
Uczciwych sprzedawców chyba też wywieźli w jakieś rozwinięte rejony cywilizacji. Ale po kolei. Ja się chyba muszę nauczyć, że Najcierpliwszego należy słuchać, by potem nie być wkurfionym. Pomimo protestów i nawoływań do rozsądku oraz doświadczeń z analogicznego okresu roku poprzedniego wywlokłam go z ciepłego łóżka, bez drugiej kawy, jak barbarzyńca jakiś po to, żeby popędzić na Jarmark Bożonarodzeniowy na krakowskim rynku. Po 5 minutach od przybycia już wiedziałam, że ludzkość w ilościach dużych, wręcz hurtowych i na dodatek ogarnięta amokiem nie służy mi. Z drugiej strony jak się ma za sobą nieprzespaną noc i jest się w trakcie PMSa to się z piwnicy nie wychodzi, a nie pcha się w sam środek imprez świątecznych.
Na samym początku natknęliśmy się na trzy urocze (w ich własnym mniemaniu) panie. Panie były przebrane za diabełki i smarowały wszystkich po twarzach jakąś czarną mazią. Według pań był to dowcip wysokiej klasy. Ja się nie ubawiłam i dzięki syczeniu i mało przyjaznej minie nie wyglądałam jakby po mojej twarzy trójkołowy rowerek przejechał. Za to Najcierpliwszy został posiadaczem przepięknej, fioletowej plamy, która przy usiłowaniu wytarcia przyjęła formę cudownego siniaka. Wyglądał jakby był ofiarą przemocy domowej. A że jechał do mamy to ja sobie nie chce myśleć o tym, jak bardzo spadną mi notowania u teściowej.
Pominę część rękodzielniczą, bo ta co roku i co imprezę się nie zmienia. Za to trafiliśmy na stragan, który reklamował nową wieś na mapie Polski. Ratułówek. Mieszkańcy Ratułowa w gm. Czarny Dunajec pewnie są dumni z takiego zdrobnienia. Na straganie z Ratułówka przepiękne krowie oscypki, sprzedawane jako owcze za 50 zł sztuka. Oscypek z żurawiną od 4 do 9 zł. W sumie każdy chce zarobić a jak wiadomo nikt tak nie wydaje pieniędzy jak ludzie odurzeni zapachem grzańca, smażonej cebuli i oscypka krowiego w wersji „na owce”. Grzaniec to następne kuriozum i sposób na szybki zarobek. Wiecie jak się robi grzańca masowego? Nie? Ciocia wam opowie. I nie jest to opowieść z gatunku zasłyszanych, tylko z gatunku widzianych i przetestowanych na żywo. Kupujemy w hurcie „Beczułkę wiśniową” lub inną paść winiarską. Do tego dokupujemy dużo cytrusów i przypraw korzennych, ale nie za dużo i nie w Almie, bo hajs się musi zgadzać. Litr grzańca takiej produkcji wychodzi nam jakieś 7 zł po przeliczeniu składników. Maksymalnie 10 jak postanowimy zaszaleć i dodamy miód. Ten litr dzielimy na kubeczki po 200 ml każdy i sprzedajemy za 10zł. Hajs się zgadza i wszyscy szczęśliwi. Mi to oczy łzawiły jak przechodziłam obok tych wielkich beczek lub jakiegoś amatora rozgrzewki. Że to ludziom pachnie a nie śmierdzi? Co kto lubi.
Poszliśmy po chleb. Na stoisku z chlebem sprzedawano pajdy z masłem, smalcem, ogórkiem, kiełbasą i boczkiem. Pachniało fajnie. Nie widać było sosów fanexu jak u innych. Jest dobrze. Zdecydowaliśmy się na pajdę z masłem czosnkowym, cebulą i ogórkiem – ja, a Najcierpliwszy na masło i kiełbasę z boczkiem. W oczekiwaniu na swoją kolej dowiedzieliśmy się z ożywionej dyskusji pań sprzedających, że się nie wyrabiają, chce się im siku, ludzie są wredni i czegoś ciągle chcą. Na szczęście trafiliśmy na tą panią, która nie wywracała ciągle oczami i nie jęczała „jezzzuuu”. Pajdy… hmm… masło czosnkowe okazało się być margaryną z vegetą, cebula fajna, ale dla mnie mogłaby być bardziej pikantna, za to ogórek świetny. Pajda Najcierpliwszego tez mogłaby być pikantniejsza i bez tej obrzydliwej margaryny. W sumie całość ok. W międzyczasie pani przechodząca obok nas wygłosiła zdanie, że dziś uczciwej słoniny już nie ma.
Jest za to uczciwy boczek. Tylko trzeba go sobie zrobić samemu. Dziś Pan Boczuś wersja moja. Pyszny, z chrupiącą skórką. Jeszcze się nie udało, żeby wystygł w spokoju. Zawsze ktoś koło niego z nożem lata. Rozważam możliwość podłączenia go pod prąd.
Potrzebujemy:
- 1,5 kg ładnego surowego boczku
- 4 cebule
- główkę czosnku
- jedno jabłko nieobrane
- jedną papryczkę chilli
- 2 łyżeczki kminku całego
- 2 łyżki musztardy (sarepska, dijon, jaką lubicie)
- łyżeczkę miodu
- łyżkę sosu sojowego
- łyżeczkę octu balsamicznego
- sól, pieprz
- naczynie do zapiekania
Piekarnik nagrzewamy do maksymalnej temperatury. Dno naczynia smarujemy lekko olejem, układamy obrane: cebulę, jabłko, papryczkę i poprzecinane, nieobrane ząbki czosnku. Z musztardy, miodu, sosu i octu robimy emulsję. Boczek solimy, pieprzymy, nacieramy emulsją i posypujemy kminkiem. Układamy na cebulach. Wsadzamy do nagrzanego piekarnika na 10 min. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 170 stopni, boczek podlewamy ½ szklanki wody, przykrywamy folią aluminiową, robimy dziurki na ujście pary i zostawiamy go na 1,5 – 2h. Wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki, ściągamy folię i dajemy mu dojść w piekarniku.
PS.: Z cebul, jabłka i czosnku tworzy się coś tak fajnego, że u mnie wyżerają to z chlebem i raz mnie mało nie zlinczowali jak chciałam to wywalić.

Ale udało Ci się dostać piękny boczek. Ja jakoś nie mogę trafić ostatnio na taki ładny, sam tłuszcz próbuje mi się wciskać, kiedy ja bym najchętniej go wyciął i same mięsiwo zjadł. Nie robiłem wcześniej boczku w takiej postaci, ale patrząc na liste składników – smak musi być wyborny. Wypróbuję 😉 pozdrawiam