany osuszam papierowym ręcznikiem i kładę na suchą, mocno nagrzaną patelnię. Ja używam patelni grillowej, nie daję na patelnię oleju, bo bakłażany szybko go wchłaniają, ale smaruje bakłażany delikatnie oliwą. Jak ktoś ma pędzelek to fajnie, ale wypukła strona małej łyżeczki też da radę.
6. W miseczce mieszam śmietanę, jajka i pomidory.
7. Ścieram ser na tarce z grubymi oczkami.
8. Natłuszczam lekko blachę. Można tez wyłożyć papierem do pieczenia. Nie polecam folii aluminiowej.
9. Nagrzewam piekarnik do 200 stopni, góra dół. Piekarniki z termoobiegiem 170 stopni.

Jak już wszystko mam przygotowane, to zaczynam „składać” musakę. Na samym dnie blachy układam ziemniaki. Muszą zachodzić na siebie. Staram się, aby było jak najmniej dziur. Na ziemniaki układam plastry bakłażana i warstwę mięsa, polewam to wszystko delikatnie mieszaniną jajek, śmietany i pomidorów. Na to znowu warstwa bakłażanów i ziemniaków, mięso i sos. I tak do wykończenia składników. Górę zalewam całym, pozostałym sosem i posypuję serem. Wsadzam do piekarnika na 20 min. Po wyjęciu, jeszcze gorący ser posypuje słodką papryką. Zapiekanka puszcza wodę, tym się nie należy przejmować. Ja, albo cierpliwie, z benedyktyńską dokładnością odcedzam to łyżką, albo wyciągam zapiekankę z pomocą łyżki cedzakowej. Najcierpliwszy powstały sos wyżera chlebem. Tez można.

Smacznego!

musaka i tabule-4

Kategorie: Główne.

Konwersacja przy stole

  1. Kami

    No kochana… zamordowana ta musaka, ale wygląda z przepisu apetycznie, chociaż rzeczywiście inaczej, hihi. No i czepnę się przypraw: gdzie drewienko cynamonu do mięsa? No, chyba, że w przyprawie do pierników, to sorry. 🙂 Szkoda, że nie lubisz beszamelu…
    Muuuaaa