Mądrość kulinarna naucza, że suflet jest przekleństwem i szklaną górą kucharzy. Jednak, jak wiemy mądrości są różne i czasem niepotrzebnie straszą. Pokonawszy własny lęk i straszenie zawarte na wszelkich blogach kulinarnych, stanęłam oko w oko z potworem. Już wiem jak czuł się szewczyk Dratewka ciągnący owce pod smoczą jamę. Potem co prawda okazało się, że owa jama to nic innego jak pierwszy w Krakowie zamtuz, a Wanda co nie chciała Niemca też taka święta nie była. Ale nie o tym my dzisiaj. Pan Suflet – coś na kształt mirażu i niespełnionych obietnic o krainie wiecznej szczęśliwości. Postać mroczna, mityczna, zły wilk z bajki dla dzieci. Z każdego bloga, przepisu syczały na mnie złe wiedźmy strasząc, a to złym doborem składników, a to złą wagą, a to złym układem planet. Człowiek się może zniechęcić od samego patrzenia na podkreślone słowo UWAGA. Biorąc przykład z Dratewki, poprawiłam gors ( bo przecież nie napiszę, że biust) i powiedziałam sobie „albo suflet albo ja!!”. Uzbrojona w foremki, wsparcie Najcierpliwszego i wszelkie znane mi modlitwy, wystąpiłam na udeptany grunt. I wiecie co? To była najdłuższa godzina w moim życiu, ale opłacało się. Wyszedł. Piękny. Mocno czekoladowy. Puszysty jak mua i wcale nie taki straszny do opanowania. Potwór zjadający przerażone dziewice okazał się być milusim kotkiem z delikatnymi pazurkami. Więc z czystym sumieniem mogę podzielić się z wami przepisem z cyklu „jak wytresować smoka”.
Żeby wygrać bitwę potrzebujemy oręża i magicznych składników.
Składniki:
- 140 g gorzkiej czekolady
- 90 ml śmietany kremówki 30%
- 2 łyżki cukru + trochę cukru do wysypania nim foremek
- 3 jajka ( żółtka oddzielone od białek)
- łyżeczka esencji waniliowej lub kilka kropel aromatu waniliowego
- szczypta soli
- miękkie masło
Oręż:
- garnek z grubszym dnem
- rózga – ale nie ta od Mikołaja
- plastikowa łopatka z gumowym, ekhm, końcem– nie zabieramy dziecku narzędzi do piaskownicy tylko kupujemy sobie własne do ciasta!
- mikser lub blender do ubijania piany z białek
- kokilki ceramiczne – ja mam duże, więc ilość składników starczyła mi na trzy kokilki
- brytfannę do której wejdą nam kokilki
- piekarnik bo na patelni jednak nam nie wyjdą zaklęcia
- metalowa lub szklana miska do ubijania białek
Przeżegnawszy się uprzednio przystępujemy do walki.
Na samym początku smarujemy miękkim masłem kokilki Robimy to dokładnie, po same brzegi. Obsypujemy cukrem, nadmiar strząsając. Wsadzamy wysmarowane kokilki do brytfanki w której będziemy piec suflet i odstawiamy do lodówki. Piekarnik ustawiamy na grzanie góra – dół, rozgrzewamy do temperatury 200 stopni.
W garnku podgrzewamy śmietankę, aromat waniliowy lub esencję i cukier, doprowadzamy do wrzenia. Odstawiamy i wsypujemy do niej posiekana czekoladę. Zostawiamy na 3-4 min. Mieszamy rózgą do powstania gęstego sosu czekoladowego. Zostawiamy niech sobie stygnie. W metalowej misce ubijamy białka ze szczypta soli. I teraz się skupiamy – nie bijemy tych biednych białek na sztywno. Mają być ubite do tzw miękkich końcówek, czyli po wyciągnięciu rózgi czy mieszadeł, czubki od białek mają nie stać tylko zaginać się miękko w haczyki. Białka odstawiamy i do sosu czekoladowego wkręcamy żółtka, mieszając je na jednolitą masę. Pozbywszy się żółtek, do masy dodajemy 1/3 białek, żeby ta masę rozrzedzić. Następnie dodajemy resztę białek i łopatką delikatnie mieszamy. Ja mieszam aż mi się kolor zrobi jednolity. Nie mieszajcie za długo bo siądzie wszystko. Delikatnie i szybko jednocześnie. Nikt nie mówił, że walka ma być lekka. Wyciągamy kokilki z lodówki i napełniamy je masą. Nie żałujemy sobie, nakładamy po brzegi, zostawiając dosłownie 2 mm. Brytfannę napełniamy gorąca wodą, do wysokości 2 cm tak około, nie latajcie przypadkiem z linijką bo dostaniecie obłędu. Wsadzamy cały majdan do nagrzanego piekarnika. Po 30 sekundach ( tak, liczyłam) obniżamy temperaturę do 180 stopni i zapominamy o smoku tfu suflecie na 18 minut. Po tym czasie wyciągamy czekoladowe cudo, oswojone i pachnące. Posypujemy cukrem pudrem i spożywamy na ciepło. Wody z pieczenia nie spożywamy, ani nie zaparzamy nią herbaty…
Suflet czekoladowy ma jedną wadę – szybko opada. Więc bardzo proszę, aby panie korzystające z przepisu nie wpadły na pomysł nazywania swojego mężczyzny Suflecikiem 😀
Smacznego 🙂




Ale że do spożycia tylko na goraco?
Mniam….ale jednak na pierwszy ogień wyślę mamusię.Ona ma lepszą rękę do wypieków. Że o ubijaniu białek nie wspomnę.
Przepiękne foto.
A…czy kokilki muszą być bardzo głębokie?
Pozdrawiam i dzięki za ucztę dla oka (też)
K.